Nawet po wyznaczeniu granic, piosenki pozostały

New Eastern Europe
Nawet po wyznaczeniu granic, piosenki pozostały

Bałkany są często postrzegane jako obszar naznaczony konfliktem i jego dziedzictwem dzisiaj. Pomimo tego, wiele praktyk kulturowych jednoczy różnorodne narody tego regionu. Jest to widoczne w wielu aspektach codziennego życia.

Na weselu w Sarajewie unosi się melodia, którą moja babcia rozpoznałaby bez konieczności podawania jej nazwy. Nigdy nie odwiedziła Bośni. Pochodziła skądś, gdzie nigdy nie byłem — Şumen w Bułgarii, a wcześniej Selanik, zanim Selanik stał się Thessaloniki i mapa zmieniła się pod nogami rodziny. Ale ta melodia byłaby również jej. To była melodia każdego, i nikogo. Istniała zanim powstały granice.

To jest cicha tajemnica Bałkanów: mapy się zmieniały, hymny się zmieniały, podręczniki się zmieniały — ale coś pod tym wszystkim odmawiało przepisywania.

Podział, który nie był całkowity

Bałkańskie wojny 1912–13 przemieniły polityczną mapę Rumelii i szerszego regionu Bałkanów. Nowe państwa wyznaczały nowe linie przez te same wzgórza, doliny rzek i miasteczka targowe, gdzie Grecy, Turcy, Bułgarzy, Serbowie, Romowie, Albańczycy, Bośniacy i inni żyli obok siebie od pokoleń. Linie były ostre. Podziały miały być ostateczne.

Co nastąpiło potem, to nie tylko polityczna reorganizacja, ale także kulturalna rekwalifikacja. Każde nowe państwo potrzebowało jaśniejszej opowieści o sobie, a wspólne warstwy historii często były przemianowane, zawężane lub wybiórczo pamiętane. Muzyka, język, kuchnia, strój i rytuały coraz częściej były sortowane według kategorii narodowych.

Logika była prosta: jeśli dzielimy się zbyt wiele, granice tracą sens.

Ale kultura nie podlega tej logice. Nigdy nie podlegała.

Ten sam ogień

Każdego roku, na początku maja, coś się dzieje na Bałkanach niemal jednocześnie.

W Turcji nazywa się to Hıdırellez. W Serbii i Macedonii, Đurđevdan. W Rumunii, Sângiorz. W Bułgarii, Gergyovden. Nazwy te przepływają przez języki jak tłumaczenia słowa, które nie ma jednego pochodzenia. Palą się ogniska. Składa się życzenia. Gałęzie wierzby wieszane są na drzwiach przed świtem. Młodzi skaczą przez płomienie. Wiosnę witamy podobnymi gestami, w tym samym sezonie, pod różnymi flagami.

Nikt nie koordynował tych wydarzeń. Żadne międzynarodowe ciało nie zdecydowało, że Bałkany będą dzielić wspólny wiosenny rytuał. Po prostu przetrwało — w każdym kraju pod inną nazwą, w innym stroju, ale rozpoznawalne dla każdego, kto zwraca uwagę.

„Ederlezi” Gorana Bregovića, wywodzące się z romskiej tradycji muzycznej, uczyniło ten wspólny rytuał widzialnym dla świata. Piosenka ta była przypisywana wielu słuchaczom, ale nie można jej sprowadzić do jednego narodu. Należy do samego rytuału, do sezonu, do chwili, zanim kultura została podzielona na własność.

Czyje to jest börek, tak naprawdę?

Istnieje szczególny rodzaj sporu, który toczy się na Bałkanach, prowadzony w wielu językach, o jedzenie.

Kto wymyślił börek? Czy czyja baklava jest autentyczna? Czy sarma należy do Turcji, Serbii, Bośni, Bułgarii, Grecji, czy może do kogoś innego całkowicie?

Te spory wydają się komiczne z zewnątrz — i częściowo są — ale ujawniają coś prawdziwego: wszyscy kłócą się o te same potrawy, ponieważ wszyscy wychowali się na nich. Spór jest dowodem wspólnego dziedzictwa, nawet gdy próbuje się je zaprzeczyć.

Kuchnia osmańska nie była kuchnią jednego narodu. Była cywilizacją kulinarną, która przemierzała dwory, targi, wsie, porty i kuchnie rodzinne. Zostawiła głębokie ślady na Bałkanach — w cieście, przyprawach, nadziewanych warzywach, grillowanym mięsie, słodyczach i małych filiżankach kawy, które pijano powoli o każdej porze dnia.

Możesz przeciąć granicę przez dolinę, ale nie możesz przeciąć jej przez przepis, który już wszedł do tysięcy domów.

Ciało pamięta to, czego oficjalne narracje czasami zapominają.


Muzyka, która ciągle powracała

W wielu krajach bałkańskich istnieje forma muzyki popularnej, której elity kulturalne często nie ufają, a zwykli słuchacze nadal ją kochają.

Chalga w Bułgarii. Turbofolk w Serbii. Tallava w Albanii i Kosowie. Manele w Rumunii. Nazwy się różnią, ale struktura często wydaje się powiązana: rytmy romskie, tureckie i arabskie kolory melodyczne, lokalne języki, elektroniczne rytmy, energia weselna, złamane serca, przesada, humor i tęsknota.

Krytycy mogą nazwać to kiczem, obcym, wulgarnym lub przesadnym. A jednak ludzie tańczą do tego mimo wszystko.

Ta muzyka nie jest po prostu obca. To wspólna warstwa historyczna, która nadal odradza się poprzez dźwięk. Gdy oficjalne narracje kulturalne próbowały ją ograniczyć, często przenosiła się gdzie indziej — na wesela, kawiarnie, taśmy kasetowe, kluby nocne, samochody i prywatne wspomnienia. Powracała, ponieważ nigdy nie zniknęła całkowicie.

Melodia, która podróżowała z tekke w Stambule do wioski w Macedonii, z romskiej orkiestry dętej do serbskiej sali weselnej, nie zatrzymała się na granicach wyznaczonych w 1913, 1945 czy 1991 roku. Po prostu kontynuowała.

Co historia nie mogła zniszczyć

Byłoby sentymentalne — i błędne — sugerować, że wspólna kultura złagodziła przemoc historii Bałkanów. Nie zrobiła tego. Wspólne piosenki nie zapobiegły przemocy, a bliskość kulturowa nie chroniła regionu przed tragedią. Oblężenie Sarajewa i Srebrenica, między innymi, pozostają częścią trudnej pamięci regionu. Bliskość kultur tego regionu nie uczyniła tego mniej bolesnym.

Ale oto co jest również prawdziwe: po wojnach muzyka wróciła. Po tym, jak granice się utwardziły, przepisy i tak przekraczały je. Po tym, jak podniesiono flagi i napisano hymny, wiosenny rytuał kontynuował się w różnych krajach pod różnymi nazwami, z tym samym ogniem.

Kultura nie jest pocieszeniem dla historii. To inny rodzaj dowodu — dowód na to, że podziały, które ludzie narzucili sobie sami, nigdy nie były tak pełne, jak sugerowały mapy.

Bałkany nie dzieliły się całkowicie, ponieważ niektórych rzeczy nie da się całkowicie podzielić: melodia, którą ucho rozpoznaje zanim umysł potrafi ją nazwać, sposób składania ciasta, wspólny rytm na weselu, szczególna cecha żalu w tonacji molowej.

Region nadal splątany

Granice polityczne Bałkanów są prawdziwe. Wojny, które je ukształtowały, były prawdziwe. Ból, który spowodowały, i wspomnienia, które po sobie zostawiły, są prawdziwe. Nic z tego nie jest minimalizowane przez zauważenie, że kultury po obu stronach tych granic pozostają głęboko splecione.

To splecenie mówi nam coś bardziej złożonego niż historia prostego zjednoczenia lub podziału. Tożsamość na Bałkanach zawsze była warstwowa, wieloraka i wewnętrznie sprzeczna. Osoba może odrzucać polityczną przeszłość, a mimo to kochać melodię, potrawę lub rytm ukształtowany przez tę samą historię. Dwie rodziny mogą dziedziczyć podobne przepisy i opowiadać różne historie o tym, skąd pochodzą. Podróżnik może przybyć do Thessaloniki, Skopje, Sarajewa, Płowdiwu czy Prizrenu i odczuwać niewytłumaczalną znajomość — rozpoznanie bez nazwy.

Moje prapraparentswo opuściło Şumen, opuściło Selanik i zabrało ze sobą coś, co nie miało prostego nazwania w nowym języku nowego kraju. Po turecku nazywamy to tanıdık — czymś znanym, czymś, co jest już twoje, zanim potrafisz wyjaśnić dlaczego.

Bałkany, mimo wszystkich wojen, granic, strat, piosenek, kuchni i rytuałów, pozostają tanıdık dla tych, którzy je noszą.

Nie dlatego, że były spokojne.

Bo były wspólne.

Tunacan Tuna jest pisarzem kulturowym, dziennikarzem, prowadzącym radio i badaczem na studiach podyplomowych w dziedzinie Kultury i Zarządzania Sztuką. Jego praca bada pamięć kulturową, miasta, muzykę, diasporę, muzea i emocjonalne następstwa obrazów.