Co Ukraina i Europa widzą w 250. rocznicy Ameryki

New Eastern Europe
Co Ukraina i Europa widzą w 250. rocznicy Ameryki

Gdy Stany Zjednoczone obchodzą 250 lat niepodległości, Kijów i europejskie stolice patrzą na to święto z mieszanką podziwu i niepokoju. To, co widzą w jubileuszu Ameryki, mówi tyle samo o stanie Zachodu, co o roku 1776.

W dniu 4 lipca 2026 roku Ameryka będzie świętować 250 lat niepodległości — kamień milowy, którego nie osiągnęła żadna inna konstytucyjna demokracja w nowoczesnej historii, zachowując nienaruszony swój dokument założycielski. Dla Ukrainy i Europy, patrząc z drugiej strony Atlantyku, ta półwieczna rocznica nie jest tylko amerykańską okazją. To raczej przypomnienie, że polityczny eksperyment rozpoczęty w Filadelfii w 1776 roku okazał się trwalszy, niż przewidywali jego krytycy w każdej generacji. Ta trwałość ma teraz jeszcze większe znaczenie dla całego świata.

Zwrot amerykańskich ideałów jest testowany na Ukrainie

Dla Ukrainy, 250. rocznica to nie jest tło — to punkt odniesienia. Brutalna rosyjska wojna przeciwko Ukrainie nadal trwa. W jej sednie jest to wojna o wartości, które Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych kiedyś wyraziła słowami: suwerenność, samookreślenie, prawo do oporu wobec tyranii. Kijów nie postrzega 4 lipca jako odległej abstrakcji. Czyta to jako opis tego, co Ukraińcy robią właśnie teraz.

To, co Ukraina widzi w tym jubileuszu, przede wszystkim, to uznanie wspólnych wartości, które stworzyły zachodnie demokracje, do których Ukraina pragnie dołączyć jako pełnoprawny członek. Żaden kraj na świecie nie postawił więcej na tezę, że zasady z 1776 roku nadal coś znaczą w 2026.

Żołnierze Ukrainy nie walczą tylko o terytorium. Walczą o ideę, że granice mają znaczenie, że suwerenność i los ludzi żyjących pod nią są niepodważalne, a imperium nie może po prostu pochłonąć sąsiedniego narodu siłą. W tym sensie, Ukraina może być dziś najbardziej Jeffersonowskim krajem na świecie, broniąc, za ogromną cenę, właśnie tych zasad, które Filadelfia zapisała na polu bitwy.

Dlatego Ukraińcy tak uważnie śledzą amerykańską politykę, nie z zależności, lecz z autentycznego przekonania, że Stany Zjednoczone nadal są najważniejszym gwarantem porządku, który te zasady stworzyły. Rocznica ta stawia pytanie, które Kijów zadaje nie z goryczą, lecz z pilnością: czy podstawowe zasady założycielskie Ameryki nadal stanowią część polityki zagranicznej USA? Po heroicznej oporze przeciwko rosyjskiej agresji w 2014 roku i rozpoczęciu wojny na pełną skalę w 2022 roku, Ukraina stała się krajem najbardziej zaangażowanym w sukces amerykańskich idei i wartości na całym świecie. Bez wątpienia, los Ukrainy zależy od ukraińskiej armii, ale Zachód nadal może pchnąć Moskwę bliżej zakończenia działań wojennych, a Stany Zjednoczone nie mogą stać z boku.

Ostatnio, po ponad roku i pół od rozpoczęcia drugiej administracji Trumpa, wsparcie dla Ukrainy odzyskało impet. W rzeczywistości, większość tego impulsu pochodziła od Kongresu USA, który działał z wyraźnym celem. W czerwcu Izba Reprezentantów otworzyła drogę dla dwupartyjnej Ustawy o wsparciu Ukrainy, zatwierdzając osiem miliardów dolarów na finansowanie wojskowe, przedłużając inicjatywę pomocy bezpieczeństwa Ukrainy (USAI) do 2027 roku, oraz wzmacniając sankcje na Rosję. Komisja ds. Sił Zbrojnych Senatu poszła dalej, proponując przedłużenie USAI do 2029 roku z kwotą do 750 milionów dolarów rocznie, jednocześnie wyraźnie potwierdzając, że Krym i inne okupowane terytoria pozostają częścią Ukrainy.

Wsparcie dla Ukrainy stało się również nierozłączne z amerykańskim strategicznym własnym interesem — finansowaniem linii produkcyjnych obronnych USA, uzupełnianiem zapasów i utrzymaniem przemysłowej bazy, od której zależy przyszłe odstraszanie. Nawet sekretarz stanu USA Marco Rubio opisał inwazję Rosji jako „strategiczną katastrofę” dla Kremla, potwierdzając, że wcześniej opóźniony pakiet USAI o wartości 400 milionów dolarów jest w toku. Innymi słowy, Stany Zjednoczone nie opuściły tego pola.

Z perspektywy Kijowa, te wydarzenia sugerują, że 250. rocznica Ameryki nie powinna być odczytywana wyłącznie przez słowa jednej administracji. Głębszym pytaniem jest, czy konstytucyjny i polityczny system stworzony wcześniej nadal ma zdolność przekładania trwałych zasad na trwałe decyzje polityki zagranicznej i czy nie zmienia kursu co cztery lata. 

Coraz bardziej aktywna rola Kongresu, wraz z utrzymującym się wsparciem ze strony amerykańskich służb obronnych, sugeruje, że odpowiedź pozostaje bardziej zachęcająca, niż mogłyby sugerować ostatnie nagłówki.


Ukraina opowiada się za sprawiedliwym pokojem, a nie logiką imperium i stref wpływów

Ukraina nie domaga się zawieszenia broni. Domaga się sprawiedliwego pokoju — i ta różnica ma ogromne znaczenie w 250. rocznicę Ameryki. Deklaracja Niepodległości nie była dokumentem pragmatycznego kompromisu. To była odmowa akceptacji, że władza determinuje legitymację. Wizja pokoju Rosji jest dokładnie odwrotna: to, co jej siły opanowały, zatrzymuje; to, czego żąda, otrzymuje.

To jest logika imperium, a nie 1776 rok. Zamrożony konflikt na warunkach Moskwy nie zakończy wojny — nagrodzi agresora i zalegalizuje aneksję suwerennego terytorium siłą. Ukraina to rozumie. Dlatego Kijów nalega na pokój oparty na prawie międzynarodowym, a nie na geografii rosyjskich czołgów. Przyjęcie innej wersji oznaczałoby przyznanie, że silni robią, co chcą, a słabi cierpią, co muszą — zasadę, której założyciele 1776 roku wyraźnie się sprzeciwiali, idąc na wojnę, by ją odrzucić.

Rewizja amerykańskich tradycji polityki zagranicznej

Tu kryje się głębsza ironia, która wyzwala jubileusz Ameryki na jaw. Przez dwa i pół wieku, Stany Zjednoczone konsekwentnie sprzeciwiały się idei, że wielkie mocarstwa mają prawo dzielić świat na strefy wpływów, od Wilsonowskich Czternastu Punktów po wsparcie Reagana dla tych, którzy opierali się radzieckiej dominacji.

To, co najnowsze propozycje Rosji obejmują dziś w kwestii chęci rozmawiania dopiero po wycofaniu się ukraińskich wojsk z wschodniej Ukrainy, to więcej niż tylko nonsens. Wyglądałoby to jak porozumienie, które daje Moskwie stałe veto nad suwerennymi wyborami Ukrainy i będzie przypominać dokładnie strukturę, którą amerykańska polityka zagraniczna przez pokolenia rozbijała.

Pragnienie Ukrainy i zbiorowe żądanie zachodnich stolic, aby pomóc osiągnąć sprawiedliwy pokój, nie jest wymysłem ukraińskim. W retrospektywie, jest to dziedzictwo amerykańskie. Kraj, który w 1776 roku ogłosił, że wszystkie narody mają niezbywalne prawa, nie może, w 2026, stać z boku przy pokoju, który odmawia tych praw Ukraińcom, nie naruszając własnego założycielskiego dokumentu.

Vladyslav Faraponov jest prezesem Kijowskiego Instytutu Studiów Amerykańskich