Co jest nie tak z piłką nożną na świecie

Green European Journal

W swojej ambicji uczynienia światowego futbolu naprawdę globalnym, FIFA coraz bardziej zbliża się do autokratów i otwarcie ich popiera. Jednak to nie tylko reżimy kształtują futbol – czy też piłkę nożną, jeśli wolisz. Neoliberalizm również przekształca grę i relacje między kibicami a ich klubami. Rozmawialiśmy z politologiem i samozwańczym miłośnikiem futbolu, Casem Mudde.

W swojej ambicji uczynienia światowego futbolu naprawdę globalnym, FIFA coraz bardziej zbliża się i otwarcie popiera autokratów. Jednak to nie tylko reżimy przekształcają football – albo piłkę nożną, jeśli wolisz. Neoliberalizm również zmienia grę i relacje między kibicami a ich klubami. Rozmawialiśmy z politologiem i samokształcącym się nostalgią futbolową Cas Mudde. 

Alessio Giussani: W 2025 roku FIFA przyznała Trumpowi nagrodę pokoju, tuż przed tym, jak zaczął bombardować Iran. Prezes FIFA Gianni Infantino również pojawił się na tak zwanej „zarządzie pokoju” w czapce Trumpa. Tymczasem zwykli kibice są wykluczani z gry. Czy to nadal gra dla ludzi? 

Cas Mudde: Światowy futbol jest coraz bardziej przejęty przez pieniądze i wątpliwych ludzi oraz reżimy. FIFA nie jest wyjątkiem, lecz skrajnym przypadkiem.  

Mundial w 2018 roku w Rosji był problematycznym turniejem, ale nie zyskał dużej negatywnej rozpoznawalności. W 2022 roku Katar sprawił, że związek między piłką a polityką stał się niemożliwy do ignorowania. Mimo to, reżim katarski ostatecznie zyskał dobrą prasę: ludzie zapomnieli o naruszeniach praw człowieka i szalonych wydatkach na bezużyteczne stadiony, i uznali to za bardzo dobry turniej. I tak było w przypadku niemal każdego reżimu, demokratycznego czy nie, który organizował Mistrzostwa Świata. W tym roku, przypuszczam, będzie to pierwszy raz, gdy kraje-gospodarze będą głównie obiektem negatywnej opinii.  

To nie ma zbyt dużego znaczenia dla kraju tak dużego i potężnego jak USA, a tym bardziej dla Trumpa, którego baza nie interesuje się nawet piłką nożną. Przestanie się tym interesować, gdy turniej przestanie mieć dla niego wartość. Jednak wpłynie to negatywnie na postrzeganie światowego futbolu przez ludzi. 

Przynajmniej na papierze, to nie jest „Mundial MAGA”. Jest organizowany przez trzy narody – USA, Kanadę i Meksyk – które reprezentują trzy różne obozy w światowej polityce: skrajnie prawicowych obrońców paliw kopalnych, arch-centrowy liberalizm i socjalizm Południa Globalnego. Jakie znaczenie przypisujesz temu? 

Mark Carney jest również obrońcą paliw kopalnych. Ciekawe jest to, że ten Mundial był początkowo promowany jako „zjednoczona kandydatura”, ale w ciągu kilku miesięcy stał się faktycznie Mundialem MAGA: wszystko kręci się wokół USA i Trumpa. To było wyzwanie, ale też ogromna szansa dla Kanady i Meksyku. Kanada mogła pokazać, że jest dobrym przykładem Ameryki Północnej; Meksyk mógł pokazać, że jest prawdziwym krajem piłki nożnej. Poziom jest tak niski, że już samo robienie tego, co zwykle robią inni, wygląda dobrze.  

FIFA jest w wielu aspektach niesamowicie kolonialnym projektem, opierającym się na wszystkich złych rzeczach, które kolonializm zostawił za sobą, w tym korupcji i personalistycznym przywództwie.

Zamiast tego, Kanada i Meksyk milczą na temat nagrody pokoju, traktowania irańskiej drużyny i Omera Artana, somalijskiego sędziego, którego odmówiono wizy. Wszystko, co robią, to ułatwianie Trumpowi i próby łagodzenia sytuacji, gdy on robi coś złego, więc myślę, że również spotkają się z negatywną opinią. Ogólnie nie mam wrażenia, że któreś z krajów-gospodarzy jest szczególnie entuzjastyczne wobec tego Mundialu. Claudia Sheinbaum promowała w Meksyku naprawdę dobre inicjatywy, jak budowa setek boisk społecznościowych, ale nie widzę prawdziwego impulsu. 

Wydanie z 2022 roku było jednym z najbardziej globalnych do tej pory, z Katarem jako gospodarzem i Marokiem w półfinale. Tegoroczna edycja obejmuje 48 drużyn zamiast 32. Czy istnieje jakakolwiek dekolonialna wartość w ambicji Infantino, by uczynić światowy futbol naprawdę globalnym?  

Projekt Infantino polega na ponownym wybraniu go na stanowisko. Im więcej krajowych związków piłkarskich jest reprezentowanych na Mundialu, tym bardziej są zadowolone z jego przywództwa. Gdyby naprawdę chciał zdekolonizować piłkę nożną, mógłby zmienić proporcjonalne reprezentacje na kontynentach. Zamiast tego, po prostu zwiększył liczbę uczestników, nie zmieniając podstawowych kryteriów. To oznacza, że jeszcze więcej krajów z Europy, bo są bogate, będzie miało głos, a tego chcą sponsorzy.  

FIFA jest w wielu aspektach niesamowicie kolonialnym projektem, opierającym się na wszystkich złych rzeczach, które kolonializm zostawił za sobą, w tym korupcji i personalistycznym przywództwie. W zasadzie, FIFA daje krajowym związkom piłkarskim pieniądze do wydania według własnego uznania, dla rozwoju piłki w ich krajach. Oczywiście, wiele reżimów bierze te pieniądze i je ukrywa, pozostawiając piłkę nożną nie rozwiniętą. Ale FIFA tak naprawdę nie dba o to.  

Polityka FIFA również się pogarsza. W 2018 roku nie wypowiadali się wyraźnie przeciwko politykom Rosji w zakresie praw LGBTQIA+, ale też ich nie popierali. W Katarze kapitanowie drużyn nie mogli nosić opasek w kolorach tęczy. Teraz FIFA aktywnie broni i nawet świętuje Trumpa.  

Tylko część krajów biorących udział w Mundialu to demokracje – a co dopiero liberalne – i to samo dotyczy członków FIFA. Czy są sposoby na obronę wartości liberalnych bez postawiania ich na piedestale cywilizacyjnym?  

Jeśli chcesz być konsekwentny, powinieneś unikać polityki tak bardzo, jak to możliwe, bo jeśli uczynisz FIFA i Mundial projektem liberalno-demokratycznym, to obsłużysz mniejszość państw i nigdy nie będziesz naprawdę globalny. Możesz argumentować, że bycie politycznym, nawet jeśli czasami hipokrytycznym lub niespójnym, jest lepsze niż unikanie polityki. Ale już nie jestem tego pewien, bo kampanie włączające FIFA stały się tak bezsensowne, tak niejasne i pełne pinkwashingu, że jedyne przesłanie, które z nich wynika, to że wszystko, co mówią o polityce, to bzdury.  

Jednocześnie, oczywiście, polityka zawsze jest obecna. Organizacja Mundialu to ogromna szansa dla każdego reżimu, a neutralność nie czyni wydarzenia niepolitycznym. Mam jednak problem z wyznaczaniem wysokich oczekiwań i nigdy ich nie spełnianiem – co dokładnie zrobiła FIFA ze swoją agendą praw człowieka i wielkimi zobowiązaniami do zrównoważonego rozwoju. Ale nie może istnieć taki Mundial, który byłby w pełni zrównoważony, i zawsze będą uczestnicy, którzy nie szanują praw człowieka. Dlaczego więc FIFA nie wprowadzi mniej ambitnej agendy, ale faktycznie się do niej stosuje? 

Żyjemy w momencie odrodzonego nacjonalizmu i nativizmu, z rosnącą siłą skrajnej prawicy na całym świecie. Czy politycznie obciążony Mundial napędza te dynamiki, czy piłka nożna może skierować nacjonalizm w coś bardziej benign, nawet zjednoczeniowego? 

Brytyjski socjolog Michael Billig ukuł termin „banalny nacjonalizm”, aby opisać codzienne wyobrażenia o narodzie, które budują poczucie wspólnej tożsamości narodowej. Chodzi o, na przykład, flagi narodowe wiszące na zewnątrz budynków publicznych. Nacjonalizm sportowy wpisuje się w tę kategorię, i ma w nim swoje negatywne elementy. W moim kraju, Holandii, część naszego antyniemieckiego sentymentu nie wynikała z II wojny światowej, lecz z piłki nożnej. Jednocześnie, drużyny piłkarskie w wielu krajach są bardziej wielokulturowe niż społeczeństwa, a zawodnicy różnych etnicznie grup stają się bohaterami i wzorami do naśladowania – przynajmniej dopóki wygrywają. 

Co jest szczególnego w piłce nożnej, to emocje i intensywność, które dodaje do banalnego nacjonalizmu, czyniąc nacjonalizm nieco drugorzędnym. Wygrana oznacza zwycięstwo w meczu, a nie dominację twojego narodu nad innym. Choć nie lubię flag, uważam, że jest w tym moralna panika dotycząca nacjonalizmu i chuligaństwa w piłce nożnej. Są w tym elementy zarówno inkluzywne, jak i ekskluzywne – mogą być dobre i złe.  

Uczysz kurs o piłce nożnej i polityce. Jak interpretujesz tę relację i jak widzisz jej rozwój? 

Dużo uwagi skupia się na polityce wysokiego szczebla – instytucjach, rządach, partiach i tak dalej. Ja bardziej interesuję się „niską” polityką sportu, muzyki, kultury i tym podobnych. Używam piłki nożnej do nauki o polityce, ponieważ piłka odzwierciedla społeczeństwo na wiele sposobów. Śmieszne jest to, że to jeden z najbardziej radykalnych kursów, jakie prowadziłem. Czytamy Judith Butler i performatywność płci, rozmawiamy dużo o tożsamości i globalizacji.  

Pomyśl o rosnącym znaczeniu „drużyn diaspory”, czyli tych reprezentacjach narodowych, które coraz częściej składają się z zawodników „z krwi i kości” danego narodu, nawet jeśli nie urodzili się i nie wychowali w kraju, który reprezentują. Senegal jest tego świetnym przykładem, z prawie połową zawodników urodzonych lub wychowanych poza krajem – głównie we Francji, byłym kolonialnym mocarstwie. Drużyny diaspory są trochę przeciwieństwem „drużyn obywatelskich”, które składają się z mniejszościowych zawodników urodzonych i wychowanych w kraju, jak Niemcy tureckiego pochodzenia. To pokazuje, że nawet najbardziej restrykcyjne państwa wobec imigracji mogą być bardzo elastyczne, jeśli chodzi o najlepszych sportowców, a osoby bardzo antyimigracyjne nie mają z tym problemu.  

UE odegrała również dużą rolę w kształtowaniu nowoczesnego futbolu. Orzeczenie Bosmana przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w 1995 roku zmieniło system transferów piłkarskich w Europie, dostosowując go do zasad jednolitego rynku. A ponieważ Europa dominuje w światowym futbolu, to orzeczenie zmieniło system globalny.  

Interpretujesz piłkę nożną jako część społeczeństwa obywatelskiego. Jaki jest za tym sens? 

Kiedyś pracowałem nad społeczeństwem obywatelskim w Europie postkomunistycznej pod koniec lat 90. i na początku 2000. W literaturze istniało pozytywne powiązanie między silnym społeczeństwem obywatelskim a zdrową demokracją. Ale dyskurs ten miał bardzo wąskie skupienie na grupach prozachodnich, feministycznych i podobnych. Interesowały mnie tak zwane „nieobywatelskie” grupy społeczne, które niekoniecznie były pro-demokratyczne, ale bardzo łączyły ludzi i działały politycznie. Chuligani i ultras mają często dwie strony: mają złą reputację, szczególnie w Europie, ale są też aktywni w dobrych sprawach, np. pomagając biednym czy lokalnym społecznościom po trzęsieniach ziemi czy innych katastrofach. Podoba mi się ta złożoność.  

Jak neoliberalizm zmienił piłkę nożną?  

Często używam jako przykładu klubu, który wspieram, PSV Eindhoven. PSV zostało założone przez pracowników firmy Philips. Było, w wielu aspektach, odzwierciedleniem gospodarki przemysłowej, formy zakorzenionego kapitalizmu. Philips miał powiązania z Eindhoven, bo miał tam fabryki, i nie można po prostu przenieść fabryk gdzie indziej. Teraz mamy kluby, jak Manchester City, które są idealnym odzwierciedleniem globalnego neoliberalizmu. Obcy reżim decyduje się inwestować w klub nie dlatego, że ma powiązania z lokalną społecznością, lecz ponieważ ten klub jest marką globalną i daje dostęp do globalnej publiczności. Związek między kapitalizmem a piłką nożną zawsze istniał, ale kapitalizm się zmienił, i piłka nożna zmienia się razem z nim.   

Większość kibiców nie chce siedzieć w wyczyszczonym i monitorowanym stadionie. Chcą siedzieć w miejscu, które nadal ma atmosferę i autentyczność, bez rasizmu i seksizmu. I to jest możliwe. 

Jako nostalgik muszę sobie przypomnieć, że dobre stare czasy nie zawsze były tak czyste. Przed funduszami inwestycyjnymi, Roman Abramowicz kupował Chelsea. W mniejszych kontekstach, był sprzedawcą używanych samochodów, który prowadził lokalny klub. Skala była mniejsza i bardziej lokalna, ale ten gość też był wątpliwy i używał piłki nożnej, by podnieść własny wizerunek.  

Co mnie martwi z punktu widzenia społeczeństwa obywatelskiego, to fakt, że choć zawsze była eksploatacja i hierarchia, to istniało też powiązanie ze społecznością. Philips zależał od Eindhoven. Dzisiejsi kapitaliści nie mają tego powiązania, a lokalna społeczność ma prawie żadnego głosu. Duże kluby już nie zależą od sprzedaży biletów w dużej części dochodów. Teraz pieniądze pochodzą z praw do transmisji i sponsorów.  

Czy kibice mogą jeszcze uratować grę przed tym, czym się stała?  

Kibice są trochę jak nałogowcy: mają moc zniszczenia systemu jutro, jeśli przestaną dokarmiać maszynę. Nikt nie zainwestuje w piłkę, jeśli nikt jej nie ogląda. Ale jeśli to zrobią, tracą też coś sami. Więc mają niewiele opcji, by się sprzeciwić. Mogą opierać się komercjalizacji od wewnątrz systemu. W Niemczech na przykład skutecznie sprzeciwili się meczom w poniedziałki. Albo mogą opuścić system i tworzyć alternatywne kluby kibicowskie, ale te nie mogą rywalizować na wysokim poziomie.  

Nie jestem szczególnie optymistyczny, bo widzę, jak nowoczesny futbol sam się niszczy, tak jak kapitalizm. Rozszerza się na niesprawiedliwych poziomach, jak piramida finansowa, gdzie wartość staje się coraz cieńsza. Firmy private equity i reżimy inwestują pieniądze w system, bo oczekują zysku lub sukcesów dyplomatycznych. Ale mogą wycofać się równie szybko, jak weszły, jeśli uznają, że nie mają już nic do zyskania. A gdy bańka pęknie, nie wrócimy do tego, co było wcześniej, bo lojalności zniknęły. Pokolenie Anglików, które zostało wykluczone z stadionów Premier League, nie wróci tak po prostu.  

Wiele klubów piłkarskich to najstarsze instytucje na świecie. Istnieją od ponad wieku i nadawały sens byciu gdzieś. Gdy dawne kopalnie tracą drużynę piłkarską, to wielka strata dla społeczności.  

Pomimo wszystko, piłka nożna nadal potrafi tworzyć wspólnotę i więź. Czy partie polityczne lub organizacje społeczeństwa obywatelskiego mogą się czegoś od niej nauczyć? 

Rodzaj relacji, jaką masz z klubem, który wspierasz, jest głęboko irracjonalny. Nie da się tego relacji sztucznie odtworzyć.  

Jedną z rzeczy, którą można z tego wyciągnąć, jest znaczenie zakorzenienia. Jeśli ludzie wspierają klub nawet wtedy, gdy przegrywa lub spada do niższej ligi, to dlatego, że czują się z nim związani. Wiele lokalnych klubów działa dzięki wolontariuszom i ludziom, którzy nie czerpią z tego pieniędzy. Rosnąca profesjonalizacja i brak zakorzenienia to coraz większe słabości ruchów progresywnych, i widzę coś podobnego w nowoczesnym futbolu.  

Jeśli nie jesteś uznawany za część społeczności, ludzie czują, że straciłeś kontakt. Większość NGO dzisiaj nie ma już sympatyków; mają profesjonalistów. A dla profesjonalistów, ważniejsza jest instytucja niż cel. Jeśli jesteś głównie o sprawie, znajdziesz sposoby, by wykonywać pracę, nawet gdy kończą się pieniądze. Ale jeśli głównie zależy ci na instytucji, pójdziesz dalej i znajdziesz coś innego do roboty. Duże NGO stały się biznesami z bardzo dobrze płatnymi stanowiskami, obsadzanymi przez ludzi, którzy przechodzą z jednej organizacji do drugiej. To samo dzieje się z piłką nożną.  

Po stronie optymistycznej, czy piłka nożna stała się też bardziej inkluzywna?  

Oczywiście. W latach 80. i 90. kobiety czy osoby queer nie czuły się bezpiecznie na stadionach Premier League, a teraz czują się bezpieczne. W pewnym sensie, gentryfikacja uczyniła piłkę nożną bardziej dostępną dla niektórych grup. Oczywiście, wykluczyła część białej klasy robotniczej, ale część tej klasy wcześniej wykluczała inne grupy. Dużo o tym myślałem, bo jak każdy nostalgik, miałem ślepy punkt. Jako hetero biały facet, byłem częścią grupy, która kiedyś posiadała stadion, więc nigdy nie doświadczyłem wykluczenia. 

Jednakże, bezpieczeństwo i ceny nie są jedynymi opcjami walki z dyskryminacją, a bogatsi kibice nie są koniecznie mniej rasistowscy. Wiele seksizmu, homofobii i rasizmu, które widzisz na stadionach, jest performatywne. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest redefinicja roli kibica. Niemcy pokazują, że można mieć dostępne stadionu, które są też bardziej inkluzywne. Działa to lepiej, gdy to sami kibice kontrolują i moderują siebie nawzajem. Borussia Dortmund, na przykład, miała w latach 80. poważny problem z neonazistami, i w dużej mierze udało się ich wykluczyć.  

Większość kibiców piłkarskich nie chce siedzieć w wyczyszczonym i monitorowanym stadionie. Chcą siedzieć w miejscu, które nadal ma atmosferę i autentyczność, bez rasizmu i seksizmu. I to jest możliwe. 

Popularność piłki kobiet rośnie. Czy może to być zdrowsza alternatywa dla opisanych przez ciebie dynamik? 

Często sięgamy po kobiety, by rozwiązać problemy, które stworzyli mężczyźni. Mówimy, że mężczyźni są tacy, więc potrzebujemy więcej kobiet, bo kobiety są inne. Ale kobiety nie są koniecznie lepsze od mężczyzn. Jeśli struktura cię pcha w określonym kierunku, nie ma znaczenia, kim jesteś. W obecnej strukturze, aby piłka kobieca pozostała „czysta”, oznaczałoby to też, że kobiety nadal będą zarabiać znacznie mniej niż mężczyźni, w imię jakiegoś ideału, i uważam, że to nie jest sprawiedliwe.  

Tak czy inaczej, wydaje się, że piłka kobieca szybko staje się bardziej podobna do nowoczesnej piłki nożnej i podąża w tym samym kierunku co męska – potencjalnie nawet szybciej. Własność wieloklubowa jest już rzeczywistością. W USA, klub z Columbus, Ohio, niedawno zapłacił 200 milionów dolarów Narodowej Lidze Piłki Kobiecej, by dołączyć do ligi w 2028 roku. To znacznie więcej niż wydatki na zawodniczki.  

Wciąż jednak, wiele klubów piłki kobiecej jest bardziej aktywnych politycznie niż męskie, ponieważ zawodniczki są bardziej otwarte. Bycie piłkarką wciąż jest postrzegane jako transgresja, więc jesteś bardziej zaangażowana politycznie. Im bardziej piłka kobieca staje się komercyjna i mniej transgresyjna, tym mniej będzie miała wymiar polityczny. Na razie, pozostaje ona ucieczką dla wielu kibiców, bo jest tańsza i bardziej zabawna – zwłaszcza dla mniejszości, a szczególnie osób queer.  

Na jakim etapie jest piłka kobieca pod względem społeczności i wymiaru społeczeństwa obywatelskiego?  

Prawie wszystkie kluby kobiece zostały założone przez męskie kluby, więc bardzo niewiele z nich jest faktycznym wyrazem społeczności. Są wyjątki, jak Turbine Potsdam w Niemczech, które jest jednym z najbardziej udanych zespołów kobiecych w kraju. Ale od tego czasu zostały w dużej mierze wyprzedzone przez takie kluby jak Bayern Monachium i Wolfsburg, bo nie można konkurować z gigantami.  

Jednak większość kibiców piłki kobiecej ma cel polityczny, i w tym sensie są wyrazem społeczności. Wielu kibiców podkreśla, że są tam, by wspierać kobiecy sport, a nie konkretny klub. Nikt nie chodzi na mecz mężczyzn, by wspierać ruch. Więc jest w tym element wspólnoty.