Białoruski nuclearny pętla

Green European Journal
Białoruski nuclearny pętla

Czterdzieści lat po największej na świecie katastrofie wywołanej przez człowieka w Elektrowni Jądrowej Czarnobyl, Białoruś agresywnie rozwija swoje ambicje nuklearne, deklarując gotowość do budowy drugiej elektrowni. To przedsięwzięcie jest finansowane i nadzorowane przez Rosję, która już sfinansowała dwa reaktory w Ostrowcu i planuje trzeci. Ale jak to się stało, że kraj najbardziej dotknięty katastrofą w Czarnobylu zaczął akceptować „pokojowy atom” i dlaczego aktywiści antynuklearni nie zdołali powstrzymać tej trajektorii?

Czterdzieści lat po największej na świecie katastrofie wywołanej przez człowieka w Elektrowni Jądrowej Czarnobyl, Białoruś agresywnie rozwija swoje ambicje nuklearne, deklarując gotowość do budowy drugiej elektrowni. Ten wysiłek jest finansowany i zarządzany przez Rosję, która już sfinansowała dwa reaktory w Ostrowcu i planuje trzeci. Ale jak to się stało, że naród, który najbardziej ucierpiał z powodu katastrofy w Czarnobylu, zaczął popierać „pokojową atom”, i dlaczego aktywiści antynuklearni nie zdołali zatrzymać tej trajektorii?

Eksplozja w Czarnobylu 26 kwietnia 1986 roku pozostawiła Białoruś jako główny „cel” radioaktywnego chmury. Ze względu na dominujące wiatry w bezpośrednich następstwach katastrofy, około 35 procent całego opadu cez-137 w Europie spadło na białoruską ziemię, mimo że elektrownia znajdowała się na Ukrainie.

Promieniowanie zmusiło do ewakuacji 470 wsi i miast. Niektóre zostały dosłownie pogrzebane – domy i budynki gospodarcze zrównane z ziemią, aby zawczasu ograniczyć wysokie dawki promieniowania. Szacuje się, że od 140 000 do 300 000 Białorusinów opuściło swoje domy na zawsze; niektórzy uciekli dobrowolnie, inni zostali przymusowo przesiedleni przez państwo.

Władze białoruskie musiały także wycofać z użytkowania 2640 km² ziem rolnych – obszar większy niż terytorium Luksemburga. Promieniowanie skażyło ponad 20 procent białoruskich gruntów rolnych, na zawsze zmieniając strukturę gospodarczą niegdyś głównie rolniczego kraju. Ćwierć białoruskich lasów wchłonęła niebezpieczne radionuklidy jak gąbka, co czyni zbieranie jagód, grzybów i korzystanie z drewna opałowego niebezpiecznym nawet po czterech dekadach.

W pierwszej dekadzie po katastrofie Białoruś doświadczyła bezprecedensowego wzrostu zachorowań na raka tarczycy, szczególnie w regionach Homel i Brześć. Liczba przypadków wśród dzieci wzrosła dziesięciokrotnie – bezpośredni skutek „szoku jodowego” wywołanego przez ukrywanie katastrofy przez władze sowieckie podczas obchodów Dnia Pracy na zewnątrz.

Obecnie, dane oficjalne sugerują, że jedna na dziesięć Białorusinów – w tym 180 000 dzieci – nadal mieszka na terenach skażonych promieniowaniem. Ich ciała codziennie narażone są na niskie dawki promieniowania poprzez lokalną żywność i środowisko.

W międzyczasie, propaganda państwowa zaczęła „zapominać” o Czarnobylu, przedstawiając jego skutki jako wydarzenie historyczne, które zostało pomyślnie przezwyciężone. Programy pomocy zostały ograniczone, a świadczenia dla „likwidatorów” (pracowników ratunkowych) cofnięte. Dziś Białoruś ora ziemię, którą kiedyś uznawano za skażoną, wypasa na niej bydło i zbiera drewno z radioaktywnych lasów na eksport. Oficjalne statystyki zdrowotne nie łączą już chorób tarczycy ani nowotworów z katastrofą z 1986 roku. Białorusinom mówi się, że promieniowanie nie stanowi już zagrożenia – a nawet może być korzystne. Jednak ostrzeżenia można nadal znaleźć między wierszami specjalistycznych czasopism, które na przykład nadal doradzają rybakom, jak gotować ryby mogące zawierać cez-137.

Geopolityczna smycz Kremla

Pomimo zbiorowej traumy Czarnobyla, prezydent Aleksander Łukaszenko zdecydował się na budowę pierwszej białoruskiej elektrowni jądrowej w 2008 roku. Reżim promował ją jako nowoczesny, bezpieczny projekt, który zapewni Białorusi niezależność energetyczną i tani prąd.

Przecząc oczekiwaniom, wybrano lokalizację nie w już skażonych strefach, lecz w Ostrowcu, czystym obszarze blisko granicy z Litwą (członkiem UE i NATO). W pogodny dzień wieże chłodnicze Białoruskiej Elektrowni Jądrowej (BelNPP) w Ostrowcu są widoczne z Góry Gedimina w Wilnie.

Brakując technologii i kapitału do samodzielnego ukończenia projektu, Łukaszenko zwrócił się do Rosji po pożyczkę w wysokości 10 miliardów dolarów. Jak przewidywano, rosyjskie państwowe przedsiębiorstwo jądrowe Rosatom zostało głównym wykonawcą. Budowa była pełna skandali: pierwszy reaktor został upuszczony podczas instalacji, a drugi uszkodzony podczas transportu kolejowego. Mimo to, elektrownia została oficjalnie otwarta w listopadzie 2020 roku, z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej, w typowym sowieckim stylu.

Podczas ceremonii Łukaszenko stwierdził: „Za chwilę minie trochę czasu, i w pełni uświadomimy sobie, jak wielkie osiągnięcie dokonaliśmy dzięki wsparciu naszych starszych braci... Nie żartuję, mówiąc że od nauki, jak to zrobić, powinniśmy zbudować drugi reaktor.”

Jednak kolejne lata przyniosły awarie techniczne i nieplanowane wyłączenia. Sześć lat po uruchomieniu eksperci zauważają, że elektrownia nie dostarcza tańszej energii; wręcz ceny energii w Białorusi wzrosły. Co więcej, kraj stoi teraz przed ogromnym wydatkiem na budowę własnego magazynu zużytego paliwa jądrowego.

Brak dopasowania w strategii energetycznej Białorusi stał się wyraźny w 2024 roku. Według ministerstwa energii, pełne przyjęcie produkcji dwóch jednostek jądrowych wymagałoby rocznego wzrostu zapotrzebowania o 18,5 miliarda kWh. Jednak w ciągu ostatnich pięciu lat kraj zużył zaledwie 6 miliardów kWh więcej, więc projekt stał się białym słoniem. Aby uczynić BelNPP opłacalnym, kraj musiałby w jednym roku zużyć tyle, ile elektrownia wyprodukowała w sumie przez ostatnie pięć lat.

W efekcie, Białoruś została de facto postawiona na geopolitycznej smyczy o wartości 10 miliardów dolarów. „Energia jest kręgosłupem gospodarki, a w tym jesteśmy zależni od Rosji,” zauważa Irina Sukhiy, aktywistka antynuklearna i ekspertka z Zielonego Sojuszu Białorusi, który zrzesza białoruskie NGO, ekspertów, społeczności lokalne i aktywistów. „Jeśli nasi wschodni sąsiedzi zdecydują, mogą odciąć gaz albo wstrzymać dostawy paliwa jądrowego.”

Znikające nadzieje na eksport

W lutym 2025 roku trzy państwa bałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia) oficjalnie odłączyły się od sieci BRELL (łączącej Białoruś, Rosję, Estonię, Łotwę, Litwę) i rozpoczęły demontaż infrastruktury na swoich granicach z Białorusią i rosyjskim eksklawem Kalingrad.

„Nie mamy już powiązań z Rosją i Białorusią; system energetyczny jest w naszych rękach,” zadeklarował litewski minister energii Žygimantas Vaičiūnas. Ta synchronizacja z Europą kontynentalną, przyspieszona przez wojnę Rosji na Ukrainie, poważnie uderzyła w ambicje eksportowe Mińska. Litwa, niegdyś główny hub dla białoruskiego prądu, nie tylko zamknęła granice, ale także prawnie zakazała zakupu energii z Ostrowca.

Rok wcześniej, litewski regulator bezpieczeństwa jądrowego, VATESI, wydał oficjalny nakaz Ministerstwu Sytuacji Nadzwyczajnych Białorusi, domagając się wstrzymania pracy BelNPP do czasu pełnego rozwiązania wszystkich kwestii bezpieczeństwa. VATESI podkreślił, że od początku projektu Mińsk priorytetowo traktował szybkie budowanie i uruchomienie, zaniedbując rygorystyczną kontrolę jakości – co jest szczególnie niepokojące dla obiektu położonego zaledwie 40 kilometrów od Wilna. „Ten nieodpowiedzialny sposób postępowania coraz częściej objawia się częstymi nieplanowanymi wyłączeniami i wahaniami mocy,” zauważył regulator, sugerując, że takie systemowe niestabilności były prawdopodobnie pomijane lub ignorowane podczas kluczowych faz budowy i instalacji.

Poza awariami technicznymi, VATESI oskarżył reżim białoruski o systemową nieprzejrzystość. Regulator twierdzi, że Mińsk konsekwentnie ukrywa kluczowe dane dotyczące niestabilnej pracy BelNPP, awaryjnych wyłączeń i długotrwałych okresów konserwacji. Zamiast akceptować niejasne oficjalne wyjaśnienia, władze litewskie domagają się pełnej jawności w zakresie limitów emisji radionuklidów, publikacji wszystkich zaleceń międzynarodowych misji ekspertów oraz przejrzystych raportów z ich realizacji. Takie dane, twierdzi regulator, są niezbędne do dokładnego modelowania i prognozowania potencjalnych wycieków radioaktywnych w przypadku poważnego wypadku.

W międzyczasie, Mińsk nie wykazuje oznak spowolnienia swojego rozwoju nuklearnego. Po uruchomieniu w 2023 roku drugiej jednostki w Ostrowcu, reżim zapowiedział dalszy rozwój w 2025 roku z planami na trzeci reaktor. Według ministra energii Denisa Moroz, nowa jednostka ma zacząć działać między 2035 a 2038 rokiem. Ta trajektoria spotkała się z ostrą krytyką ze strony Wilna. Doradca prezydenta Litwy, Deividas Matulionis, powiedział, że trzeci reaktor stanowi jakościowy skok w poziomie zagrożenia regionalnego. Ostrzegł, że choć dwa pierwsze reaktory już są poważnym źródłem niepokoju, dalsza rozbudowa będzie stanowić jeszcze większe wyzwanie dla bezpieczeństwa.

Z kolei Evgeny Makarchuk, ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego z Międzynarodowej Sieci Strategicznych Działań na rzecz Bezpieczeństwa, zauważa, że to stanowisko pozbawiło Białoruś dostępu do rynku wymiany energii Nord Pool. Przy innych warunkach politycznych, Białoruś mogłaby eksportować do 2,1 miliarda kWh rocznie, generując przy tym 230 milionów euro dochodu. Zamiast tego, BelNPP produkuje ogromne nadwyżki energii, które nie mają gdzie sprzedać. Ukraina jest zamknięta z powodu wojny, a Polska utrzymuje surowy reżim sankcji. Chociaż te nadwyżki teoretycznie mogłyby płynąć na wschód, sama Rosja cierpi na nadmiar mocy i nie potrzebuje białoruskich kilowatów po cenach rynkowych.

„Strategiczna izolacja skutecznie zamieniła Białoruś w energetyczną wyspę,” zauważa Sukhiy. Elektrownia w Ostrowcu pierwotnie miała być opłacalną drogą do rynków zachodnich, ale upadek sieci BRELL zamienił ją w strukturę bez wyjścia. Zamiast mostu do Europy, obiekt funkcjonuje teraz jako odizolowany aktyw, działający wyłącznie w ramach szeroko pojętych manewrów energetyczno-politycznych Kremla.

Zacieśnianie kontroli

Incydenty techniczne w elektrowni w Ostrowcu wywołały w Europie obawy, czy Mińsk wyciągnął wnioski z Czarnobyla. Tajemniczość reżimu i brak niezależnego monitorowania tylko pogłębiają atmosferę nieufności między Białorusią a jej sąsiadami.

Napięcie jeszcze wzrosło pod koniec 2025 roku, gdy rosyjskie ministerstwo obrony ogłosiło rozmieszczenie w Białorusi systemu rakiet hypersonicznych Oreshnik zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych. Łukaszenko przedstawił ten krok jako środek zapewniający bezpieczeństwo Białorusi.

Zgodnie z oceną zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego Litwy, BelNPP stała się teraz głównym elementem regionalnego zagrożenia. Rozmieszczenie systemu rakiet Oreshnik i taktycznej broni jądrowej w Białorusi skutecznie zamazuje granice między cywilną produkcją energii a agresywną strategią militarną. Wywiad litewski podkreśla, że trwała nieprzejrzystość dotycząca operacji elektrowni i planowanej rozbudowy jest wykorzystywana jako psychologiczna broń przeciwko Wilnu.

Poza kwestiami bezpieczeństwa, urzędnicy postrzegają rosyjskiego giganta państwowego, Rosatom, jako narzędzie wpływu geopolitycznego.

Belarus został de facto postawiony na geopolitycznej smyczy o wartości 10 miliardów dolarów.

(R)ewolucja, która nigdy się nie wydarzyła

Obecnie, BelNPP stała się pomnikiem reżimu autorytarnego na Białorusi. Dmitry Kuchuk, doradca ds. polityki środowiskowej byłego lidera opozycji Swiatłany Cichanouskiej, uważa, że jest to problem, który przyszłość musi rozwiązać. „Nie można po prostu przełączyć switcha i natychmiast zamknąć elektrownię. Potrzebny będzie poważny audyt stanu i bezpieczeństwa obiektu, zanim zdecydujemy o jego losie,” mówi. Jako były lider Białoruskiej Partii Zielonych, Kuchuk osobiście opowiada się za zamknięciem elektrowni: „Im szybciej, tym lepiej dla budżetu i rozwoju kraju.”

Jednak rząd białoruski zignorował ostrzeżenia ekspertów i aktywistów ekologicznych. „Białorusini są zdecydowanie przeciwni energii jądrowej, i trzeba zrozumieć, że decyzja o budowie elektrowni została podjęta wyłącznie przez Łukaszenkę. Ignorował nawet własną Akademię Nauk, której eksperci argumentowali, że kraj po prostu nie potrzebuje takiej elektrowni i że istniejące moce są wystarczające,” mówi Kuchuk.

Na początku, władze białoruskie sygnalizowały zmianę na rzecz rozwoju odnawialnych źródeł energii. W 2010 roku uchwalono ustawę o odnawialnych źródłach energii (RES), której celem było zachęcanie producentów i udzielanie ulg podatkowych. Jednak późniejsza zmiana na kierunek energii jądrowej skutecznie zatrzymała rozwój odnawialnych źródeł.

W 2018 roku, badanie zatytułowane „Rewolucja energetyczna”, wspierane przez Fundację Heinricha Bölla, wykazało, że Białoruś ma potencjał osiągnięcia 92 procent energii odnawialnej do 2050 roku. Raport rozważał dwa scenariusze. Pierwszy opierał się na istniejących strategiach państwowych, które priorytetowo traktowały gaz ziemny i rozbudowę energii jądrowej. Drugi to „rewolucyjny” scenariusz skoncentrowany na agresywnym rozwoju energii słonecznej i wiatrowej. „Nasze badania pokazały, że Białoruś posiada wystarczający potencjał, by przejść na 92 procent energii odnawialnej do 2050 roku. I to na podstawie technologii dostępnych jeszcze w 2018 roku,” mówi Sukhiy z Zielonego Sojuszu Białorusi. „Oczywiście, taka transformacja wymaga dużych inwestycji początkowych. Jednak te kalkulacje pokazują, że na dłuższą metę ta ścieżka jest bardziej opłacalna niż wybrana przez państwo.”

Symboliczne jest, że pierwsza białoruska turbina wiatrowa – jednostka Nordex o mocy 250 kW, mająca 50 metrów wysokości – pojawiła się w 2000 roku jako część projektu wspierającego przesiedleńców z rejonu Czarnobyla. Została zainstalowana w pobliżu wsi Stakhoutsy, blisko jeziora Narach, w najbardziej dziewiczym regionie kraju. Drogą, jest zaledwie 60 kilometrów od BelNPP – a jeszcze bliżej z lotu ptaka.

Droga do zielonej przyszłości

Obywatelskie społeczeństwo Białorusi, obecnie w dużej mierze działające za granicą, przemyśla bezpieczeństwo narodowe i regionalne przez pryzmat energii. „Nie można zbudować wolnego państwa, jeśli jego „serce energetyczne” działa na obcą benzynę, jest obsługiwane przez obcych specjalistów i obciążone obcym długiem,” głosi Sukhiy.

„Tworząc wizję zielonej Białorusi i pracując nad zieloną transformacją, kładziemy fundamenty pod niezależność Białorusi, zmniejszamy jej krytyczną zależność od rosyjskich zasobów energetycznych i zapewniamy, że Białoruś stanie się nowoczesnym krajem, a nie pozostanie w przeszłości,” dodaje.

Historia Europy Środkowej i Wschodniej po komunizmie sugeruje, że podczas każdej demokratycznej transformacji Moskwa może próbować zdusić reformy, „wyłączając kurek”. W 2006 roku, po „Rewolucji Pomarańczowej”, która przyniosła władzę prozachodniemu rządowi na Ukrainie, napięcia między Moskwą a Kijowem nasiliły się. Gazprom odcięło dostawy gazu na Ukrainę po sporze o ceny i długi. Kolejny incydent miał miejsce w 2009 roku, gdy Rosja wstrzymała wszystkie przepływy gazu przez Ukrainę do Europy.

Na Mołdawii, po dojściu do władzy sił proeuropejskich w 2020-2021, Rosja gwałtownie podniosła ceny gazu, zmuszając Kiszyniów do poszukiwania nowych dostawców, w tym w Rumunii i innych krajach UE. Kryzys ten był wyraźnym narzędziem presji politycznej.

Jednak według eksperta ds. bezpieczeństwa energetycznego Makarchuka, „to nie oznacza, że przyszłość jest z góry przesądzona. Kryzysy pojawiają się tam, gdzie brakuje przygotowania. Jeśli zaczniemy działać już teraz, można złagodzić ich skutki i uniknąć katastrof dla ludzi i gospodarki.”

Aby to osiągnąć, Białoruś będzie musiała podjąć szereg kluczowych decyzji strategicznych w pierwszych godzinach swojej prawdziwej niepodległości od Kremla. Dywersyfikacja rynku energii i odejście od całkowitej zależności od rosyjskich źródeł energii muszą stać się warunkiem koniecznym dla przyszłej demokratycznej transformacji.

„Technicznie widzę możliwości całkowitego zerwania naszej zależności od Rosji. Mamy własne rafinerie zdolne do przetwarzania do 24 milionów ton ropy, podczas gdy nasz rynek krajowy potrzebuje tylko sześciu milionów ton. Oszacowaliśmy naszą zdolność importu ropy: około 1,5 miliona ton można pozyskać z Litwy, a około dwa miliony z Polski. Wszystko to można przetworzyć na benzynę, olej napędowy i mazut. Ponadto, surową ropę i produkty naftowe można importować koleją,” zauważa Makarchuk.

Ostatecznie, zapewnienie suwerennej przyszłości Białorusi zależy od trwałej solidarności i strategicznej współpracy między jej sąsiadami. Ta droga nie może być podjęta w izolacji; wymaga skoordynowanych działań regionalnych i silnego wsparcia szerokiej społeczności europejskiej, aby przemienić niezależność energetyczną Białorusi z narodowego marzenia w filar bezpieczeństwa europejskiego.

To będzie trudne, biorąc pod uwagę, że Białoruś opowiedziała się po stronie Rosji, oddalając się od sąsiadów i alienując ich. Jednak eksperci nie będą nalegać na zieloną transformację Białorusi. „Twierdzenie, że Białoruś nie może istnieć bez rosyjskiej ropy i gazu, nie jest do końca prawdziwe. Tak, stawki są wysokie: w 2023 roku różnica między preferencyjnymi cenami rosyjskiego gazu a cenami rynkowymi wyniosła 4,2 miliarda dolarów. Jednak przy rozsądnej polityce, starannym przygotowaniu i dywersyfikacji dostaw, kryzys można pokonać. Nie musi to być katastrofa dla narodu białoruskiego,” dodaje Makarchuk.

Jeśli chodzi o elektrownię w Ostrowcu, eksperci zgadzają się, że jej obecność podczas transformacji Białorusi pomoże zrównoważyć system energetyczny kraju. Jednak na dłuższą metę, Białoruś może zaspokoić swoje potrzeby energetyczne bez tej elektrowni, szczególnie biorąc pod uwagę silny potencjał rozwoju odnawialnych źródeł energii. Czy jednak istnieje polityczna wola do takiej dużej zmiany, to już inna kwestia.