Polanski, Mamdani i inni: Czy nadszedł czas na lewicowy populizm gospodarczy?
Green European JournalNajnowsze wybory w Wielkiej Brytanii, w Nowym Jorku i w Niemczech opowiadają historię polaryzacji: rozczarowani centrowym konsensusem, wyborcy szukają alternatyw dla utartych schematów politycznych.
W ostatnich wyborach w Wielkiej Brytanii, w Nowym Jorku i w Niemczech opowiadana jest historia polaryzacji: rozczarowani centrowym konsensusem wyborcy szukają alternatyw dla tradycyjnej polityki. Skupienie się na dostępności cenowej może skierować to niezadowolenie na opcje progresywne.
Już od kilku lat radykalna prawica wydaje się być jedynym beneficjentem silnego antyinstytucjonalnego i antypolitycznego nastroju. Dla wyborców, którzy czuli się zdradzeni przez status quo i ignorowani przez klasy polityczną, skrajna prawica wydawała się oferować widoczną drogę protestu. Albo, w wielu przypadkach, zapalony zapał do podżegania do politycznego konsensusu.
Jednakże wiatr może się zmieniać. Pod przewodnictwem Zacka Polanskiego, Zieloni z Anglii i Walii zyskali na popularności, więcej niż podwajając swój udział w głosach w wyborach 2024. Zieloni rzucają wyzwanie krajowemu politycznemu konsensusowi, opierając się na platformie jawnie lewicowej. Na dzień tego artykułu [kwiecień 2026], partia miała 16 procent poparcia w sondażach, remisując z Partią Pracy i o punkt procentowy za Konserwatystami. Ich kampania przedstawia ich jako strategiczny wybór dla tych, którzy chcą powstrzymać dojście do władzy Reform UK, skrajnej prawicy. Do niedawna Wielka Brytania była uważana za system dwupartyjny.
Lewicowa opozycja w końcu wkracza na pole gry w politykę polaryzacji.
Wybory federalne w Niemczech w 2025 roku również opowiadały historię rosnącej polaryzacji. Oczekiwano, że CDU/CSU, centroprawicowa (a w mniejszym stopniu, koalicja kończąca kadencję z Socjaldemokratami, Zielonymi i Liberałami), straci głosy na rzecz AfD, skrajnej prawicy, która odnotowała najlepszy wynik w historii z 21 procentami głosów. Zaskoczeniem była późna wzrost popularności Die Linke (Lewica), rzekomo wynikający z kampanii wirusowej na TikToku z udziałem jej współprzewodniczącej Heidi Reichinnek. Z 3 procent w sondażach miesiąc przed wyborami, partia ta więcej niż podwoiła wynik z 2021 roku, osiągając 9 procent głosów. Od wyborów Die Linke nadal zyskuje na popularności i jest w sondażach tylko 2 procent poniżej Socjaldemokratów.
W Stanach Zjednoczonych wybory na przewodniczącego rady miasta Nowego Jorku dały kolejny model zwrotu w kierunku bardziej marginalnej polityki lewicowej: zwycięstwo Zohrana Mamdaniego nad starszą garde demokratów pokazało silny apel wyborczy platformy „usług dla wszystkich”.
Lewicowa opozycja w końcu wkracza na pole gry w politykę polaryzacji. Niezależnie od tego, czy lamentujemy nad pogorszeniem się sytuacji partii historycznych i polityki instytucjonalnej, czy nie, jest to lepszy wynik niż skrajna prawica, która niepodzielnie dominuje nad polityką protestu.
Priorytet sprawiedliwości gospodarczej
Coś potężnego i, co najważniejsze, powtarzalnego, co łączy te kampanie, to skupienie na lewicowym populizmie gospodarczym. Odmawiają skupiania się na „wojnach kulturowych” i zamiast tego koncentrują się nieustępliwie na dostępności cenowej, próbując obudzić świadomość klasową. Każda z kampanii przedstawia jasną narrację o niedostatku, w której ofiarą/herosem jest naród pracujący, a wielkie firmy i ultra bogaci są przedstawiani jako wrogowie. Proponują „radykalne” reformy gospodarcze mające na celu rozbudowę państwa opiekuńczego i redystrybucję bogactwa, w tym obniżki dochodów, podniesienie płacy minimalnej, darmowe transporty publiczne i wyższe podatki dla bogatych.
Ta platforma okazuje się skuteczna z kilku prostych powodów. Po pierwsze, dostępność cenowa nadal jest głównym zmartwieniem wyborców europejskich. Po drugie, ludzie (przynajmniej w demokracjach Europy Zachodniej) mniej więcej zgadzają się, kogo obwiniać: zmowę elit i złe zarządzanie rządem. To łatwiejsza historia do opowiedzenia z lewicy niż z prawicy.
Zgodnie z badaniami Mandate, organizacji, w której pracuję, w sierpniu 2025 roku,1 lewicowy populizm gospodarczy ma potencjał, by stać się platformą konsensusu.
Gdy pytano o odpowiedzialnych za inflację, większość wskazywała palcem na klasy polityczną i jej złe zarządzanie gospodarką.
Kryzys kosztów życia rzadko podążał za typową sekwencją szoku koniunkturalnego. Był obecny od jakiegoś czasu. Koszty życia przewyższyły zdrowie jako główny problem publiczny europejski po pandemii, gdzieś w 2021 roku. Po raz pierwszy zauważono to w Eurobarometrze zimowym 2021, gdzie stanowiło jedną z dwóch głównych trosk dla 41 procent ankietowanych. Kryzys ten od tego czasu był wymieniany jako główny problem UE od wiosny tego samego roku.
W 2025 roku niemożność pokrycia podstawowych potrzeb nadal była najważniejszym problemem zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet (nieco częściej dla kobiet) oraz we wszystkich grupach wiekowych, z wyjątkiem tych powyżej 75 lat.2 To nie było zaskakujące. Koszty życia od lat są głównym tematem naszych rankingów najważniejszych kwestii we wszystkich badanych krajach; powróciły również w najnowszym sondażu w marcu 2026. Nie zaskoczył nas też rosnący pesymizm wyborców co do trajektorii ich kraju. Sondaż z 2025 roku pokazał, że połowa wszystkich wyborców uważa, iż ich kraj zmierza w złym kierunku. W niektórych przypadkach odsetek ten znacznie wzrósł od ostatniego pytania o to trzy miesiące wcześniej (do 8 procent we Francji).
Trudności są odczuwalne, a frustracja skierowana. Gdy pytaliśmy respondentów, kto jest „największym winowajcą wysokiej inflacji w ostatnich latach”, większość w sześciu z ośmiu krajów wskazała palcem na klasę polityczną i jej złe zarządzanie gospodarką.3
Dane sugerują również, że społeczeństwo nie łączy instynktownie niskiej imigracji z dobrym wskaźnikiem gospodarczym.
Czego mówią liczby
Kiedy Europejczycy są pytani o to, jak powinna wyglądać udana gospodarka, ich wizja jest wyraźnie lewicowa. Daleka od neoliberalnego konsensusu początku XXI wieku, ich priorytety sugerują, że oznaki prosperującego społeczeństwa tkwią w stabilności społeczności i solidności państwa.
Znaczny odsetek 34 procent wyborców definiuje sukces jako gospodarkę zdolną do finansowania wysokiej jakości usług publicznych dla wszystkich, podczas gdy 33 procent stawia na bezpieczne zatrudnienie. Te cechy powojennego europejskiego ruchu socjaldemokratycznego są konsekwentnie priorytetowe ponad neoliberalne frazesy; tylko 16 procent wyborców uważa za priorytet globalne przywództwo w technologii, a 14 procent wierzy, że nagradzanie przedsiębiorczości jest głównym celem.
Dane sugerują również, że społeczeństwo nie łączy instynktownie niskiej imigracji z dobrym wskaźnikiem gospodarczym, zaledwie 18 procent ocenia ją jako cechę udanej gospodarki. To wskazuje, że skrajna prawica nie odnosi tak dużego sukcesu w łączeniu wysokiej imigracji z wysoką inflacją.
Większość społeczeństwa uważa, że wyższe podatki dla bogatych dadzą dokładnie to, czego pragną — lepiej finansowane usługi publiczne.
Kolejny wyraźny wniosek z sondażu dotyczy postaw wobec progresywnego opodatkowania. Wyższe podatki dla bogatych są często odrzucane przez logikę wolnego rynku, która twierdzi, że przy podatku od bogactwa multimilionerzy przeniosą swoje interesy gdzie indziej. Większość Europejczyków nie popiera tej teorii. Gdy pytano, która z deklaracji najbardziej odzwierciedla ich poglądy, większość uważa, że wyższe podatki dla bogatych dadzą dokładnie to, czego pragną — lepiej finansowane usługi publiczne — zamiast wywołać ucieczkę kapitału.
Istnieje przestrzeń dla lewicy, by zdefiniować własne polityczne wroga. I wyraźnym kandydatem jest: ultra bogaci.
Oceniliśmy również różne narracje, które obecnie stosują rządy zachodnie w podejściu do kryzysu kosztów życia i mieszkalnictwa. Przekazy obejmowały od antyimigracyjnych narracji skrajnej prawicy, przez technokratyczne i centrowe („Wystarczy budować więcej domów!”), po kapitalistyczne argumenty prawicowe na rzecz minimalnego państwa, aż po otwarcie populistyczne podejścia lewicowe.
Najbardziej popularnym przekazem, z ponad 50-procentowym poparciem we wszystkich krajach, była wiadomość lewicowego populizmu gospodarczego. Ta narracja przedstawia koszty życia jako konflikt między narodem pracującym a multimilionerami. Jej polityczne imperatywy, obniżanie cen żywności i redukcja czynszów, mówią bezpośrednio o realnych, materialnych zmianach dla pracowników, a także o natychmiastowym transferze bogactwa od właścicieli i mega korporacji do klasy pracującej. Polityki te odzwierciedlają styl Mamdaniego. I są popularne, nawet gdy nie są prezentowane osobiście przez uśmiechniętego polityka.
Wyborcy po prostu nie akceptują związku między imigracją a inflacją.
Tradycyjny przekaz liberalizmu rynkowego o inwestowaniu w firmy i obniżaniu barier handlowych jest również bardzo konkurencyjny. Chociaż wyborcy chcą zmian systemowych, niekoniecznie są „przeciwko firmom”. Na drugim końcu spektrum, centrowa triangulacja, która głosi, że politycy historyczni to dorośli w sali, odpowiedzialni za promowanie zmian systemowych, cieszy się znacznie mniejszym poparciem. To samo dotyczy powiązań między zieloną energią a długoterminowymi celami wzrostu gospodarczego. Wybiorcy chcą widzieć realne zmiany w cenach codziennego życia i chcą je widzieć już wczoraj.
Interesujące jest to, że nie wszystkie komunikaty atakujące elity odnoszą sukces. W rzeczywistości, wyraźnie populistyczne przekazy wyznaczają zakres najlepszych i najgorszych wyników. Podczas gdy lewicowa propozycja populistyczna, wyraźnie przedstawiająca milionerów jako wrogów klasy pracującej, jest wspierana przez konsensus, podobny przekaz w ekstremalnie prawicowym populizmie — w którym spisek elit polega na faworyzowaniu imigrantów kosztem rodzimych — jest najmniej popularny we wszystkich badanych krajach (z wyjątkiem Rumunii, o 1 punkt procentowy).
Gdy mówi się o kosztach życia, imigranci nie są skutecznym kozłem ofiarnym. Chociaż wyborcy głęboko martwią się o imigrację — jest to ich druga najważniejsza kwestia średnio — nie łączą od razu wysokiej imigracji z wysokimi kosztami życia, mimo przekazów o elitach. To się utrzymuje, nawet gdy przekazy przedstawiają imigrację jako coś zgodnego z interesami elit. Wyborcy po prostu nie akceptują związku między imigracją a inflacją. Jest miejsce na lewicę, by zdefiniować własnego politycznego wroga. I wyraźnym kandydatem jest: ultra bogaci.
Gospodarka jest terytorium bez właściciela w obecnym krajobrazie partyjnym.
Otwartość na lewicę opozycyjną
Dane sugerują również, że gospodarka jest terytorium bez właściciela i do zagospodarowania w obecnym krajobrazie partyjnym. Poprosiliśmy wyborców, aby wybrali spośród listy tematów, co ich zdaniem najbardziej cenią sobie „najbardziej progresywne” partie i skrajna prawica w ich kraju. Koordynacja i dyscyplina przekazu skrajnej prawicy, oraz brak organizacji w lewicy instytucjonalnej, są odzwierciedlone w wynikach. Podczas gdy skrajna prawica ma wyraźny i dominujący profil tematyczny — najbardziej martwi się imigracją, ale jest też partią bezpieczeństwa i redukcji przestępczości —, postępowi mają trudności. Najczęściej wybieraną odpowiedzią jest albo to, że ankietowany nie wie, co partia progresywna w jego kraju popiera, albo że nie popiera żadnego z głównych tematów. „Bezpieczeństwo socjalne” i „koszt życia”, niegdyś podstawowe tematy ruchu socjaldemokratycznego, zajmują odległe trzecie i czwarte miejsce.
Kiedy wyborcy wierzą, że mogą im pomóc, ale decydują się tego nie zrobić, frustracja zamienia się w gniew.
Zgodnie z badaniami, wysokie koszty życia są głównie wynikiem braku politycznej zdolności, w której liderzy chcą pomóc, ale nie potrafią, oraz obojętności politycznej, w której mają środki, by działać, ale wybierają nie działać. W każdym kraju zauważamy, że politycy cierpią na postrzeganie obojętności, a nie bezsilności, wobec kosztów życia.
Przekonanie, że partie próbują, ale nie udaje im się uczynić rzeczy bardziej dostępnymi, jest trudne do przezwyciężenia, ale nie jest to wyrok śmierci: można obwiniać ograniczenia techniczne lub przerzucić odpowiedzialność na sektor prywatny. Jednak obojętność to wyrok śmierci. Gdy wyborcy wierzą, że mogą im pomóc, ale decydują się tego nie zrobić, frustracja zamienia się w gniew i, jak widzieliśmy w ostatnich falach anty-incumbency, oddają głos na innych.
Era dominacji skrajnej prawicy nad antysystemowym nastrojem może osiągnąć swój limit strukturalny.
W tym klimacie wiarygodność w kwestii kosztów życia musiałaby pochodzić spoza systemu. A największe outsiderzy — skrajna prawica — również potykają się na tym ważnym polu tematycznym. Istnieje ogromna luka w przestrzeni tematycznej, którą trzeba wypełnić, i wyraźny mandat wyborców co do tego, czego chcą, aby ta luka została wypełniona.
Wybory są jasne co do rodzaju gospodarki, jakiej pragną. Chcą wysokiej jakości usług publicznych i bezpiecznego zatrudnienia jako priorytetów.
Stawić czoła skrajnej prawicy
Era dominacji skrajnej prawicy nad antysystemowym nastrojem może osiągnąć swój limit strukturalny. Koszty życia pozostają jednym z głównych priorytetów wyborców europejskich. A podczas gdy partie tradycyjne są sparaliżowane przez postrzeganie obojętności instytucjonalnej, a skrajna prawica pozostaje hiper skoncentrowana na imigracji, pojawiła się znacząca szansa dla lewicy opozycyjnej.
Wybory są jasne co do rodzaju gospodarki, jakiej pragną. Chcą wysokiej jakości usług publicznych i bezpiecznego zatrudnienia jako priorytetów. Szukają odważnych przekazów, które przedstawiają redystrybucję jako konieczną transfer bogactwa, aby sfinansować kontrakt społeczny. Odrzucają retorykę centrową, która jest tylko zasłoną dla bezczynności, i nie chcą obwiniać migrantów.
To rzadka okazja, by (ponownie) zdefiniować i (ponownie) przejąć temat, który naprawdę ma znaczenie dla wyborców. Lewicowy populizm gospodarczy wydaje się być autentyczną platformą konsensusu, pozwalającą lewicowym i zielonym partiom poszerzyć bazę wyborczą. Może to być okazja, by podważyć dominację skrajnej prawicy nad frustracją wyborców i skierować antysystemowe uczucia na lewicę.