Zorganizowali Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, ale ludzie tam chodzili.
Kapitál
Po Mistrzostwach Świata w piłce nożnej w Rosji w 2018 roku oraz następnie w Katarze w 2022 roku było trudno wyobrazić sobie, że mogą być jeszcze bardziej toksyczne, ale Stany Zjednoczone już przed rozpoczęciem tegorocznych mistrzostw pokazały, że przyjmują wyzwanie.
Po mistrzostwach świata w piłce nożnej w Rosji w 2018 roku i następnie w Katarze w 2022 roku było trudno wyobrazić sobie, że mogą być jeszcze bardziej toksyczne, ale Stany Zjednoczone już przed rozpoczęciem tegorocznych mistrzostw pokazały, że wyzwanie przyjmują.
Dłużej przed turniejem rozwiązywali głównie absurdalnie wysokie ceny biletów i ich chaotyczną sprzedaż. No i potem Stany Zjednoczone jeszcze zaostrzyły. Udało im się, między innymi, nie dopuścić do wjazdu do kraju szkockim czy marokańskim fanom, czym pozbawili ich tysięcy dolarów. Irańskim kibicom bezpośrednio odebrano bilety, które według zasad FIFA miały być przydzielone na mecze irańskiej drużyny. Senegalscy piłkarze byli poniżająco kontrolowani bezpośrednio na płycie lotniska, uzbecki zespół pod przewodnictwem legendarnego Fabiána Cannavaro przeszukiwany przez psy policyjne, a irański piłkarz Aymen Hussein był na lotnisku przetrzymywany przez siedem godzin.
Najbardziej odrażający incydent rasistowski dotyczył najlepszego afrykańskiego sędziego roku 2025 Somalijczyka Omara Abdulkadira Artana, któremu został zakazany wjazd do kraju. Został bezpośrednio skierowany na lotnisku w Miami i wysłany – bez telefonu i laptopa, które zostawił w USA – do Stambułu. Andrew Giuliani, syn Rudy’ego Giulianiego, skazanego przez Trumpa, który odpowiada za mistrzostwa w Białym Domu, oświadczył, że decyzję o wydaleniu Artana w pełni popiera.
Zrozumienie, dlaczego coś, co działało nawet w Rosji i w Katarze, nie działa w Stanach Zjednoczonych, nie jest aż tak trudne. Reżimy w Rosji i w Katarze mieli bardzo dobre wrażenie, że muszą poprawić swój obraz na świecie, a ich organizacja mistrzostw świata była przykładem sportwashingu. Stany Zjednoczone choć popełniają ludobójstwa i prowadzą agresywne wojny, nie mają wrażenia, że muszą poprawiać swój obraz na świecie. Co więcej, piłka nożna Amerykanów bardzo ich nie interesuje, według badania Pew 66% nie zamierza jej oglądać. Rytualne demonstracje okrucieństwa wobec obcokrajowców dla krajowej skrajnej prawicy są więc dla amerykańskiego reżimu ważniejsze niż to, jak wyglądają na zewnątrz.
Ta bezwzględność jest jednak przejawem czegoś głębszego, czego symptomem jest także sam Trump, a także amerykański exceptionalizm, czyli woluntarystyczny. Podczas gdy jego wypowiedzi w 1994 roku, kiedy Stany Zjednoczone ostatni raz organizowały mistrzostwa, były łagodniejsze, dziś występuje znacznie brutalniej. Taka bezwstydność to zachowanie kraju, który postrzega świat jako coś, co musi mu się podporządkować. Kraj, który nie postrzega organizacji mundialu jako przywileju, lecz wręcz przeciwnie: czyni z reszty świata łaskę, że go organizuje.
Jeśli to wszystko śledzi Międzynarodowy Komitet Olimpijski, logicznym i słusznym krokiem byłoby natychmiastowe odebranie organizacji Letnich Igrzysk w 2028 roku. Jeśli takie postępowanie pozostanie bez konsekwencji, w przyszłości tylko się wzmocni. Jednak od MKOl nie można oczekiwać logicznych i słusznych kroków.
Oprócz amerykańskiego exceptionalizmu te mistrzostwa są także przykładem trwającej degeneracji FIFA. Prezes FIFA, Gianni Infantino, od miesięcy zapewniał, że wszyscy będą mile widziani na mistrzostwach świata w USA i nic z tego, co wszyscy przewidywali, się nie stanie. A gdy następnie najlepszy afrykański sędzia zostaje wydalony, FIFA wzrusza ramionami, że nic nie da się zrobić.
FIFA ma oczywiście narzędzia. Można zagrozić odebraniem turnieju, można też go odebrać – w tym przypadku pod ręką są od razu dwa kolejne kraje, które mogłyby zorganizować pozostałe mecze. W 2023 roku FIFA odebrała organizację turnieju mistrzostw świata do 20 lat Indonezji na mniej niż dwa miesiące przed rozpoczęciem, ponieważ odmówiła wpuszczenia izraelskiego zespołu piłkarskiego. Bezsilność FIFA jest tu tylko symulowana.
(Na marginesie: za popełnianie ludobójstwa w Gazie, agresywne wojny przeciwko Syrii czy Iranowi, a także prześladowanie palestyńskich piłkarzy, dziś izraelski narodowy zespół oraz izraelskie kluby powinny być wykluczone z FIFA i UEFA, podobnie jak rosyjskie. To hańba, że się tak nie dzieje. A szczególną hańbą Słowackiego Związku Piłki Nożnej jest, że podczas trwającego ludobójstwa dobrowolnie rozegraliśmy mecz towarzyski z Izraelem. Odmowa wejścia przez Indonezję nastąpiła jednak przed ludobójstwem w Gazie, a postępowanie FIFA w tym przypadku było słuszne.)
Nikt nie lepiej nie odzwierciedla degeneracji FIFA niż sam Gianni Infantino. Od komedii z „Nagrodą Pokoju” wymyśloną dla Trumpa, którą mu osobiście wręczył, po posiedzenie w złodziejskim kartelu Trumpa zwanym Radą Pokoju, gdzie uśmiechał się w czerwonej republikanskiej czapce z daszkiem, Infantino prezentował się jako przyjaciel Trumpa, który wszystko załatwi. Upokorzenie, którego doznał od Trumpa, jest oczywiście zasłużone. Smutne jest, że za to wszyscy pozostali płacą cenę.
Hasła Infantino o łączeniu działają więc tylko w tym sensie, że jeśli fani piłki nożnej na całym świecie są w czymś połączeni, to jest to nienawiść do niego. Infantino nie jest nawet porządnym złoczyńcą, jak Putin czy Trump, jest sługusem złoczyńców, lizusem, który kręci się wokół nich, podlizuje się im, mając nadzieję, że coś mu podsuną. Mało co jest bardziej odrażające.
Sam Infantino jest jednak także symptomem. Znamy to także u nas w domu: w przypadku SFZ, nie najbardziej szokujące jest nieudolność i bezczelność, z jakimi prezes Ján Kováčik zarządzał majątkiem związku (gdzie zakup 14 tysięcy telefonów komórkowych wciąż nie jest najgorsze), ale to, że mimo to delegaci ponownie go wybiorą na prezesa. A także w przypadku FIFA najbardziej szokujące jest to, że nawet taka niekompetencja nie musi przeszkodzić Infantino w ponownym wybraniu w 2027 roku.
FIFA, regionalne i narodowe związki stworzyły warstwę biurokratów odłączonych od rzeczywistości sportu, który mają w nazwie. Sport wyczynowy zawsze będzie się przeplatał z polityką. Te organizacje jednak od dawna straciły jakiekolwiek namacalne poparcie społeczne. Najczęstszy epitet, który usłyszysz wśród fanów piłki nożnej pod ich adresem, to „mafii”. W swojej działalności politycznej wolą patrzeć raczej w górę, a naturalnie rozumieją się z dyktatorami i autorytaryzmami, którzy podobnie nie patrzą na wolę ludu. Bez realnego masowego poparcia od dołu, organizacje takie jak FIFA zawsze będą w podporządkowanej pozycji, a ich zaangażowanie będzie nieuchronnie kończyć się jakąś formą upokorzenia.
Co więc z takimi toksycznymi mistrzostwami świata? Jako etyczne podejście naturalnie nasuwa się nieoglądanie ich. Jednak to się komplikuje, jeśli weźmie się pod uwagę wszystkich tych młodych chłopaków i dziewczyny, które regularnie grają w piłkę, niektóre na poziomie ligowym, inne tylko w wolnym czasie. Oglądanie najlepszych piłkarzy podczas mistrzostw synergicznie dodaje motywacji, by nie unikać trudnych treningów albo przynajmniej odłożyć telefony i pójść pograć na boisku. Mistrzostwa mają pisać dla nich zupełnie inne historie niż te o wojennych agresjach, niewolnictwie czy rasizmie. Trudno od każdego rodzica wymagać – i nawet nie byłoby to słuszne – by jako alternatywę do oglądania meczów dyskutował z dziećmi na temat ludobójstwa. Pozostaje gorzki smak, ale estetyka ostatecznie i tak zwycięży nad polityką.
Jedną rzecz powinniśmy jednak szczególnie na Słowacji zacząć robić. Różne motywujące historie nie muszą pisać tylko mistrzostwa najwyższej rangi czy najlepsze europejskie ligi, gdzie sukces często w końcowym rozrachunku opiera się na dużej dozie brutalności gdzie indziej na świecie. Mogą je pisać także słowackie ligi, nawet wiejskie rozgrywki. W meczu piłkarskim nie trzeba widzieć perfekcyjnych występów, by znaleźć coś porywającego. Na Słowacji wielu kibiców kibicuje Arsenalowi i Barcelonie, ale mniej ich wspiera czy regularnie odwiedza własny lokalny klub. To trzeba zmienić. Naturalna masowość, jakaś intuicyjna organizacja, którą ludzie wspólnie doświadczają na boiskach czy na stadionach, jest najlepszą drogą, by ponownie odnaleźć miłość do sportu, który dziś FIFA w połączeniu z dyktatorami i autorytaryzmami tak obrzydza.

Autor jest filozofem i prawnikiem
Tekst jest częścią projektu PERSPECTIVES – nowej marki dla niezależnej, konstruktywnej i wieloperspektywicznej dziennikarstwa. Projekt jest finansowany przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i stanowiska są opiniami i oświadczeniami autora(-ów) i nie muszą koniecznie odzwierciedlać poglądy i stanowiska Unii Europejskiej lub Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Edukacji i Kultury (EACEA). Unia Europejska ani EACEA nie ponoszą za nie odpowiedzialności.