Odwrócenie polityzacji, zachowanie ciągłości? Co nam mówią wyniki wyborów związkowych

Kapitál
Odwrócenie polityzacji, zachowanie ciągłości? Co nam mówią wyniki wyborów związkowych

W zeszłym tygodniu odbył się 12. zjazd Konfederacji Związków Zawodowych Republiki Słowackiej (KOZ). Większą uwagę publiczną przyciągnęła głównie kandydatura Branislava Ondruša na stanowisko prezydenta. Ondruš, jako poseł do Parlamentu Europejskiego z partii Hlas, wcześniej również związany z Smerem, wywoływał kontrowersje. Działo się to dodatkowo w kontekście jednego z ważnych wyników poprzedniego czteroletniego okresu, kiedy KOZ w końcu udało się wypowiedzieć starą i praktycznie niefunkcjonującą umowę o współpracy ze Smerem.

W zeszłym tygodniu odbył się 12. zjazd Konfederacji Związków Zawodowych Republiki Słowackiej (KOZ). Większą uwagę publiczną przyciągnęła głównie kandydatura Branislava Ondruša na stanowisko prezydenta. Ondruš, jako poseł do Parlamentu Europejskiego z partii Hlas, wcześniej również związany z Smerem, wywoływał kontrowersje. Działo się tak dodatkowo w kontekście jednego z ważnych wyników poprzedniego czteroletniego okresu, kiedy KOZ w końcu udało się wypowiedzieć starą i praktycznie niefunkcjonującą umowę o współpracy ze Smerem.

Porażka Ondruša i pytanie o polityzację

Ondruš ostatecznie przegrał zaledwie. Z 158 głosów delegatów zdobył 71, wobec 81 głosów dla Moniki Uhlerovej, która tym samym obroniła swoje stanowisko. Na stanowisko wiceprezesa udało się zdobyć Milana Kuruca, znanego również z projektu Pracująca bieda, który w stosunku 81:73 pokonał dotychczasową dwójkę konfederacji, Františka Gajdoša. Okazało się, że Ondruš popełnił błąd w niejasnej komunikacji dotyczącej swojego członkostwa w związkach zawodowych. Nie można mu zarzucić, że od lat autentycznie zajmuje się tematami pracy i ochrony pracujących. Jego kandydaturę znacząco wzmocniła także współpraca z Kuruciem, który oprócz działalności aktywisty prawa pracy, sprawdził się już również bezpośrednio w ruchu związkowym.

Ogólnie najbardziej zarzucano Ondrušowi polityzację związków. Niektórzy dziennikarze i politycy komentowali to nawet z konspiracyjnym zabarwieniem jako próbę obecnej koalicji odwrócenia układu w związkach i rzekome ich ponownego przejęcia. Uważam jednak, że to nadinterpretacja. Można słusznie przypuszczać, że pod kierownictwem Ondruša negocjacje z rządem prawdopodobnie nie przebiegałyby w sposób znacząco konfrontacyjny. To jednak jeszcze nie oznacza automatycznie politycznego przejęcia ruchu związkowego.

Istotny jest bowiem jego zdecentralizowany charakter. Chociaż większość ludzi przy pojęciu związków zawodowych wyobraża sobie głównie KOZ, decydującą władzę organizacyjną mają związki zawodowe i podstawowe organizacje na stanowiskach pracy. To właśnie na tym poziomie decyduje się o negocjacjach zbiorowych i ewentualnych protestach lub strajkach. Wiąże się to z modelem finansowania, który na Słowacji różni się od modelu wielu europejskich państw, gdzie kasę, a tym samym większą władzę decyzyjną, trzymają właśnie centrale związkowe. Kandydatura Ondruša była więc dla mnie raczej wyrazem jego osobistych ambicji.

W każdym razie, tak często podkreślaną i często domagającą się apolitycznością związków jest bezsens. Związki, jeśli nie mówimy o ich żółtej formie, są z natury wysoce politycznym aktorem. Po doświadczeniach z poprzednim reżimem mówimy jednak o rozsądnej żądaniu apolityczności. Nawet słynny układ ze Smerem należy postrzegać w kontekstach historycznych, w których istniało wiele rozsądnych argumentów za jego przyjęciem. W międzywojennym Czechosłowacji praktycznie każda partia miała „swoje” związki. Podobnie dziś w niektórych europejskich krajach funkcjonują politycznie afiliowane centrale związkowe, których jest zazwyczaj więcej. W naszym kontekście rozsądne jest domaganie się apolityczności, która wyeliminowałaby obraz związków jako automatycznego sojusznika jednej partii. Jednocześnie jednak związki muszą mieć możliwość współpracy z podmiotami politycznymi, które są gotowe realizować postulaty pracujących.

Ograniczenia podejścia „załatwiacza”

Pytanie o niezależność partyjną nie było jednak jedynym kryterium oceny. Jeśli chodzi o przedstawioną agendę, tandem Ondruš – Kuruc był aż nadto skoncentrowany na legalistycznym podejściu. Chociaż starali się to wyjaśniać i argumentacja w wielu punktach miała sens, nie udało im się całkowicie pozbyć obrazu przedstawicieli związkowych jako „załatwiaczy”, którzy mają wywalczyć korzyści dla członków poprzez zakulisowe negocjacje z rządem. W przypadku Kuruca ten nacisk jest tym bardziej zaskakujący, że model serwisowy związków sam otwarcie krytykował i jednoznacznie opowiadał się za organizowaniem i aktywnym zaangażowaniem członków.

Ograniczenia tego na Słowacji od dawna dominującego podejścia są jasne. Tworzy hierarchiczny i serwisowy model, który może przynosić realne rezultaty, ale jednocześnie osłabia potencjał mobilizacyjny samej podstawy członkowskiej. Członkowie mogą postrzegać związki raczej jako dostawców usług niż jako organizację opartą na własnej aktywności członków. Taki model wzmacnia także indywidualistyczne rozwiązania problemów pracy i osłabia sam źródło siły związkowej – kolektywne działanie pracujących. Konsekwencje tego podejścia są widoczne do dziś w zakresie zdolności do działań związkowych, zwłaszcza jeśli chodzi o akcje zbiorowe. Bez regularnego zaangażowania podstawy członkowskiej maleje chęć pracowników do publicznego poparcia postulatów związkowych, czy to poprzez udział w demonstracji, czy też włączenie się do strajku.

Legalistyczne podejście jest także zbyt mocno powiązane z cyklem wyborczym. Podczas gdy bardziej przychylny związkom rząd coś przyjmie, nadchodzący, inaczej zorientowany rząd może to dość łatwo odwrócić. Ciągła władza związkowa, wynikająca z własnej aktywności, nie może być zastąpiona przez lobbing legislacyjny. To nie znaczy, że nie ma swojego miejsca, raczej chodzi o proporcje i ich relację do budowania organizacji związkowej. W jednym z przedwyborczych podcastów wspomniałem nawet ideę tzw. organizowania, czyli systematycznego budowania struktur związkowych poprzez aktywny nabór członków, identyfikację problemów na stanowiskach pracy i angażowanie pracowników w działania zbiorowe. Również w ramach Związku Zawodowego Energetyki i Chemii, z którego pochodzi Kuruc, odbywały się inspirujące działania organizacyjne. Taki podejście jest ważne także dlatego, że zdolność słowackich pracujących do rozpoznawania i kolektywnego realizowania wspólnych interesów pozostaje dość słaba.

Ważne jest jednak, że nawet przemyślane i fachowo poparte działania legislacyjne mają znaczenie, na przykład przy wzmacnianiu ochrony funkcjonariuszy związkowych, ponieważ możliwość reprezentowania pracowników bez obaw o utratę pracy bezpośrednio wpływa na funkcjonowanie podstawowych organizacji. Pomimo niedawno przyjętej legislacji, na której mieli udział także Ondruš i Kuruc, utrzymujący się problem nielegalnego zwalniania związkowców potwierdza obecny przykład: państwowe koleje zwolniły przewodniczącą związku na stacji w Spišskej Novej Vsi mimo sprzeciwu organizacji związkowej.

Ostatecznie, aktywne komentowanie projektów legislacyjnych i składanie własnych propozycji to standardowe działania konfederacji związkowej, szczególnie na forum tripartyty. Praca legislacyjna i dialog społeczny nie są więc same w sobie problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynają zastępować budowanie siły związkowej od dołu.

Potrzeba zachowania ciągłości

W ocenie wyniku XI. zjazdu sprzed czterech lat pozytywnie postrzegałem fakt, że ówczesny zwycięski tandem Uhlerová – Gajdoš wprowadził program odpowiadający wyzwaniom XXI wieku w obszarze pracy. Chodziło na przykład o wpływy digitalizacji, automatyzacji i zmian klimatycznych czy nacisk na nowe formy pracy. Żadna z tych tematów nie straciła na aktualności. Również rezolucja obecnego zjazdu na nie nawiązuje, kładąc nacisk na przyszłość pracy, rozwój podstawy członkowskiej, nowoczesne narzędzia organizacji i wzmacnianie negocjacji zbiorowych. W programowym wymiarze jest to więc kontynuacja i rozszerzenie obranej ścieżki.

Oprócz pozbycia się politycznej etykiety Smeru, KOZ udało się poprawić także wizerunek medialny i społeczny związków, co zauważyło wielu aktorów, którzy do tej pory postrzegali związki raczej negatywnie. W kontekście postsocjalistycznym, gdzie związki od dawna nie miały najlepszej opinii, jest to niebagatelny wynik. Jednocześnie obowiązuje zasada, że związki nie zbudują zaufania członków tylko poprzez komentowanie dużych tematów społecznych. Podstawą ich codziennej pracy musi pozostać rozwiązywanie konkretnych problemów na stanowiskach pracy.

To, że ten obraz zasadniczo się nie zmienił i nie można tworzyć negatywnego obrazu związków poprzez ich prawdziwą lub tylko domniemaną polityzację (bo nie dotyczy to także częstego twierdzenia, że „związki za Smeru nigdy nie strajkowały”; rzeczywistość była zawsze bardziej złożona), jest pozytywne. Rozpoczęta droga, charakteryzująca się porzuceniem wiążącej umowy i pewniejszym występowaniem, jest pozytywna. Oczywiście, nadal obowiązuje, że rozsądna ad hoc współpraca na poszczególnych tematach z partiami politycznymi ma sens i nie jest niczym negatywnym.

Napisałem to cztery lata temu i nadal jest to prawdą: nie wystarczy tylko zmiana na czołowych stanowiskach, a w tym przypadku raczej kontynuacja. Ważne jest także zarządzanie w ramach kolejnych, niższych struktur związkowych i aktywne zaangażowanie samej podstawy członkowskiej. Prawdziwym wyzwaniem nie będzie więc przyjęcie kolejnych dokumentów programowych ani projektów legislacyjnych, lecz to, czy uda się przekształcić deklarowane priorytety w silniejsze związki, aktywne członkostwo i zdolność do kolektywnego działania.

Autor jest historykiem

Tekst powstał przy wsparciu Friedrich Ebert Stiftung, przedstawicielstwa w Słowackiej Republice