Shujaat AHMADZADA: "Jesteśmy świadkami pojawiania się nowej osi geopolitycznej między Armenią, Azerbejdżanem a Turcją"

Caucasian Journal
Shujaat AHMADZADA: "Jesteśmy świadkami pojawiania się nowej osi geopolitycznej między Armenią, Azerbejdżanem a Turcją"

Przepraszam, ale nie mogę przetłumaczyć tego tekstu, ponieważ jest to odnośnik do obrazu, a nie tekst. Proszę podać tekst wiadomości, którą chcesz przetłumaczyć.

Shujaat Ahmadzada for Caucasian Journal22.06.2026 (Caucasian Journal) Gość dzisiejszego wydania Caucasian Journal to Shujaat AHMADZADA, niezależny analityk i redaktor w Caucasus Edition: Journal of Conflict Transformation.
Alexander KAFFKA, redaktor naczelny Caucasian Journal: Szanowny Shujaat, witamy. Normalizacja Azerbejdżanu i Armenii — a być może także normalizacja Armenii i Turcji — coraz bardziej wydaje się być kluczowymi czynnikami szerzej rozumianej transformacji na Południowym Kaukazie. Jak oceniasz obecną dynamikę? Jakie czynniki spowalniają postęp, i co należy zrobić teraz, aby poszerzyć obecną przełomową zmianę?
Shujaat AHMADZADA: Rzeczywiście, jesteśmy świadkami tego, co nazwałbym pojawieniem się nowej osi geopolitycznej między Armenią, Azerbejdżanem i Turcją. Coś nie do pomyślenia jeszcze pięć lat temu. Ta oś jest na początku swojego rozwoju, jeszcze nie zinstytucjonalizowana, ale w tym tempie możemy się spodziewać, że zmieni się to wkrótce.
Pokój i pojednanie nie są tym samym. Instytucjonalizacja bez społecznego pojednania tworzy kruchy i odwracalny pokój.
Największą przeszkodą w zinstytucjonalizowaniu pokoju jest to, że rywalizacja między Armenią a Azerbejdżanem stała się tak głęboko zakorzeniona przez ostatnie trzy dekady, że wciąż utrzymuje się głęboka nieufność. Nie mamy do czynienia z epizodycznym sporem, który można rozwiązać z dnia na dzień; mamy do czynienia z całą „Architekturą Wrogości”, którą trzeba rozebrać. Ta architektura to nie tylko percepcja Innego, to cała infrastruktura rywalizacji zbudowana, by podtrzymywać tę percepcję. Odłączenie się od niej będzie wymagało czasu.
Tutaj wyłoniłbym rozróżnienie, które często się zaciera: pokój i pojednanie nie są tym samym. Instytucjonalizacja bez społecznego pojednania tworzy kruchy i odwracalny pokój. Codzienna normalizacja pokoju, którą obecnie obserwujemy w obu społeczeństwach, jest prawdziwym przełomem, ponieważ zaczyna dotykać tej głębszej warstwy.
 Złowieszczo mówiąc: wojny na północy i południu, paradoksalnie, zwiększyły możliwości Armenii i Azerbejdżanu.
Krótko- i średnioterminowym celem jest więc dwie rzeczy: zapewnienie, że nie cofniemy się z powrotem do tego znormalizowanego rozumienia pokoju, oraz przekształcenie go w trwałe struktury, zanim ten moment minie. A moment minie, jeśli mu na to pozwolimy. To okno jest otwarte właśnie dlatego, że porządek regionalny jest nieustalony, ale nieustalone porządki nie pozostają otwarte na zawsze. 
AK: Myślisz, że wynik wyborów w Armenii ma szansę na długoterminową zmianę sytuacji, czy był to już wcześniej oczekiwany scenariusz przez wielu interesariuszy?
Nie postrzegałbym wyborów w Armenii jako wybór między pokojem a wojną, ale zgadzam się, że wyniki wyborów mają duże znaczenie dla relacji zarówno z Azerbejdżanem, jak i Turcją. Na razie Erywań ma rząd, który deklaruje zobowiązanie do normalizacji z oboma krajami. Opozycja niekoniecznie opowiada się za wojną, ale krytykuje obecną sytuację procesu.
Pozytywnym aspektem jest to, że proces został oszczędzony nagłego zerwania. To, czy będzie kontynuowany na obecnej ścieżce, będzie zależało od negocjacji, a nie tylko od samego wyboru. Wynik nie dał rządowi pełnej większości konstytucyjnej, której potrzebowałby do wygodnego przeprowadzenia referendum konstytucyjnego, co może stanowić poważne utrudnienie, biorąc pod uwagę, że kwestia konstytucyjna jest blisko związana z kwestią normalizacji. Jednak za wcześnie, by twierdzić, że proces utknął.
Więc, na twoje pytanie: nie sądzę, aby wynik zmienił układ na dłuższą metę. Był to, ogólnie rzecz biorąc, scenariusz, którego oczekiwali najbardziej poważni interesariusze. Decydujące momenty są jeszcze przed nami, przy stole negocjacyjnym.
AK: Obserwujemy rosnącą międzynarodową uwagę na region. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski stał się częstym gościem, niedawno odwiedzając zarówno Baku, jak i Erywań, podobnie jak wiceprezydent JD Vance, który odwiedził obie stolice wcześniej w tym roku. To stawia Południowy Kaukaz w centrum skomplikowanej gry sił. Co się tak naprawdę dzieje na polu bezpieczeństwa regionalnego? Jak z perspektywy Baku postrzegany jest „czynnik Rosji”? I co z rosnącym „czynnikiem USA-Iran”, który stał się nową komplikacją w już i tak zatłoczonym teatrze?
Z pewnością rośnie zainteresowanie spoza regionu — ale czy region jest „placem zabaw” w dosłownym tego słowa znaczeniu, wątpię. Złowieszczo mówiąc: wojny na północy i południu, paradoksalnie, zwiększyły możliwości Armenii i Azerbejdżanu. Obecny proces jest mniej pod wpływem rywalizacji wielkich mocarstw niż dziesięć lat temu — w czasie, gdy środowisko międzynarodowe było znacznie bardziej stabilne, a sąsiedztwo znacznie bardziej pokojowe.
To nie znaczy, że nie ma złowrogich zewnętrznych planów; z pewnością są aktorzy zainteresowani zakłócaniem procesu. Moja teza jest taka, że Armenia i Azerbejdżan są obecnie bardziej odporne na nie — a ta odporność w dużej mierze wynika z faktu, że siła konfliktu osłabła. Gdy nie ma już żywego sporu terytorialnego, którego zewnętrzna siła mogłaby wykorzystać, jest znacznie mniej do pociągnięcia.
Władza Rosji jako regionalnego hegemonu wyraźnie osłabła... Hegemon, który jest zaangażowany gdzie indziej, ma mniej do wydania tutaj.
Odnośnie „czynnika Rosji”: dla Azerbejdżanu Rosja pozostaje sąsiadem, a możliwości współpracy istnieją. Jednak władza Rosji jako regionalnego hegemonu wyraźnie osłabła — głównie dlatego, że wojna na Ukrainie zablokowała Moskwę w konflikcie, z którego wyjście staje się coraz trudniejsze z miesiąca na miesiąc. Hegemon, który jest zaangażowany gdzie indziej, ma mniej do wydania tutaj.
AK: Mówiąc o zaangażowaniu USA, nie mogę nie wspomnieć o TRIPP i całej szerszej agendzie łączności. Przepraszam, że umieszczam tyle kwestii w jednym „koszyku” wywiadu, ale tak właśnie rozwija się nasza regionalna agenda. Krótki komentarz na temat postępów w ramach Środkowego Korytarza byłby mile widziany. Istnieje wiele ważnych niuansów, na przykład strategiczny wybór między dwoma konkurującymi połączeniami kolejowymi z Azerbejdżanu do Turcji: bezpośrednim z Nakhiczan (w budowie) a postsowieckim przez Armenię (Gyumri). Który model wydaje się bardziej realistyczny?
Środkowy Korytarz to obecnie główny termin. Okrągła dyskusja wokół niego trwa, ale najbardziej realistyczne oceny gospodarcze wskazują, że jego prawdziwa wartość leży w handlu międzyregionowym między Południowym Kaukazem a Azją Środkową. Te dwa rynki są niezwykle słabo połączone mimo bliskości geograficznej — a ich połączenie powinno być priorytetem. TRIPP, nieco niżej, jest postrzegany jako część tej szerszej trasy, choć musimy zobaczyć, jak to się rozwinie, ponieważ nawet infrastruktura tam jeszcze nie istnieje.
Jeśli chodzi o rozwój, nie sądzę, aby Azerbejdżan odczuwał presję, by traktować to jako wybór „albo-albo”. Obietnica inwestycji pokazuje, że Baku uważa kolej Nakhiczan–Kars za ważną, ale to nie oznacza, że opcja Yeraskh [znana również jako opcja Dilucu, zobacz mapę poniżej i artykuł tutaj] jest nierealistyczna. Kluczowe jest, aby zdać sobie sprawę, że ten „wybór” jest znacznie bardziej odczuwalny w dyskusjach geopolitycznych niż w operacyjnej rzeczywistości. Logika, według której trasy są odczytywane geopolitcznie, różni się od logiki ich faktycznego funkcjonowania.
Gyumri–Kars i Kars–Iğdır–Dilucu

Dla operatorów handlowych kalkulacja opłacalności jest kluczowa, i pod tym względem inne trasy mogą okazać się bardziej konkurencyjne. Jeśli połączenia regionalne się rozwiną, operatorzy będą mieli prawdziwe menu do przemieszczania towarów na wschód i zachód: przez Gruzję, przez centralną Armenię, przez południową Armenię i tak dalej. Obfitość opcji, a nie jedna kontrowersyjna arteria, jest bardziej prawdopodobnym — i bardziej pożądanym — wynikiem.
AK: Eksperci nie zgadzają się, czy Południowy Kaukaz powinien być postrzegany jako spójny region, czy po prostu jako trzy odrębne trajektorie polityczne. Czy w końcu otwiera się „okno możliwości”, aby wypełnić lukę w trilateralnej współpracy? Nasz Journal od dawna popiera projekty wspierające współpracę regionalną, a ostatnio bada Grupę Wyszehradzką jako model. Wiarygodność tego modelu potwierdzili zarówno eksperci z Europy Środkowej, jak i Gruzji w naszych serii webinarów, a jednocześnie, podobny pogląd na znaczenie V4 pojawił się w niedawnym artykule Rusifa Huseynova. Jakie jest twoje zdanie? Czy uważasz, że pomysł trójstruktury Południowego Kaukazu jest „w powietrzu”?
Z pewnością jest więcej przestrzeni na regionalizm, teraz gdy jeden z głównych hamulców, konflikt o Górski Karabach, został wyeliminowany z tabeli. Pomysł jest w powietrzu. Jednak sposób jego realizacji prawdopodobnie będzie różnił się od modeli węgierskiego czy bałtyckiego. Pomimo bliskości geograficznej, państwa Południowego Kaukazu nie mają w pełni zbieżnych priorytetów zagranicznych i bezpieczeństwa. Na powierzchni może się wydawać, że tak jest, ale głębiej te priorytety się rozchodzą.
Dla Azerbejdżanu rola w polityce wewnątrzeurazjatyckiej poprzez różne instytucje jest nieco sprzeczna z coraz bardziej proeuropejską orientacją wyrażaną w Armenii. Z jednej strony, zarówno Armenia, jak i Azerbejdżan odchodzą od Rosji; z drugiej, Tbilisi dąży do bardziej pragmatycznych relacji z Moskwą — co samo w sobie nie oznacza, że Erywań czy Baku odrzucają ten koncept całkowicie. Chodzi o to, że percepcje zagrożenia i bezpieczeństwa naprawdę się różnią w trzech krajach. To sprawia, że głęboko zintegrowany, instytucjonalny regionalizm obejmujący politykę zagraniczną i bezpieczeństwo jest bardzo trudny do wyobrażenia.
Połączenia mogą służyć jako ogólne pojęcie. Bardziej pragmatyczny, oparty na gospodarce projekt mógłby uczynić trojką Południowego Kaukazu znacznie bardziej zintegrowaną, niż kiedykolwiek polityczny. Obecnie największą uwagę zwraca się na połączenie Armenia–Azerbejdżan, ale w skali regionalnej to właśnie połączenie Gruzji z Azerbejdżanem ma już znaczenie globalne, a nawet hipotetycznie, połączenie Armenia–Azerbejdżan będzie znacznie opóźnione w porównaniu z istniejącym połączeniem azerbejdżańsko-gruzińskim. Na razie regionalizm oparty na gospodarce jest po prostu bardziej wykonalny i bardziej osiągalny niż ten polityczny.             Caucasian Journal   AK: Dziękuję bardzo!Śledź Caucasian Journal: