Niech szczekają, jesteśmy na dobrej drodze. Sánchez wypowiedział oligarchom wojnę o regulację mediów społecznościowych i migrację
Deník Alarm
Przeniesienie odpowiedzialności za treści w mediach społecznościowych na ich operatorów spowodowało, że ostatnim celem ataków Elona Muska stała się hiszpańska rząd pod przewodnictwem Pedra Sancheza.
„Właściciele i zarządzający mediami społecznościowymi są bogatsi i potężniejsi niż wiele krajów, w tym mój. Ale ich moc i wpływ nie powinny nas przerażać, ponieważ nasze zaangażowanie jest większe,” powiedział hiszpański premier Pedro Sánchez podczas ogłoszenia kroków swojego rządu przeciwko mediom społecznościowym.
Ich środowisko Sánchez nazwał „dzikim zachodem”. Platformy według niego „stały się upadłym państwem, gdzie ignoruje się prawo i toleruje przestępstwa”, i obiecał, że jego rząd ochroni nieletnich przed tym dzikim zachodem.
Hiszapski rząd zdecydował się ograniczyć dostęp do platform. Od teraz będą mogły się na nie logować tylko osoby powyżej szesnastego roku życia. Projekt ustawy jest obecnie w trakcie rozpatrywania. „Moc państwa polega na tym, aby chronić demokrację przed atakami, którym musi stawić czoła, a także dzieci i młodzież przed toksycznym i bezkarnego światem, którym niestety stały się media społecznościowe,” powiedział Sánchez.
Musk od dawna nie ukrywa poparcia dla skrajnej prawicy w Europie. Według serwisu NBC, tak wspierał (skrajnie) prawicowe siły w co najmniej 18 krajach świata.
Madryt krytykuje wzrost nienawistnych i podżegających wypowiedzi na platformach cyfrowych. Sánchez zaznaczył, że Hiszpania będzie wymagać od operatorów mediów społecznościowych wdrożenia narzędzi do weryfikacji wieku, które nie da się obejść „zaznaczeniem pola”. Nielegalne ma być także manipulowanie algorytmami rekomendacji w celu rozpowszechniania nielegalnych treści.
Nowe środki sprawiają też, że osoby na stanowiskach kierowniczych i właściciele platform stają się osobami odpowiedzialnymi prawnie, które mogą stanąć przed sądem. „Oznacza to, że dyrektorzy generalni platform technologicznych będą odpowiadać karnie, jeśli nie usuną treści nienawistnych lub nielegalnych,” powiedział hiszpański premier na Światowym szczycie rządowym w Dubaju.
Właśnie tym odróżnia się postępowanie hiszpańskiego rządu od większości dotychczasowych zakazów mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży. W całej Europie trwa obecnie dyskusja o zakazie korzystania z mediów społecznościowych przez osoby poniżej 15 lub 16 lat, a o tym kroku rozważa (lub już rozpatruje) go duża część starego kontynentu (w tym Czechy) i mówi się także o jednolitej granicy dla UE. Nawet Australia, która jako pierwsza wprowadziła ogólne ograniczenie wiekowe dostępu do platform online, ale wobec właścicieli i treści na sieci nie podjęła znaczących działań, jedynie karząc za naruszenie limitu wiekowego użytkowników.
Szczekanie technokapitalistów
Ten krok wywołał dużą niechęć wśród technologicznych kapitalistów. Milioner i właściciel firmy X Elon Musk określił hiszpańskiego premiera Pedra Sáncheza jako „tyrana i zdrajcę hiszpańskiego narodu”. Następnie pisał też o szefie hiszpańskiego rządu jako o „faszyście” i „brudnym Sánchezu”, co stało się viralowym memem we Hiszpanii – nawiązującym do kultowego filmu „Dirty Dancing” (Hříšný tanec).
Podobnie do sporu z hiszpańskim rządem włączył się właściciel komunikacyjnej platformy Telegram Pavel Durov. Pochodzący z Rosji przedsiębiorca, posiadający także obywatelstwa Francji, ZEA i Saint Kitts i Nevis, w wiadomości do wszystkich użytkowników w Hiszpanii oskarżył rząd Sánchez o „wprowadzanie niebezpiecznych środków zagrażających wolnościom internetowym”. Durov twierdzi, że te działania zamienią Hiszpanię w „państwo monitorowane pod przykrywką pozornej ochrony”.
W ten sposób pojawiają się obawy o cyfrową prywatność (np. z powodu gromadzenia danych z dowodów osobistych), na co nie pomaga fakt, że rząd Sánchez nadal nie przedstawił szczegółów procesu, jak będzie przebiegać weryfikacja wieku. Należy też przypomnieć, że same platformy online gromadzą dużą ilość danych, a na początku tego roku Telegram doświadczył wycieku danych ponad 200 milionów użytkowników.
Właśnie założyciel Telegramu Durov w swoim raporcie krytykował ochronę danych jako jedynie pretekst. „To nie są środki ochronne, to kroki do pełnej kontroli. Już to widzieliśmy – rządy nadużywają ‚bezpieczeństwa’ jako broni do uciszania krytyków,” napisał Durov. Podobny krok podjęła wcześniej platforma TikTok w Stanach Zjednoczonych.
Premier Sánchez zareagował parafrazą na klasyczny hiszpański bon mot. „Niech szczekają technokapitalistyczni, Sancho, to znak, że idziemy dobrą drogą.” W języku czeskim najbliższym odpowiednikiem tego cytatu – błędnie związanemu z donem Quijote – byłoby powiedzenie „psi szczekają, karawana idzie dalej”.
Hiszpańska rzeczywistość
Jak dokładnie będą wyglądały i przebiegały nowe ograniczenia, na razie jest trochę niejasne. Samo podniesienie wieku nie jest niczym nowym, ponieważ już w 2024 roku hiszpański rząd zatwierdził projekt ustawy, który podnosił minimalny wiek do założenia konta na mediach społecznościowych z 14 do 16 lat, a obecnie projekt ten jest rozpatrywany przez hiszpański parlament.
Nowością jest jednak krok dodatkowy, który zmusza platformy do wdrożenia skutecznego systemu weryfikacji wieku. Samo podniesienie wieku nie jest według źródeł z UE problemem, ale odpowiedzialność karna operatorów platform wykracza już poza europejskie prawo.
Unia Europejska od dawna promuje pogląd, że Rozporządzenie o usługach cyfrowych nie ma dotyczyć poszczególnych osób (czyli właścicieli platform), lecz platform jako całości. Nie przewiduje ono odpowiedzialności karnej, lecz jedynie sankcje finansowe lub maksymalnie blokadę platformy w danym kraju. Skomplikowana jest także definicja, czego dokładnie mają dotyczyć nowe przepisy, ponieważ często trudno ustalić, co jest, a co nie jest siecią społecznościową.
Wydawnictwo
✱Alarm

Aż skończy się praca
Helen Hester, Nick Srnicek
KupićChociaż Sánchez kieruje tylko mniejszościowym rządem, to może oprzeć się na jednej na pierwszy rzut oka zaskakującej rzeczy – poparciu większości opozycji prawicowej. Przewodniczący opozycyjnej Partii Ludowej Alberto Núñez Feijóo obiecał wsparcie i żartobliwie oskarżył Sáncheza o kradzież swojego pomysłu. Najgłośniejszym przeciwnikiem pozostaje skrajna prawica, gdzie lider ruchu Vox mówi o cenzurze i autorytaryzmie. Jednak społeczeństwo hiszpańskie popiera kroki rządu.
Ostatni raport badania Ipsos Education Monitor 2025 z sierpnia zeszłego roku pokazuje, że poparcie dla zakazu mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży rośnie z roku na rok, w różnych krajach. W przypadku Hiszpanii 82 procent ankietowanych popiera zakaz mediów społecznościowych dla osób poniżej 14 lat (w 2024 roku było to 73 procent respondentów).
Na X i Telegramie robi się ciemno
Hiszpański premier w Dubaju ogłosił także, że Madryt dołączył do grupy pięciu europejskich krajów (dokładny skład grupy Sánchez nie ujawnił, mówi się jednak o pewnym udziale Grecji, Holandii i Danii), którą nazwał „Koalicją cyfrowo chętnych”, aby dyskutować o transgranicznych regulacjach mediów społecznościowych. Wiele regulacji już zostało zatwierdzonych na poziomie UE, co skutkowało wieloma wysokimi karami. Ich wdrożenie i późniejsze spory są jednak często zwalniane ich skutki.
Niektóre kraje działają jednak na własną rękę. Francuskie władze w styczniu przeprowadziły rewizję biur firmy X w Paryżu w ramach śledztwa dotyczącego manipulacji algorytmami i możliwego zagranicznego ingerowania w wybory we Francji. Śledztwo, według prokuratury, bada także podejrzenia dotyczące rozpowszechniania pornografii dziecięcej, generowania seksualizowanych zdjęć osób bez ich zgody czy zaprzeczania zbrodniom przeciwko ludzkości. Sam właściciel Elon Musk został nawet wezwany na przesłuchanie. Warto przypomnieć, że firma Muska w 2025 roku otrzymała od Komisji Europejskiej karę w wysokości 120 milionów euro za naruszenie zasad przejrzystości.
Powiązany artykuł:

W Europie rośnie chęć zerwania z Googlem i Microsoftem. Przeciwnie, Czechy zawierają kolejne umowy z gigantami
Hynek Trojánek
17. 2. 2026
Władze w Paryżu również podjęły działania przeciwko właścicielowi platformy Telegram. Durov został aresztowany w stolicy Francji w sierpniu 2024 roku w ramach śledztwa dotyczącego oszustw, handlu narkotykami, zorganizowanej przestępczości, wspierania terroryzmu i cyberprzemocy. Został zatrzymany pod zarzutem, że nie podjął kroków w celu ograniczenia nadużywania swojej platformy do działalności przestępczej, a ostatecznie oskarżono go o 12 przestępstw (które zaprzeczył), i Francja może go opuścić tylko za zgodą sądu.
Właśnie Francja i Dania chcą jak najszybciej przestać korzystać z usług amerykańskich gigantów technologicznych. Francuski rząd już w styczniu ogłosił, że do 2027 roku 2,5 miliona urzędników przestanie korzystać z amerykańskich aplikacji do wideokonferencji, takich jak Zoom, Microsoft Teams, Webex czy GoTo Meeting. Rząd duński i miasta Kopenhaga oraz Aarhus testują tymczasem oprogramowanie open source.
Hiszpańska otwarta ręka
Jest pewne, że nawet bez ingerencji w biznes Muska, Sánchez nie należałby do politycznych sojuszników najbogatszego człowieka na świecie. Musk od dawna nie ukrywa poparcia dla skrajnej prawicy w Europie. Według serwisu NBC tak wspierał (skrajnie) prawicowe siły w co najmniej 18 krajach świata. W czasie niemieckich wyborów samorządowych na przykład na swoim profilu poparł skrajnie prawicową Alternatywę dla Niemiec (AfD), twierdząc, że „tylko AfD może uratować Niemcy”, pomagając jej już w przedterminowych wyborach parlamentarnych, podczas których prowadził ponad godzinny wywiad z liderką AfD, Alichą Weidel.
Publicznie mówił także o wsparciu finansowym brytyjskiej eurosceptycznej partii Reform i pomógł w szerzeniu nagrań z protestów antyimigracyjnych w Irlandii czy antyrządowych demonstracji w Brazylii. Także wielokrotnie chwalił hiszpańską skrajną prawicę, węgierski rząd na czele z Viktorem Orbánem i dzielił się wpisami włoskiej skrajnej prawicy, która mówi o przyjmowaniu migrantów jako o „samobójstwie Europy”. Tymczasem nie wahał się usuwać treści na platformie Twitter na prośbę prawicowych rządów w Turcji i Indiach, usuwając niepożądane treści lub ograniczając ich zasięg.
W kontraście do tego, Sánchez ogłosił, że zalegalizuje pobyt około pół miliona ludzi, którzy już mieszkają w kraju. W czasie, gdy wiele państw zaostrza politykę migracyjną, Madryt idzie w przeciwnym kierunku. Hiszpański rząd przyjął plan legalizacji pobytu dla uchodźców, którzy przybyli na Półwysep Iberyjski bez wymaganych pozwoleń i dokumentów. Oczekuje się, że skorzysta z niego około pół miliona imigrantów, głównie z Ameryki Łacińskiej. Na początku 2025 roku w Hiszpanii mieszkało około 840 tysięcy osób bez ważnego pozwolenia na pobyt, z czego około 760 tysięcy pochodziło z Ameryki Łacińskiej.
Debata na temat prawnego włączenia migrantów do społeczeństwa w Hiszpanii trwa od pandemii COVID-19, kiedy to ukazały się często niegodne warunki pracy cudzoziemców, którzy pracują na stanowiskach, na które nie chcą Hiszpanie. W 2024 roku podpisano deklarację o legalizacji ich pobytu, którą podpisało 700 tysięcy ludzi i 900 organizacji.
Obecnie nielegalni migranci mogą składać wnioski o pozwolenie na pracę i pobyt na rok, a w przypadku dzieci na pięć lat. Terminy te mogą być później przedłużane przez urzędy. Potencjalna legalizacja obejmuje wszystkich cudzoziemców, zarówno migrantów ekonomicznych, jak i ubiegających się o azyl, którzy przybyli do Hiszpanii przed 31 grudnia 2025 roku. W kraju muszą mieszkać co najmniej pięć miesięcy. Warunkiem jest także czysty rejestr karny.
Muska i Wielka wymiana
Hiszpański mniejszościowy rząd, utworzony przez socjalistów i lewicowy sojusz Sumar (wspierany przez baskijskich i katalońskich nacjonalistów), zatwierdził legalizację dekretem królewskim, więc nie musi głosować nad tym parlament. Nikt z członków rządu nie wyjaśnił, dlaczego zdecydowano się na tak szybkie wdrożenie. Według komentatorów za tym mogła stać chęć ponownego przyciągnięcia na swoją stronę niektórych dawnych (lub niestabilnych) sojuszników, konkretnie katalońskiej partii Junts i lewicowej partii Podemos, które odłączyły się od sojuszu Sumar, będącego częścią rządu.
Decyzję krytykowała opozycja, według której to próba odwrócenia uwagi od tragicznych wypadków kolejowych we Hiszpanii, podczas gdy skrajna prawica Vox mówi o Wielkiej Wymianie. „Sánchez jest tyranem, który nienawidzi hiszpańskiego narodu. Chce go zastąpić, a tym ustawodawstwem przyspieszyć inwazję,” stwierdził lider Vox, Santiago Abascal.
Hiszpańska minister ds. integracji, zabezpieczenia społecznego i migracji Elma Saiz broni tego kroku jako „niezbędnej reakcji na realia na naszych ulicach” i dodała, że jej celem jest „uznanie, godne zwiększenie i zapewnienie gwarancji, szans i praw ludziom, którzy już znajdują się w naszym kraju”. Nie jest to pierwsza taka fala legalizacji pobytu, bo w latach 1996, 2000 i 2001 ludowcy umożliwili w kraju pobyt około pół miliona osób.
Wkrótce do tego dołączyli też influencerzy bliscy Elonowi Muskowi. Właściciel platformy X (z 233 milionami obserwujących) udostępnił wpisy malajskiego politycznego influencera Iana Milesa Cheonga, w których oskarża Sáncheza o „inżynierię wyborczą”, by „pokonać skrajną prawicę”.
„Logika jest prosta: zalegalizować pół miliona ludzi, przyspieszyć ich dostęp do obywatelstwa,” pisze Chong. „Wow,” reaguje Musk i udostępnia wpis. Tymczasem działania hiszpańskiego rządu nie dają migrantów obywatelstwa ani prawa do głosowania.
Sánchez i organizacje społeczne wspierające ten krok twierdzą, że ma on na celu zapewnienie praw ludziom, którzy już przyczyniają się do obecnego sukcesu gospodarczego kraju, oraz zwiększenie zatrudnienia formalnego i wpływów podatkowych. „Niektórzy politycy zdecydowali się ich ścigać i deportować operacjami, które są nielegalne i okrutne. Mój rząd wybrał inną drogę: szybką i prostą ścieżkę do nadania pozwolenia na pobyt,” pisze Sánchez w komentarzu dla New York Times. „Migracja przynosi szanse, ale także ogromne wyzwania, które musimy uznać i im sprostać. Jednak ważne jest, aby pamiętać, że większość tych wyzwań nie ma nic wspólnego z etnicznością, rasą, religią ani językiem migrantów,” dodaje również.

