Zapomniany za granicą, potrzebny w domu
Green European Journal
W obliczu rosnących zagrożeń, państwa Europy Wschodniej próbują sprowadzić swoich obywateli z zagranicy.
Po upadku komunizmu i integracji Europy Środkowej i Wschodniej oraz krajów bałtyckich do UE, obywatele tych regionów wykorzystali swoje nowo zdobyte wolności, aby emigrować na zachód. Ich kraje ojczyste były nieprzygotowane na ekonomiczne i kulturowe skutki tego odpływu, ale niewiele wysiłku włożyły w utrzymanie kontaktów z ich diasporami. Teraz, wobec rosnących zagrożeń demograficznych, strategicznych i demokratycznych, opracowują sposoby naprawienia tego podziału.
Przez dziesięciolecia, państwa Europy Środkowej i Wschodniej (CEE) oraz kraje bałtyckie doświadczały trwałej emigracji, z milionami obywateli wyjeżdżających za granicę. Rządy akceptowały napływ przekazów pieniężnych i próbowały dostosować się do krajowych braków siły roboczej, ale zaangażowanie w ich diasporach pozostawało ograniczone. To podejście częściowo kształtowały uwarunkowania historyczne. Magdalena Ulceluse, adiunkt na Uniwersytecie Malmö w Szwecji, wyjaśnia: „Kraje Europy Wschodniej mają skomplikowaną relację z wolnym przepływem. Wychodząc z kontekstu komunistycznego, gdzie mobilność była zabroniona, emigracja stała się związana z trudno wywalczoną wolnością.”
Jednak połączenie długo utrzymujących się czynników strukturalnych i nowszych wydarzeń skłania te rządy do przemyślenia ich społecznego kontraktu i relacji z diasporą. Podczas gdy spadek demograficzny był trwałym wyzwaniem, częściowo napędzanym przez długotrwałą emigrację i niezmiennie niskie wskaźniki urodzeń, nowe presje, w tym wojna na Ukrainie i rosnąca polaryzacja polityczna, przyspieszają tę zmianę. W rezultacie państwa coraz częściej postrzegają swoje diaspory nie tylko jako ekonomicznych uczestników, ale także jako politycznie istotne grupy wyborców i kluczowych aktorów w dziedzinie bezpieczeństwa i demografii.
Emigracja była znacząca. Na przykład, z około 19 milionów obywateli Rumunii, prawie ćwierć żyje za granicą, głównie w Europie Zachodniej. Tworzą największą diasporę w UE. Około dwóch trzecich to migranci ekonomiczni, zajmujący się pracami w budownictwie, opieką społeczną dla starszych i pracami sezonowymi w rolnictwie, które pracownicy w krajach przyjmujących nie chcą już wykonywać. W 2023 roku wysłali do domu 6,5 miliarda euro w przekazach – prawie 3 proc. PKB Rumunii. Polska miała na koniec 2023 roku około 1,5 miliona obywateli mieszkających gdzie indziej w UE, a przekazy stanowiły 1,1 proc. PKB. Łotwa, z populacją zaledwie 1,86 miliona, odnotowała między 280 000 a 300 000 narodowych lub byłych obywateli – ponad 15 procent jej populacji – osiedla się w krajach UE lub OECD.
Państwa Europy Wschodniej mają skomplikowaną relację z wolnym przepływem.
Te przepływy emigracyjne w dużej mierze miały miejsce po akcesji tych krajów do UE (Polska i Łotwa dołączyły w 2004, Rumunia w 2007). Migranci byli kuszeni wyższymi zarobkami i bardziej stabilnymi rynkami pracy w krajach takich jak Niemcy, Belgia, Hiszpania i Włochy. „Koszty emigracji w krajach ojczystych były widoczne od początku,” zauważa Ulceluse, „ale polityki wobec diaspory nie zmieniały się znacząco, aż pojawił się wymiar polityczny poprzez polaryzację i wzrost skrajnie prawicowych partii.”
Zapomniani i uwiedzeni
Dla Rumunii, konsekwencje polityczne dwudziestu lat bezczynności stały się nie do ignorowania. W 2024 roku, sąd konstytucyjny anulował wybory z powodu domniemanej ingerencji zagranicznej i nielegalnego finansowania kampanii; podczas powtórki głosowania w zeszłym roku, kandydat proeuropejski Nicușor Dan pokonał kandydata skrajnej prawicy George’a Simiona, ale nie bez zaskakujących wyników: wśród społeczności diasporalnych w Niemczech, Włoszech i Hiszpanii – krajach z dużymi rumuńskimi społecznościami – Simion otrzymał około 70 procent głosów.
Ulceluse twierdzi, że skala poparcia dla Simiona w diasporze odzwierciedla zmianę w tym, kto opuszcza Rumunię. „Wczesne fale obejmowały wielu wysoko wykwalifikowanych migrantów, średni-klasowych profesjonalistów, którzy wyjeżdżali do pracy w krajach zagranicznych. Ale w ostatnich latach agencje rekrutacyjne rozprzestrzeniły się po całym kraju, wsi, oferując zabranie ludzi z ich progu do zakwaterowania w Holandii czy Belgii. Ta infrastruktura otworzyła drzwi dla znacznie bardziej zróżnicowanej grupy migrantów.”
Dla wielu z nich, szczególnie tych pracujących w rolnictwie, doświadczenie za granicą było pełne izolacji. „Żyją osobno, nie mówią w języku, i noszą głębokie poczucie nieufności, nawet wobec rodaków,” mówi Ulceluse. „Czują się niewidzialni: brak możliwości w kraju, brak uznania za granicą.”
Pandemia Covid-19 pogłębiła ich frustracje: pracownicy w niepewnych lub sezonowych zatrudnieniach byli często wykluczeni z opieki społecznej, opieki zdrowotnej i pomocy finansowej w krajach przyjmujących. Tymczasem, władze rumuńskie, w tym ówczesny prezydent, zniechęcały ich do powrotu do domu na święta, obawiając się przywiezienia wirusa do kraju. Rosnąca inflacja i kryzys kosztów życia jeszcze bardziej wzmacniały ich finanse, a przekazy gwałtownie spadły w 2024 roku.
Politycy głównego nurtu z partii liberalnych i socjaldemokratycznych pamiętali o nich tylko podczas kampanii, oferując slogany i prosząc o głosy. Z kolei skrajnie prawicowa Partia Sojuszu dla Związku Rumunów (AUR) od początku aktywnie starała się zaangażować diasporę , spotykając się z nią tam, gdzie jest, angażując szeroki zakres grup społecznych, od kierowców ciężarówek na parkingach po uczestników wydarzeń organizowanych przez organizacje pozarządowe w diasporze. W ostatnich wyborach te działania przyniosły efekt, choć nie wystarczyły, by Simion wygrał.
Partia konserwatywna Estonii (EKRE) również opowiada podobną historię. W wyborach parlamentarnych w 2019 roku zdobyła 43,7 procent głosów z diasporalnej pocztowej – choć z relatywnie małego segmentu ogólnej estonijskiej elektoraty za granicą (głównie przez expatriatów w Finlandii i Szwecji). Vassilis Petsinis, adiunkt na Uniwersytecie Corvinusa w Budapeszcie, przypisuje część tego poparcia naciskowi EKRE na politykę powrotów. „EKRE opowiada się za ułatwieniem powrotu estońskich emigrantów i rozwojem infrastruktury wspierającej reintegrację,” mówi, zauważając, że takie polityki mogły szczególnie przemawiać do grup, takich jak pracownicy fizyczni.
Obowiązek służby?
W przypadkach takich jak Rumunia i Estonia, wzorce głosowania diasporalnego sugerują, że alienacja i wykluczenie za granicą, jeśli trwają wystarczająco długo, mogą utwardzić się w skrajne wybory polityczne.
Alienacja i wykluczenie za granicą, jeśli trwają wystarczająco długo, mogą utwardzić się w skrajne wybory polityczne.
Ale wzorce głosowania to tylko część obrazu. Relacje rządów z ich diasporami są coraz bardziej kształtowane przez względy bezpieczeństwa. Powrót dużych konfliktów zbrojnych do Europy postawił pytanie: czego państwa mogą legalnie oczekiwać od swoich obywateli mieszkających za granicą, w tym w zakresie obrony ojczyzny?
Chociaż Rumunia nie przywróciła obowiązkowej służby wojskowej, w 2025 roku zatwierdziła projekt ustawy wprowadzający dobrowolne czteromiesięczne szkolenie wojskowe dla obywateli w wieku od 18 do 35 lat, niezależnie od tego, czy mieszkają w Rumunii, czy za granicą. Ustawę przedstawiono jako mechanizm budowania rezerw, ale rząd rumuński zaczął tworzyć ramy prawne i instytucjonalne, które umożliwiłyby obywatelom za granicą włączenie się do obrony narodowej, jeśli pogorszy się sytuacja bezpieczeństwa. Na pytanie o powoływanie diaspor w przypadku wojny, szef sztabu Rumunii, generał Vlad Gheorghiță, oświadczył, że służba wojskowa „pozostaje konstytucyjnym obowiązkiem dla wszystkich i obowiązkiem prawnym”.
Estonia zmienia swoje obowiązkowe służby wojskowe, w ramach której obywatele będą służyć od ośmiu do jedenastu miesięcy, od 2027 roku na 12 miesięcy, w tym także dla diaspor. Jednak pewna część z nich jest wyłączona. Obywatele, którzy mieszkali za granicą nieprzerwanie przez co najmniej siedem lat przed wpisaniem do rejestru obowiązku obrony narodowej, lub którzy urodzili się za granicą i tam mieszkali bezpośrednio przed rejestracją, mogą zostać zwolnieni z obowiązku służby, jeśli nie zgłoszą chęci służby w ciągu pięciu lat. Osoby spoza tych wyjątków pozostają w rezerwie poborowej.
Łotwa również przywraca obowiązkową służbę wojskową, z wydaje się mniejszą liczbą zwolnień niż Estonia. Do 2027 roku, obywatele łotewscy na stałe mieszkający za granicą i zarejestrowani w Urzędzie ds. Obywatelstwa i Migracji są zwolnieni z list poborowych. Po zakończeniu tego okresu, diaspora łotewska może zostać powołana do służby w Narodowej Służbie Obrony. Według Māris Andžāns, dyrektora Centrum Badań Geopolitycznych w Rydze, pobór do służby w diasporze prawdopodobnie będzie działał obustronnie. Twierdzi, że „może to zachęcić niektórych podwójnych obywateli do zrzeczenia się obywatelstwa łotewskiego”, ale spędzenie 11 miesięcy w Łotwie, jak wymaga służba, może równie dobrze „wzmocnić więź z krajem”. Paszport, jak mówi, niesie „nie tylko możliwości, ale także obowiązki”.
Co jest trudniejsze do przewidzenia, to jak zareagują różne pokolenia Łotyszy za granicą. Andžāns ostrożnie podchodzi do założenia, że niedawni emigranci są bardziej przywiązani do ojczyzny niż ci, których rodziny opuściły kraj dekady temu. „Niektórzy Amerykanie pochodzenia łotewskiego, którzy nie mówią po łotewsku, mogą być bardziej skłonni do służby niż ci, którzy wyjechali niedawno,” uważa. Nowsi emigranci, jak sugeruje, często wyjeżdżali, bo czuli, że nie mogą zbudować życia na Łotwie, i mogą odczuwać niewielką chęć powrotu.
Rząd łotewski już organizuje warsztaty w ambasadach i obozach diasporalnych za granicą, aby wyjaśnić politykę i zarządzać oczekiwaniami. Ale, jak przyznaje Andžāns, następne pięć lat będzie prawdziwym testem, w którą stronę podąży diaspora. Szerszej perspektywy, Andžāns podkreśla, że powrót do obowiązkowej służby nie jest tylko zjawiskiem łotewskim czy bałtyckim, ale częścią szerszego europejskiego trendu napędzanego przez kwestie bezpieczeństwa i presje demograficzne.
Nowe strategie
Te kwestie bezpieczeństwa rozgrywają się na tle głębszych uwarunkowań strukturalnych: spadku demograficznego. Prognozy dotyczące populacji regionu są niepokojące. Populacja Rumunii ma się zmniejszyć z około 19 milionów obecnie do 14 milionów do 2100 roku, bez uwzględnienia imigracji; w Polsce z 38 milionów do 24 milionów.
Niższe wskaźniki urodzeń są kluczowym czynnikiem, ale utrzymująca się emigracja znacznie zwiększyła presję. W Rumunii niektórzy analitycy spodziewają się długoterminowych efektów strukturalnych. Remus Gabriel Anghel, profesor na Narodowym Uniwersytecie Studiów Politycznych i Administracji Publicznej oraz badacz w Rumuńskim Instytucie Badań nad Mniejszościami Narodowymi, mówi, że „znaczna część rumuńskiej ludności wiejskiej prawdopodobnie zniknie”, a populacja będzie coraz bardziej skoncentrowana w miastach różnej wielkości. Imigracja, jak twierdzi, prawdopodobnie nie wypełni tej luki. W instytucjach publicznych i firmach, „w przyszłości będziesz potrzebować ludzi z co najmniej akceptowalnym poziomem rumuńskiego, aby pisać, czytać i przygotowywać dokumenty”, co ogranicza możliwości zrekompensowania niedoboru przez napływ z zagranicy. Teoretycznie, Mołdawianie, których językiem urzędowym jest również rumuński, mogliby pomóc w wypełnieniu niektórych luk. Ale zamiast osiedlać się w sąsiednim kraju, wielu woli emigrować do krajów Europy Zachodniej i Południowej, takich jak Włochy, lub na wschód do Rosji w poszukiwaniu lepszych perspektyw ekonomicznych.
Nawet przy niskim poziomie wykwalifikowanej siły roboczej, Anghel przewiduje, że zwiększenie imigracji nie będzie łatwe. Pomimo obecnego umiarkowanego rozmiaru pracy zagranicznej w Rumunii, retoryka populistyczna i antyimigracyjna już zyskuje na sile, sugerując, że polityczny limit dla jakiegokolwiek kontrolowanego programu imigracyjnego może być niższy, niż wynikałoby z potrzeb demograficznych. Wniosek jest taki, że powrót diaspory, lub przynajmniej utrzymanie silnych więzi z diasporą, które mogą ostatecznie ułatwić powrót, jest jednym z bardziej dostępnych narzędzi polityki.
W odpowiedzi na te wyzwania, rządy krajów CEE i Bałtyckich od kilku lat próbują przekształcić swoją politykę wobec diaspory. Według raportu opublikowanego w 2025 roku przez EU Global Diaspora Facility, 13 państw członkowskich UE, w tym Rumunia, Łotwa i Polska, posiada obecnie dedykowane prawo, strategię lub politykę dotyczącą diaspory. Raport zidentyfikował również 97 instytucji publicznych w UE zaangażowanych w politykę związaną z diasporą.
Polska podjęła jedną z najbardziej kompleksowych prób reformy. W ostatnich latach kraj dostosowywał swoje polityki do rzeczywistości, że diaspora obejmuje już „ kolejne pokolenia polskiej społeczności, ludzi, którzy nie urodzili się w Polsce, i emigrantów”.
Pod koniec 2025 roku, wicepremier Polski podkreślił potrzebę „zintensyfikowania i unowocześnienia metod nauczania języka polskiego, w tym jako języka obcego, w szkołach polonijnych i systemach edukacyjnych krajów, w których żyje polska społeczność”. To nastąpiło niedługo po przyjęciu przez Radę Ministrów Polski Strategii Rządu współpracy z Polonią i Polakami za granicą na lata 2025–2030. Szanse dla młodszych członków diaspory są kluczowym elementem tej strategii. W ramach niej, w 2026 roku, Ministerstwo Spraw Zagranicznych uruchomiło programy skierowane do młodych ludzi pochodzenia polskiego, w tym wizyty studyjne w Polsce i programy stażowe, mające uczynić relokację i osiedlenie się realną opcją.
Bastian Sendhardt, pracownik naukowy w Niemieckim Instytucie Spraw Polskich (DPI), mówi, że te ostatnie działania sygnalizują „ zmianę w kierunku bardziej strategicznego i państwowego podejścia do zarządzania transnarodowymi więziami narodowymi”. Jednak Sendhardt zauważa, że ich zasięg jest nierówny.
Pomimo luk i niepowodzeń polityki, niektórzy członkowie diaspory mimo wszystko wracają.
Najlepiej działają „dla tych, którzy już mają jakieś powiązania z Polską”, ponieważ oferują wsparcie w kluczowych momentach, takich jak edukacja czy mobilność na początku kariery. W rezultacie, polityki pozostają „strukturalnie ograniczone”, angażując głównie osoby już mobilne i związane kulturowo, a nie bardziej zintegrowane pokolenia późniejsze. W tym sensie „lepiej je rozumieć jako wzmacniające istniejące więzi, niż odwracające długoterminowe procesy odłączenia”.
Rumunia również przechodzi proces przebudowy polityki wobec diaspory, z dodatkowymi naciskami po wyborach w zeszłym roku. Przez lata kraj rozbudował swoją sieć konsularną, finansował programy mające na celu zachowanie tożsamości rumuńskiej za granicą i wprowadził inicjatywy zachęcające do powrotu migracji, w tym wsparcie finansowe dla powracających przedsiębiorców.
Badacze kwestionują skuteczność tych polityk. „W Rumunii jest dużo retoryki o angażowaniu diaspory, ale brak skutecznej polityki wobec niej,” podkreśla Anghel. „Jedyny spójny program, Start-Up Diaspora, głównie pomagał tym, którzy już planowali powrót.” Autorka raportu EU Global Diaspora Facility, Maria Regina Tongson, zgadza się. Twierdzi, że „kraje mogą przyjmować polityki na papierze, niekoniecznie przeznaczając na nie zasoby, szczególnie jeśli celem jest tylko symboliczne wyeksponowanie ich diaspory.”
Przywództwo polityczne Rumunii również przyznało te braki. Zaraz po wyborach, prezydent Dan przyznał, że „Rumunia nie posiada realną strategię dla Rumunów w diasporze, nie ma wyczerpującego badania potrzeb tych ludzi.” Dodał, że ministerstwo spraw zagranicznych i prezydentura będą musiały opracować strategię z „celami, budżetami i terminami”.6
Przynależność można kultywować poprzez język, kulturę i trwałe zaangażowanie, a nie tylko symboliczne gesty.
Dla państwa, które przez dwie dekady otrzymywało przekazy, a niewiele w zamian, przyznanie to było wymowne. Gdy w końcu zmuszone do działania, Rumunia odpowiedziała obietnicą podstawowej infrastruktury politycznej, która mogła być wcześniej wprowadzona. W momencie pisania tego tekstu, żadna taka strategia nie została oficjalnie opublikowana.
Pomimo luk i niepowodzeń polityki, niektórzy członkowie diaspory mimo wszystko wracają. W 2022 roku, około 190 000 obywateli rumuńskich, którzy mieszkali za granicą, wróciło do kraju. W 2023 roku ta liczba wzrosła do około 218 000. W Polsce, w 2024 roku, 19 500 osób powróciło na stałe, o prawie 30 procent więcej niż w 2023. Szacuje się, że od 2017 roku do kraju powróciło nawet do 300 000 Polaków.
Anghel ostrożnie nie przypisuje tego polityce diaspory rządu. Twierdzi, że to, co przyciąga ludzi z powrotem, to zbieżność bardziej prozaicznych sił: rodzina, kultura, wyczerpanie i sytuacja na zachodnioeuropejskich rynkach pracy, gdzie pensje stagnują, a czynsze gwałtownie rosną od czasów szczytu emigracji. „Wyjazd do Europy Zachodniej przynosi znacznie mniejsze korzyści w porównaniu do 15 lat temu,” mówi.
Co oznacza paszport
Od wejścia do UE, państwa CEE i bałtyckie korzystały z pracy swoich obywateli za granicą, od otrzymywania przekazów po eksport bezrobocia, i niewiele w zamian. Teraz, wobec rosnących zagrożeń – demograficznych, strategicznych, demokratycznych – zaczynają wymagać od swoich obywateli więcej: głosu w ich kierunku, wypełnienia obowiązku wojskowego, utrzymania lojalności kulturowej.
W istocie, to pytanie o społeczny kontrakt, z którym mierzą się dziś wiele europejskich rządów, szczególnie w regionie CEE i Bałtyckim: co się dzieje, gdy ten kontrakt zostaje zerwany przez jedną ze stron. Dla emigrantów pierwszego pokolenia, kalkulacja jest natychmiastowa i osobista: co dali, co otrzymali i czy wciąż istnieje istotna więź. Dla emigrantów drugiego i trzeciego pokolenia, nie ma takiego punktu odniesienia. „Często czują się bardziej Niemcami, Włochami niż Rumunami, mimo że oboje rodzice są Rumunami,” mówi Anghel, „bo dorastali tam i rozwijali swoje odniesienia tam.”
Nie opuścili. Wielu z nich nigdy tam nie było. Kontrakt społeczny nie został zerwany; nigdy nie został zawarty. Paszport dla wielu staje się kwestią papierową, a nie tożsamości, więzią utrzymywaną, jeśli w ogóle, przez fragmenty: język dziadków, opłacona wizyta, odziedziczone nazwisko.
Sendhardt zgadza się, że „istnieje wyraźny strukturalny pociąg w kierunku kraju zamieszkania, gdzie jednostki są osadzone w systemach edukacji, rynkach pracy i codziennym życiu społecznym.” Dodaje, że przywiązanie do ojczyzny utrzymuje się, ale „bardziej jako symboliczny lub rodzinny punkt odniesienia niż jako główne miejsce lojalności politycznej czy społecznej”. Jednak tożsamość nie jest stała, a przynależność można kultywować poprzez język, kulturę i trwałe zaangażowanie, a nie tylko symboliczne gesty.
Polskie działania na rzecz młodszych społeczności diasporalnych sugerują, że niektóre kraje zaczynają to dostrzegać. Dla Sendhardta, najskuteczniejsze polityki to te, które tworzą trwałe, praktyczne zaangażowanie, takie jak nauka języka, wymiany młodzieżowe, programy studiów, staże i możliwości zawodowe powiązane z Polską. Ponieważ „wpisują Polskę w codzienne doświadczenia ludzi, a nie tylko odwołują się do abstrakcyjnych pojęć tożsamości.” Jednak ostrzega, że „ich wpływ w dużej mierze zależy od dostępności i ciągłości: jednorazowe programy mają ograniczone długoterminowe efekty.”
Te napięcia rozgrywają się również w ramach szerszego europejskiego projektu, który w istotnych aspektach pozostaje niedokończony. Obietnica UE, zakorzeniona w wolnym przepływie i głębokiej integracji gospodarczej, umożliwiła „krzyżowe zanieczyszczenie” tożsamości i trajektorii życia przez granice. Jednak kluczowe wymiary przynależności i obowiązków pozostają narodowe, od więzi emocjonalnych i narracji politycznych po bardziej konkretne elementy, takie jak służba wojskowa. Efektem jest warstwowy i czasami sprzeczny krajobraz, w którym jednostki żyją w życiu transnarodowym, podczas gdy państwa nadal roszczą sobie prawa oparte na ramach narodowych.
Dla państw CEE i Bałtyckich ta sprzeczność jest szczególnie istotna: to one były jednymi z największych uczestników eksperymentu UE z wolnym przepływem i jednymi z najmniej przygotowanych na jego koszty. Kluczowe pytanie, które teraz stawiają, brzmi, czy wciąż mogą zamknąć lukę, którą pozwoliły się rozwinąć przez dziesięciolecia, szczególnie w pokoleniach. Jak odpowiedzą, może zdecydować nie tylko o przyszłości ich diaspor, ale także o ich odporności jako państw.