Broniąc Europy, nie tracąc tego, na czym jej zależy

Green European Journal
Broniąc Europy, nie tracąc tego, na czym jej zależy

W miarę jak fundamenty transatlantyjskiego sojuszu pękają pod ciężarem rosnącego unilateralizmu USA, Europa jest zmuszona wyobrazić sobie własną obronę. Ale jak by ona wyglądała – i ile by kosztowała, zarówno finansowo, jak i politycznie? Liderki Zielonych Franziska Brantner i Rui Tavares rozmawiają z Edouardem Gaudotem o tym, jak Europa może się bronić, nie tracąc z oczu tego, dlaczego warto się nią chronić.

Gdy fundamenty transatlantycznego sojuszu napięte są pod ciężarem rosnącego jednostronizmu USA, Europa jest zmuszona wyobrazić sobie własną obronę. Ale jak wyglądałaby ta obrona – i ile by kosztowała, zarówno finansowo, jak i politycznie? Liderki Zielonych Franziska Brantner i Rui Tavares rozmawiają z Edouardem Gaudotem o tym, jak Europa może się bronić, nie tracąc z oczu tego, dlaczego warto ją chronić.

Edouard Gaudot: W obliczu zaostrzonych napięć geopolitycznych i rosnącej obecności konfliktów zbrojnych, czy możesz krótko opisać stan Europy i świata dzisiaj? 

Rui Tavares: Powiedziałbym, że panuje ogólna kryzys wyobraźni. Zwykle wyobraźnia pojawia się po wojnie. Ale dziś wyzwaniem jest znalezienie wyobraźni przed konfliktem. 

Franziska Brantner: Dla mnie to zamieszanie i brak odwagi ze strony Europejczyków, a ze strony Amerykanów i reszty świata to powrót szaleństwa i „siła czyni prawo”. 

Rui Tavares: Dokładnie. Istnieje pewna forma szaleństwa, która wiąże się z brakiem wyobraźni, jakbyśmy żyli w równoległej rzeczywistości. 

Jak wygląda przywództwo zielonych w świecie pogrążonym w chaosie i konflikcie? 

Rui Tavares: Musimy edukować ludzi, ale zachować spokój jednocześnie. Musimy unikać ich straszenia i zamiast tego przygotować ich do politycznych debat i trudnych wyborów. Opinia publiczna dojrzewa: 10 lat temu rozmowa o europejskiej wspólnocie obronnej byłaby niemożliwa. Teraz, z Trumpem, wszyscy widzą, że jeśli Europejczycy nie stworzą takiej, będą bezbronni w decydującym momencie. 

Franziska Brantner: Jestem raczej dumna, że widzę, jak ta debata nabiera kształtu w kraju takim jak Niemcy. Wcześniej wszyscy mówili do mnie: „Jesteś po prostu antyatlantycka”, nawet gdy tłumaczyłam, że mój nacisk na autonomię obronną nie ma nic wspólnego ze Stanami Zjednoczonymi, lecz dotyczy naszej odpowiedzialności. Teraz jest jasne, że Amerykanie nie będą zawsze dla nas. Zadaniem Europy jest więc podjąć inicjatywę i wziąć odpowiedzialność za własną obronę i bezpieczeństwo. 

Dla Zielonych obrona Europy oznacza zapewnienie pokoju i wolności. Dlatego obrona Europy może być tylko europejska. Zauważam, że wielu członków niemieckiej partii Zielonych (których jest dziś ponad 180 000) ma znacznie mniej zastrzeżeń niż liderzy partii co do potrzeby silniejszej zdolności militarnej. 

To zaskakujące dla partii, która została założona w latach 70. na podstawie, między innymi, pacyfizmu i nieagresji. 

Franziska Brantner: Istnieje głęboka różnica między pacyfizmem a nieagresją. Oczywiście, musimy promować edukację pokojową i społeczeństwo bez przemocy, ale to nie jest pacyfizm. W naszej partii to Joschka Fischer [niemiecki minister spraw zagranicznych w latach 1998–2005] rozpoczął tę zmianę kulturową w czasie konfliktu na Kosowie. Ale z Ukrainą wszystko się zmieniło. Dziś znajduję się w centrum partii, ponieważ niektórzy Zieloni posunęli się tak daleko, że trzeba im przypominać, że broń nie jest koniecznie jedynym ani najlepszym rozwiązaniem. 

Dla Zielonych obrona Europy oznacza zapewnienie pokoju i wolności. Dlatego obrona Europy może być tylko europejska.

Rui Tavares: Idealnie byłoby, gdybyśmy prowadzili tę debatę o europejskiej armii po upewnieniu się, że mamy prawdziwą demokrację europejską, z pełnymi kompetencjami podatkowymi i parlamentem, który mógłby nadzorować tę armię. Ale wojna na Ukrainie przyniosła pilność i wywróciła priorytety. Czuję to także u moich wyborców [w Portugalii]: gdy sugeruję ostrożne kroki, odpowiadają, że Putin jest u bram, a Trump może zagrozić aneksji Azorów – gdzie już jest amerykańska baza – tak jak zagroził Grenlandii. To pytanie nawet postawiono premierowi, który odpowiedział: „Najlepiej, żebyśmy o tym nie rozmawiali”. 

Więc, dla tych, którzy chcą przyspieszyć militarizację Europy, musimy wskazać, że Europa nie jest jeszcze gotowa, ponieważ brakuje jej mechanizmów nadzoru i finansowania. 

Franziska Brantner: Wśród niemieckich Zielonych toczy się debata na temat finansowania na poziomie europejskim. Niektórzy twierdzą, że traktaty europejskie zakazują wydatków na wojsko. A nawet gdyby zasoby były, wolą bronić ram instytucjonalnych niż szukać sposobów na finansowanie i nadzór demokratyczny. To jest problem, bo gdy już znajdziemy drogę naprzód, lepiej, żeby wszystko to pozostało pod nadzorem parlamentarnym. 

A co z „sojuszem państw średnich” proponowanym przez Marka Carneya, architekturą bezpieczeństwa globalnego, a francuskim parasolem nuklearnym? Jak powinna wyglądać obrona europejska w obecnym krajobrazie geopolitycznym? 

Franziska Brantner: Potrzebujemy europejskiego budżetu na wspólną obronę, z wspólnymi celami. Wolałabym, żeby został utworzony w ramach instytucji, ale jeśli jest to niemożliwe ze względu na legalność lub większość, to wymyślmy instytucje ad hoc. Jeśli chodzi o sojusze, konieczne jest włączenie Wielkiej Brytanii, a może Norwegii. Turcja i Kanada również mają do odegrania role, ale na szerszym poziomie. 

Jeśli chodzi o broń nuklearną, bądźmy szczerzy: ani Stany Zjednoczone – szczególnie dziś – ani Francja, ani Wielka Brytania nie zgodzą się na dzielenie odpowiedzialności, w sensie dzielenia się mocą naciśnięcia czerwonego przycisku. Jednakże, Europejczycy muszą rozmawiać ze sobą, z Francją i Wielką Brytanią, o europejskiej doktrynie nuklearnej. W zamian, oczywiście, będziemy musieli zwiększyć finansowanie konwencjonalnej broni. 

Gwarancja nuklearna oznaczałaby pewnego rodzaju strategiczne przywództwo Francji, na które jej partnerzy mogą nie chcieć się zgodzić, a które Paryż może nie chcieć zaakceptować.  

Franziska Brantner: To jest możliwe, ale nie mamy wyboru. Zagrożenie Putina jest realne, podobnie jak wycofanie się Trumpa. Naprawdę życzylabym sobie, żebyśmy żyli w lepszym świecie, ale tak nie jest. Jeśli Europa tego nie zrobi, już niemieccy konserwatyści proponują niemiecki odstraszacz nuklearny. Uważam, że to bardzo zła idea, nawet jeśli Niemcy mają taką możliwość. To naruszałoby zarówno naszą konstytucję, jak i międzynarodowe traktaty. 

Rui Tavares: W kwestii francuskiej gwarancji nuklearnej, tempo debaty jest zdumiewające. Zazwyczaj te sprawy poruszają się w ślimaczym tempie, ale teraz są naprawdę rozważane. Myślę, że musimy zrobić coś bardzo prostego, ale bardzo widocznego: rozszerzyć francuską doktrynę nuklearną o Artykuł 42.7 Traktatu o Unii Europejskiej. Mówi on o pomocy zagrożonym państwom członkowskim wszystkimi dostępnymi zasobami. To oznaczałoby również broń nuklearną. 

Jeśli chodzi o ten sojusz państw średnich, zawsze trochę mnie irytuje, że zatrzymujemy się na Kanadzie. A co z Brazylią, Meksykiem i innymi krajami? To są potencjalni partnerzy strategiczni. 

Franziska Brantner: Uważam, że nasze podejście do nich jest głównie napędzane interesami gospodarczymi i politycznymi. 

Rui Tavares: To prawda, ale Europejczycy ignorują też to, co te kraje mówią o stanie świata, rozwoju i reformach ONZ. Nie chcą słuchać, co Brazylia może mieć do powiedzenia na temat pamięci o niewolnictwie, na przykład. Jeśli Europa chce przeciwdziałać autorytarnym mocarstwom, zacieśniając relacje z państwami średnimi, które nie są szczególnie zaangażowane w międzynarodowy porządek oparty na zasadach kierowanych przez ONZ, musimy ich słuchać. Ci potencjalni partnerzy mają dość europejskiej arogancji, i dlatego nie udało nam się zapewnić im pełnego poparcia dla Ukrainy. Europa musi kwestionować swoje założenia i wyjść ze swojej strefy komfortu. 

Franziska Brantner: Wciąż uważam, że istnieje rozróżnienie między więziami gospodarczymi – a nawet politycznymi i strategicznymi – a więziami obronnymi. Zgadzam się z tobą w kwestii pierwszych trzech, ale jeśli chodzi o obronę europejską, jestem mniej przekonana. 

Rui Tavares: Ale aby zwalczać handel narkotykami na południowym Atlantyku, na przykład, musisz rozmawiać z Amerykami Południowymi. 

Oprócz sojuszy, obrona Europy oznacza także zmierzenie się z kwestiami polityki przemysłowej. Budżet wojskowy jest ważny, ale do czego on służy? 

Rui Tavares: Kiedy Amerykanie rozbudowali swoją siłę militarną po [II wojnie światowej], dokonali ogromnych inwestycji publicznych w badania, m.in. przez MIT i specjalne programy. Jak wszyscy wiemy, Internet jest bezpośrednim wynikiem tego typu badań. Więc uważam, że niepokojące jest, iż rewolucja w sztucznej inteligencji, kluczowa w dziedzinie obronności, jest całkowicie napędzana, kształtowana i zdominowana przez sektor prywatny, bez udziału publicznego. Tu Europa ma ogromną historyczną szansę na dokonanie masowych inwestycji publicznych – szczególnie w badania, naukę i technologię – z ambitnymi celami. 

Jeśli pokażemy, że badania wojskowe przynoszą postępy cywilne, uda nam się uciec od tej zgubnej pułapki, która zmusza wyborców do wyboru między finansowaniem państwa opiekuńczego a obroną.

Franziska Brantner: W Europie to Ukraińcy robią to najlepiej. Są najbardziej kreatywni i innowacyjni. Jeszcze bardziej niż Amerykanie. 

A jak powinniśmy reagować na tych, którzy twierdzą, że wydatki społeczne są poświęcane na ołtarzu wydatków militarnych? 

Franziska Brantner:  Przede wszystkim potrzebujemy jednolitego, zintegrowanego rynku obronnego z gospodarkami skali i zdolnością do rozwijania własnej suwerenności technologicznej, na przykład w AI. Musi to być zrobione w sposób, który przynosi korzyści technologiczne i gospodarcze – „dywidendy obronne” dla europejskiej produktywności i suwerenności.  

Jest oczywiste, że na dłuższą metę nie możemy finansować obrony przez zadłużanie się. Niemcy już wydają 80 miliardów euro rocznie na obsługę długu. Dodatkowe 40 miliardów euro długu ma zostać dodane tylko na obronę. Dla młodszych pokoleń, to jest nie do utrzymania. I istnieje ryzyko, że nie do utrzymania zadłużenie będzie nas kosztować wiele, zarówno gospodarczo, jak i społecznie. Więc w pewnym momencie musimy albo zwiększyć zasoby, albo dokonać cięć gdzie indziej. 

Musimy także stać się bardziej efektywni gospodarczo. Jeśli produktywność przestanie rosnąć, zwiększy to presję na budżet. Mieliśmy szczęście przez 80 lat, ale dywidenda pokojowa zniknęła. 

Jednakże, wydatki publiczne na obronę przyniosą korzyści, choć musimy zadbać, by nie zostały one skonsumowane przez najbogatszych. To kolejny sposób, by zadać pytanie, jak wyznaczyć granicę między publicznym a prywatnym. 

Wyraźnie musimy mieć europejski przemysł obronny, który będzie chronił nasz pokój i nasz sposób życia – a na dłuższą metę przyniesie nowe dywidendy z nowego i suwerennego pokoju. 

Rui Tavares: To jest miejsce, w którym się z tobą nie zgadzam. Nie chcę ponownie otwierać sporów z kryzysu eurostrefy, który był niezwykle bolesny. Ale jest różnica, może kulturowa, między północą a południem w kwestii zadłużenia. Gdy słyszę, że musimy inwestować w wydatki obronne, aby sprostać wyzwaniom globalnym, i że nie da się tego zrobić bez cięcia wydatków społecznych, moją odpowiedzią jest, że inwestowanie w obronę bez zadłużania się jest tym, co jest nierealistyczne. Inwestycje wojskowe zawsze były kosztowne. Jeśli poważnie traktujemy zagrożenie egzystencjalne, nie martwimy się o dług. Zwłaszcza, że w przeszłości inwestycje wojskowe zawsze były poprzedzone lub towarzyszyły nowym inwestycjom społecznym. 

Weźmy pod uwagę fakt, że w Europie jest kryzys mieszkaniowy, bardzo poważny dla wielu ludzi. Jeśli rozwinęlibyśmy technologie budowlane, z nowymi materiałami wynalezionymi w ramach badań i rozwoju, i gdybyśmy mieli europejską agencję mieszkaniową, moglibyśmy budować na tym postępie. A ponieważ armie zawsze były pełne inżynierów, to może być kolejna korzyść z wydatków wojskowych – dywidenda wojny. 

Jeśli pokażemy, że badania wojskowe przynoszą postępy cywilne, uda nam się uciec od tej zgubnej pułapki, która zmusza wyborców do wyboru między finansowaniem państwa opiekuńczego a obroną. To jest miejsce, gdzie Niemcy odgrywają kluczową rolę: Niemcy muszą zrozumieć, że Europa jest gotowa inwestować w bezpieczny dług. Teraz, gdy dług amerykański nie jest już bezpieczny, gdyby Europejczycy ostatecznie wybrali słynne euroobligacje, mieliby miliardy euro do zainwestowania. 

Franziska Brantner: Tak długo, jak te inwestycje będą naprawdę inwestycjami. W przeciwnym razie będą marnowaniem zasobów, a przyszłe pokolenia będą musiały za nie zapłacić. Wzięliśmy na siebie prawie 100 miliardów euro długu na obronę, a 99 procent tych pieniędzy poszło na rzeczy przestarzałe. 

Więc, musimy rozwinąć europejski przemysł obronny, taki, który buduje na przyszłość, a nie na przeszłość. 

Franziska Brantner: Dokładnie. Musimy przełamać stare schematy. Dotyczy to także naszego systemu opieki społecznej w Niemczech: istnieją reformy, które poprawią jakość usług, a jednocześnie pozwolą zaoszczędzić, i muszą zostać wdrożone. Nie możemy po prostu odmawiać oszczędności. To niemożliwe, zwłaszcza przy starzejącym się społeczeństwie . Nie możemy ukrywać się za fałszywymi pretekstami. Myślę, że musimy inwestować w obronę, jednocześnie reformując gospodarkę i usługi publiczne. 

Jak przygotować ludzi na realia zagrożeń bezpieczeństwa, które stoją przed Europą, i na odpowiedzi, których one wymagają? 

Rui Tavares: Uwielbiam raport Niinistö [opracowany przez Sauli Niinistö, byłego prezydenta Finlandii i doradcę specjalnego prezydenta Komisji Europejskiej], ponieważ dzieli się z resztą Europy Nordyckim know-how w zakresie obrony, opartym na społeczeństwie, rodzinach i więziach. Niektóre materiały – jak broszury o przygotowaniu i obronie lokalnej – można powielać, drukować i dystrybuować do wszystkich europejskich gospodarstw domowych. Ale ważne jest, aby uwzględnić realia kulturowe i społeczne: w domu powinny znajdować się zapasy na dwa tygodnie, aby być przygotowanym, ale w Portugalii, gdzie pensje często wydawane są do 10. dnia miesiąca, jestem pewien, że zestaw przetrwania nie wystarczy. 

Więc może powinniśmy pomyśleć o sieciach dystrybucji, zmobilizować lokalne rady i nawet zaangażować straż pożarną. To także okazje, by uczynić Europę bardziej namacalną. Gdy wybuchną niszczycielskie pożary lub powodzie, ludzie oczekują europejskiej reakcji. Z europejskim zestawem przetrwania na wypadek wojny i katastrof, który można rozdystrybuować obywatelom, rola Europy w pomaganiu ludziom byłaby bardziej widoczna. 

Franziska Brantner: Obawiam się, że to nie zadziała – że bez poczucia pilności ludzie nie będą gotowi. 

Oprócz europejskiej bazy technologiczno-przemysłowej obrony, jaką politykę przemysłową powinniśmy wdrożyć na poziomie UE? 

Franziska Brantner: Uważam, że europejska konkurencyjność opiera się na trzech filarach. Pierwszym jest odporność, która wymaga zmniejszenia naszej zależności, zwłaszcza od Chin i Stanów Zjednoczonych. Kolejnym jest innowacyjność. Nie tylko w obronie, ale w technologii, medycynie, bioekonomii. A trzecim jest zrównoważony rozwój, który jest konieczną odpowiedzią na zmiany klimatyczne i nierówności. 

Aby odnieść sukces, potrzebujemy edukacji, która rozwija umiejętności i zdolności innowacyjne młodych ludzi. To jest konkurencyjność na rzecz dobrobytu społecznego i lepszej jakości życia. 

Jakie cele powinna wyznaczyć sobie Europa na przyszłość? Jak może projekt europejski zyskać na znaczeniu i wzmocnić spójność? 

Franziska Brantner: Uważam, że najpierw powinniśmy zadać sobie pytanie: „Dlaczego chcemy pokoju, wolności i demokracji?” Dla nas, Europejczyków, wyzwaniem jest nadanie sensu wolności, który nie jest JD Vance’a, i nadanie treści pokojowi, który nie jest Putinem. To od nas zależy, by to zrobić, ponieważ to Europa broni tych wartości. Bez nich, projekt europejski jest pusty. 

Rui Tavares: Nie mogę się z tobą bardziej zgodzić, i chciałbym dodać jeszcze jedną myśl: jakość życia. Z zewnątrz Europa jest definiowana przez sposób życia i poziom życia. Nasza koncepcja wolności opiera się na powszechnym prawie do tej jakości życia. To nie znaczy, że wszyscy są bogaci, ale nikt nie jest biedny. Gdy umieszczamy tę ideę w centrum polityk europejskich, szybko dostrzegamy, że dotyka ona wszystkiego: gospodarki, polityki społecznej, środowiska, kultury, bezpieczeństwa i obrony. 

To, co mnie niepokoi, to poczucie, że jakość życia przestała być celem polityki. Ciągle słyszymy wezwania do poświęcania tego czy tamtego usług, aby zaoszczędzić pieniądze. Ale uważam, że oszczędzanie dla samego oszczędzania nie przemawia do Europejczyków. Nikt nie chce być konkurencyjny tylko po to, by wygrać wojnę gospodarczą, w której nie widzi żadnych korzyści. Europejczycy są dumni ze swojej jakości życia i są głęboko z nią związani – i słusznie. Jeśli uda nam się przekonać ich, że polityki, które ich dotyczą, poważnie traktują tę jakość życia, myślę, że będą bardziej skłonni do poświęceń.