„Wszystkie wojny nas dotyczą.“ Jak młodzi ludzie w Czechach i na Słowacji postrzegają wojnę

Kapitál
„Wszystkie wojny nas dotyczą.“ Jak młodzi ludzie w Czechach i na Słowacji postrzegają wojnę

Jak młodzi ludzie postrzegają współczesny świat pełen niepewności, przemocy i konfliktów? Co oznacza solidarność i jak możemy ją okazać w czasach, gdy stary świat odchodzi, a nowy jeszcze się nie narodził? Odpowiedzi na te pytania ujawniają ich osobiste i zbiorowe strategie przetrwania.

„Już lepiej niż teraz nie będę się mieć w życiu,” pisze artysta Martin (25) o dziele na okładce. „Jestem młody, zdrowy, studiuję na szkole, która mnie cieszy, mam dobry kontakt z rodziną i dziewczyną, którą kocham. Płacę niskie czynsze, mam dużo wolnego czasu i dostęp do wody pitnej,” kontynuuje. Obraz Martina ukazuje jego pokój studencki jako wspomnienie okresu, gdy w życiu niewiele mu brakowało. „Uświadamiam sobie, że wszystkie rzeczy na obrazie mogą zniknąć, a niektóre z nich ostatecznie znikną,” wyraża poczucie niepewności charakterystyczne dla współczesnego młodego pokolenia. 

Znajdujemy się w jakimś limbo, gdy „stary świat umiera, a nowy jeszcze się nie narodził”. Na tę myśl Gramscie nawiązuje słovinska filozofka Alenka Zupančič, która dostrzega w niej paralelę ze współczesnym rozpadem porządku światowego. Idea prawa międzynarodowego miała zapewnić, że nawet silne państwa podlegają wspólnym regułom. Pomimo niedoskonałości była ważnym gwarantem globalnej stabilności. Dziś jednak symboliczną moc prawa zastępuje bezpośrednia władza, dzięki której niektórzy aktorzy ustalają zasady zamiast się im podporządkować.

To zmienia wyobrażenie o świecie, w którym dorastałam. Długi okres pokoju w Europie stworzył poczucie, że zbrojne konflikty to raczej pozostałość przeszłości. Po zakończeniu zimnej wojny odziedziczyliśmy wizję zglobalizowanego świata opartego na trwałym pokoju i międzynarodowej współpracy. Wychowywaliśmy się w przekonaniu, że przemoc, kolonializm i hierarchie władzy, które kształtowały świat, należą do przeszłości. Dziś jednak wojna ponownie wkracza do europejskiej rzeczywistości i wstrząsa poczuciem bezpieczeństwa, do którego się przyzwyczailiśmy.  

Odczarowanie wojny

„Historie, które opowiadamy o sobie, kształtują naszą pamięć i to, jak rozumiemy świat,” pisze libańsko-kanadyjska autorka Céline Semaan w kontekście ustnej pamięci wojny. Urodziła się w roku 1982 podczas bombardowania Bejrutu. Jej mama wybrała francuskie imię jako gwarancję życia na Zachodzie, wiedząc, że wojna tak szybko się nie skończy. Autorka w przedmowie książki A Woman is a School opisuje proces „oduczania się od wojny” (unlearning war) – uwolnienia umysłu od ucisku i nadwładzy, którym są poddani ludzie żyjący w warunkach długotrwałej przemocy. To właśnie w niepewnych warunkach wyobrażenia o własnej tożsamości i przyszłości są uzależnione od tego, jakie historie o sobie i swojej przeszłości opowiadamy. 

Według Semaan ważne jest nieprzyjmowanie narracji uciskających, lecz zachowanie prawdy w piosenkach i opowieściach tych, których historia miała zostać wymazana. Nie oznacza to zaprzeczania przemocy, lecz poszukiwania sposobów, jak nie powielać jej logiki w własnym życiu. „Oduczanie się od wojny oznacza nieprzywiązywanie się do niczego – ani do religii, ani do tożsamości, ani do domu czy majątku, nawet do społeczności. Bo wojna wszystko wymaże. A co z was zostanie, gdy wszystko stracicie?”

Nie chcę udawać, że wiem więcej o wojnie niż ludzie, którzy ją przeżywają, albo ci, którzy o niej od dawna informują. Jedno wiem na pewno: moja pozycja nie jest neutralna, a moje poczucie bezpieczeństwa nie jest darmowe. O tym, jak krytycznie postrzegać tę pozycję, rozmawiałam z moimi rówieśniczkami i rówieśnikami, którzy opisują różne formy zaangażowania, solidarności, aktywizmu i kolektywnego oporu.

Podczas gdy w pierwszej części dwuczęściowej serii opisywałam postawy młodych ludzi wobec obrony narodowej, armii i patriotyzmu, druga część przekracza granice państwa narodowego. Od pytania, jak przygotować się na potencjalną wojnę, przechodzę do tego, co robić w reakcji na przemoc w swoich społecznościach, w relacjach i w codziennym życiu. 

Solidarność z każdym, kto cierpi

„Nie wierzę, że świat jest podzielony na Wschód i Zachód. Wierzę, że jest podzielony na tych, którym wolno niszczyć, i na tych, którzy są zmuszeni znosić tego konsekwencje,” pisze poeta i historyk Karim Wafa-Al Hussaini. Jego słowa otwierają pytanie selektywnej solidarności, czyli sposobu postrzegania cierpienia, które mamy tendencję postrzegać intensywniej, gdy dzieje się geograficznie czy kulturowo blisko nas.

Odrzucenie podziału cierpienia na bliskiedalekie jest jednym z punktów wyjścia inicjatywy Emergency Solidarity Network (ESN), którą w Pradze założyli Kris (27) i Marek (27) wraz z innymi ludźmi. Przed powstaniem ESN byli częścią inicjatywy United for Gaza, ale stopniowo czuli potrzebę rozszerzenia swoich działań poza jeden konflikt czy region. W ciągu niecałych dwóch lat działalności ESN zorganizowało wydarzenia charytatywne na rzecz ludzi w Palestynie, Libanie i na Ukrainie, a  także na wsparcie społeczności romskiej dotkniętej pożarem w Wielkim Szarżu. „Nie chodzi o to, że nie interesują nas lokalni ludzie. Staramy się pomagać każdemu, kto jest w nędzy – bez względu na pochodzenie. Musimy być solidarni z każdym, kto cierpi,” wyjaśniają mi.

Kris przypomina, że „ludzie często mobilizują się dopiero wtedy, gdy cierpienie jest fizycznie blisko”. To uczucie uświadomił sobie w pełni po uruchomieniu rosyjskiej inwazji w lutym 2022. „Byliśmy z przyjaciółmi w domku poza miastem i internetem. Gdy po kilku dniach przeczytaliśmy wiadomości, pamiętam, że ogarnął mnie ogromny strach o życie. Czułem się bezpośrednio zagrożony – znacznie bardziej niż gdy wybuchło w Gazie. I to mnie irytuje! Wszystkie wojny nas dotyczą,” wskazuje na odmienny sposób przeżywania obu konfliktów. 

Kris i Marek, założyciele ESN. Zdjęcie: autorka

Marek zgadza się, że solidarność nie powinna zależeć od narodowości ofiar czy od geopolitycznej bliskości konfliktu. „Ważne jest, aby zwracać uwagę na nadużycia władzy bez względu na to, gdzie do nich dochodzi. Jeśli się tym nie będziemy interesować tylko dlatego, że jest to od nas daleko, pewnego dnia może nas to zemścić,” dodaje. Za ważne uważa również, aby sprzeciw wobec konkretnej agresji nie oznaczał potępienia całego narodu. „Rosyjski państwo nie jest tym samym co wszyscy Rosjanie. Musimy umieć potępić agresora, nie potępiając automatycznie każdego człowieka tylko na podstawie jego pochodzenia.” Właśnie po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie ukazało się, jak łatwo pomylić odpowiedzialność państwa z pochodzeniem jednostki. Podczas gdy czeskie uniwersytety oferowały ukraińskim studentom wolne miejsca czy inną formę wsparcia, rosyjskie studentki i studenci, którzy stracili z powodu wojny źródła finansowania lub nie mogli wrócić do domu, często pozostawali zdani na indywidualną pomoc. 

„Jeśli bronić tylko tych, którzy są nam podobni, nie bronić praw człowieka. Bronić własnej tożsamości,” kontynuuje Marek w rozważaniach o selektywnej solidarności. Podobną dyskusję otwiera kaszmirski pisarz Jalees Hyder, według którego zachodnia solidarność często nie wynika z współczucia, lecz z poczucia winy. Żyjemy w społeczeństwie, które czerpie z konfliktu zyski. Dowodem może być na przykład czeski przemysł zbrojeniowy, zostawiający ślady w wielu regionach dotkniętych konfliktami. Temat ten szerzej omawia magazyn Voxpot lub międzynarodowa organizacja pozarządowa Amnesty International, które od dawna wskazują na systemowe powiązania czeskiej gospodarki z wojennym przemysłem.

Według Hydera, z świadomością tego udziału radzimy sobie poprzez performatywną żałobę, która pozwala nam odczuwać emocjonalne powiązanie z konfliktem, nie biorąc na siebie politycznej odpowiedzialności. „Zamiast działań wybieramy performans,” pisze. Solidarność staje się więc przedmiotem konsumpcji. Czymś, co można dzielić, podziwiać czy estetyzować, ale rzadko przekłada się na prawdziwe działanie.

Świadomie wybieram ignorancję

„Myślałem, jak mogę się zaangażować w obecną sytuację i co zrobić, by miało to dłuższą wartość niż krótkoterminowy gest,” wyjaśnia Teodor (22) powstanie filmu dokumentalnego Ceasefire. Poprzez portret palestyńsko-jordańskiej artystki Nawras mapuje nie tylko poszukiwanie domu i siłę społeczności, ale także ukazuje dynamikę sceny aktywistycznej w Bratysławie i znaczenie międzypokoleniowych przyjaźni. Film miał premierę w Bratysławie na festiwalu Jeden świat 2025 i dzięki sukcesowi w r ramach sieci Queer Cinema for Palestine został wyświetlony już w ponad 60 krajach świata. 

Nawras mieszka na Słowacji, Palestynę nigdy nie odwiedziła. Jej rodzina nosi w sobie doświadczenie wysiedlenia – tak zwaną Nakbę (w przekładzie katastrofa, klęska, pozn. red.) podczas pierwszej wojny arabsko-izraelskiej w roku 1948, w ramach której wysiedlono lub wypędzono około 750 tysięcy mieszkańców i mieszkanek pierwotnej społeczności palestyńskiej. W Jordanii wielu*e z nich znalazło schronienie, ale pozostali bez możliwości powrotu. Izraelski historyk Ilan Pappé w książce Etniczne czyszczenie Palestyny wyjaśnia, że to instytucjonalne zaprzeczanie prawu do powrotu (Right of Return) jest kluczowym filarem izraelskiej polityki państwowej. Dla osób z palestyńskimi korzeniami droga do pierwotnego domu przez wojskowe checkpointy i legislacyjne ograniczenia jest w zasadzie zamknięta, co sprawia, że ich wygnanie staje się stanem trwałym i ostatecznym.

Dlatego Nawras Palestyna pozostaje miejscem, które zna głównie przez pamięć rodzinną i historie uchwycone w dokumentach. „Z problemu czyjegoś gdzieś staje się opowieścią konkretnej osoby, z którą możemy współczuć, choć jej doświadczenie nie jest nam bliskie,” wyjaśnia Teodor, jak sztuka potrafi tworzyć poczucie bliskości także wobec doświadczeń odległych od nas.

Teodor, student scenopisarstwa i twórczości dokumentalnej. Zdjęcie: autorka

Dla Teodora temat wojny wiąże się z fizycznym niepokojem. „Często czuję się niekomfortowo, gdy aktywnie śledzę sytuację. Czuję się z tego fizycznie źle, mam niepokój, jest mi smutno. Wiem, że wielu moich przyjaciół i przyjaciółek z kręgów aktywistycznych ma z tego depresję,” przyznaje. Dlatego świadomie tworzy dystans od ciągłego napływu aktualnych informacji, na przykład ograniczył liczbę śledzonych kont. „Nie potrzebuję widzieć tego samego sześć razy,” opisuje, jak nie dać się sparaliżować rozmiarem globalnych problemów.

Podobną granicę wyznacza też Kris. „Mam surowo oddzielone konta, które śledzę na naszym wspólnym i osobistym profilu na Instagramie. Na profilu osobistym nie śledzę nic politycznego. Chcę mieć pewność, że gdy rano spojrzę na feed, nie zobaczę jako pierwszego martwego dziecka.” Marek dodaje, że przytłoczenie przemocą może prowadzić do znieczulenia czy dezorganizacji społecznej. „Widziałem już wystarczająco, to spełniło swój cel,” podkreśla, dodając, że nie potrzebuje śledzić kolejnych cierpień, by zrozumieć ich powagę. 

„Moje dzieci mają koszmary z wojny, choć jej nigdy nie doświadczyły,” pisze Semaan i potwierdza tym przypuszczenie, że wojna wpływa także na tych, którzy jej nie przeżyli. Przenika do naszego wnętrza w skutku brutalności nieustannie obecnej na naszych ekranach. Podobne doświadczenie dzieli psycholożka Ahona Guha: „Od kiedy Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran, moje gabinety terapeutyczne zalały klienci mówiący o zagrożeniu wojną światową i o tym, że stoimy na niebezpiecznym punkcie przełomu w historii.” Ta trauma zakłóca naszą wizję bezpieczeństwa i przewidywalności świata i konfrontuje nas z jednym z najgłębszych ludzkich lęków – lękiem przed śmiercią. 

Nie chcę się zwariować

Otóż pytanie brzmi, jakie źródła w tym informacyjnym chaosie śledzić. Kris i Marek starają się czytać wiadomości z „pierwszej linii”, na przykład palestyńską dziennikarkę Bisan Owdau czy fotoreportera Motaza Azaizu. Zwracają też uwagę na konieczność weryfikacji faktów. „Niezależnych dziennikarzy i dziennikarki trzeba sprawdzać, bo nie są niczym chronieni. Często udostępniają się filmy, które mają kilka lat albo są wyjęte z kontekstu,” ostrzega Kris. 

Ważnym źródłem informacji są dla nich także kolektywy, które przedstawiają perspektywy brakujące w medialnym mainstreamie. Na przykład grupa aktywistów i ortodoksyjnych Żydów Radical Bloc pomagająca ludziom na izraelsko-palestyńskich granicach albo grupa Resistance Support Club, która w serii artykułów dla Alarm opisywała złożoną mozaikę ukraińskiego oporu przez osobiste historie antyautorytarnych bojowników, międzynarodowego wolontariatu i cywilów na przedpolach. 

Nieustanne śledzenie przemocy i z tym związana znieczulica są powiązane także z tym, co filozof Byung-Chul Han opisuje w kanonicznej książce Wypalające społeczeństwo (The Burnout Society). Nadmiar bodźców prowadzi do hiperuwagi, która przypomina czujność przestraszonego zwierzęcia w dziczy. Jeśli zostajemy w niej zbyt długo, pojawia się wyczerpanie i niezdolność do szerokiego skupienia się na doświadczeniach. Ograniczenie ilości wiadomości nie musi oznaczać ucieczki od rzeczywistości, lecz sposób na zachowanie zdolności do reakcji.

Martin Hudák, Lepsze to już chyba nie będzie, pastel na sololite, 2026. Zdjęcie: autorka

Podobnie myśli student antropologii Jan (27), według którego nasza informacja nie powinna prowadzić do emocjonalnego załamania, lecz do zdolności działania i dążenia do zmiany. „Nie chcę się zwariować, a potem napisać na nagrobku, że wszystko mi na wszystkim zależało,” dodaje aktywista humanitarny i członek organizacji NaZemi, która zajmuje się solidarnościową gospodarką i nerastem. Dlatego też śledzi wiadomości pragmatycznie, selekcjonuje źródła i nie musi czytać tej samej informacji wielokrotnie.

Nasz wywiad przerywa głośny pop. W przestrzeniach kawiarni oprócz mnie i Jana są jeszcze dwie baristki. Trudno powiedzieć, czy muzyka jest puszczana tak głośno, bo im się przy niej dobrze pracuje, czy po prostu dlatego, że nie chcą słuchać naszej rozmowy. Jan przybliża mi wymiar władzy, który według niego decyduje o tym, kto i za jakich warunków może mówić o konflikcie. Jest przekonany, że dyskusja w naszej przestrzeni medialnej wielokrotnie utknęła na dwóch schematach. Pierwszym jest jakiś test moralnej legitymacji, gdy od każdego, kto broni praw Palestyńczyków i Palestyńek, oczekuje się potępienia Hamasuwszystkich form przemocy. Drugim schematem jest personifikacja winy w osobie izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu, tworząca iluzję, że jego wymiana rozwiąże głębsze systemowe problemy. Według Jana po wymianie premiera Izrael może znowu występować jako „ten dobry”, choć jego polityka pozostanie równie uciskającą.

Świat potrzebuje wojny, by przetrwać

Jan jest przekonany, że „nasz system gospodarczy to maszyna do wojny.” Wojna nie jest dla niego tylko politycznym niepowodzeniem, ale także skutkiem systemu ekonomicznego opartego na nieustannym wzroście. „Jeśli system napotka swoje limity, jedynym sposobem kontynuowania wzrostu jest nacisk na wszystko wokół,” podkreśla. Ten system przez historię napędzają trzy powiązane mechanizmy: kolonizacja, wyzysk i wojna. Konflikty zbrojne napędzają konkretne sektory gospodarki poprzez zamówienia zbrojeniowe, a powojenna odbudowa generuje zyski i zwiększa PKB. „Na wojnę składa się wszyscy,” dodaje. 

Po 7 października 2023 roku współzałożył inicjatywę ProtiDehumanizaci jako platformę edukacyjną, która na Uniwersytecie Masaryka w Brnie organizowała publiczne wykłady i dyskusje o Palestynie jako przeciwwadze dla dominującego, często jednostronnego dyskursu publicznego. Impulsem do powstania kolektywu była konferencja Twoje imię to Izrael, która odbyła się bezpośrednio na uczelni i którą w ówczesnym czasie postrzegał jako niekrytyczną propagandową akcję. W zamian za to zorganizowali trzydniowy cykl edukacyjny, podczas którego na czeskiej uczelni po raz pierwszy od początku genocydy w Gazie wystąpiła Palestynka, ekspertka humanitarna Lamis Khalilová Bartůšková.

Jan, socjolog i aktywist. Zdjęcie: autorka

Jan opisuje to doświadczenie jako konfrontację z strukturami władzy na uczelni, gdy napotkali niechęć ze strony kierownictwa i otwarte rasistowskie wypowiedzi niektórych studentów i studentek. „Myślałem, że gdy dostaną więcej informacji, to się zmieni. Dziś uważam, że problem jest głębszy. Istnieją struktury władzy, które decydują, o czym można mówić,” wyznaje swoją frustrację i rozbudzenie z rozczarowania. Działania kolektywu stopniowo przesunęły się od edukacji do organizowania protestów i kolektywnych działań solidarnościowych.

„Jeśli ma trwać pokój długoterminowo, nie wystarczy tylko odrzucać wojnę. Trzeba zmieniać warunki, które ją umożliwiają i powielają,” wyjaśnia, dlaczego zajmuje się nerastem. System gospodarczy uważa za źródło wielu problemów, dlatego jego zdaniem nie wystarczy tylko rozwiązywać skutki. Należy zmieniać warunki, które je tworzą. Interpretacja Jana nawiązuje do starszej krytyki powiązań kapitalizmu, ekspansji i przemocy, o której pisała już na początku XX wieku m.in. Rosa Luxemburg. Kolonializm i imperializm nie są postrzegane jako odchylenia od kapitalizmu, lecz jako procesy związane z jego funkcjonowaniem, ponieważ, aby system rósł, musi nieustannie wnikać w nowe obszary i zdobywać nowe rynki, zasoby i siłę roboczą. 

Jedno z rozwiązań widzi w budowaniu alternatywnych struktur gospodarczych i społecznych od dołu: w spółdzielniach, związkach zawodowych czy lokalnych sieciach wzajemnej pomocy. Ta forma demokracji gospodarczej, jego zdaniem, pozwoliłaby ludziom decydować o własnych potrzebach i zasobach, a nie rynkowi i kapitałowi. 

Ludzie są naszymi górami

Jan nie opiera swojej przygotowania na kryzys na zapasach czy planach ewakuacyjnych, lecz na budowaniu zaufania. „Wiem, do kogo mogę zadzwonić. To jest moja przygotowanie.” Dodaje, że w przypadku kryzysu można oprzeć się właśnie na sieci relacji, które zbudował jeszcze przed tym, zanim będą potrzebne. 

Również Kris i Marek myślą o gotowości głównie poprzez relacje: „Chcemy żyć w społeczności gdzieś za Pragą. Idealnie byłoby, gdybyśmy mogli tam dotrzeć zanim coś się zacznie.” W sytuacji kryzysowej, według nich, potrafiliby się połączyć i zmobilizować z ludźmi wokół siebie. „Na pewno nie czulibyśmy się sami,” dodają. Z członkami i członkiniami stowarzyszenia wyznaczyli nawet konkretne miejsce, w którym spotkaliby się w przypadku awarii sieci komunikacyjnej. 

Teodor twierdzi, że w jego otoczeniu „nikt nie poszedłby walczyć za kraj, bo nie wierzą w to”. Jeśli ochrona kraju oznaczałaby ochronę ludzi, którzy w nim żyją, według niego istnieją też inne sposoby niż trzymanie broni w ręku. „Nie wiem, gdzie jest granica między gotowością a paranoją. Może byłbym raczej nieprzygotowany i dobrze się czuł, niż myślał o tym codziennie i stresował się,” wyjaśnia. Z przyjaciółmi nie rozważają plecaków ani zapasów. Raczej mówią o tym, dokąd by wyjechali i jak chcieliby żyć, a odchodzenie ze Słowacji rozważają także ze względu na studia. 

„Umrzeć w wojnie za swój naród to homoerotyczna patriarchalna fantazja, która nic mi nie robi. Ale bronić konkretnych ludzi, to coś zupełnie innego,” podkreśla Jan. Odmawia wyobrażenia, że celem obrony jest ofiara za abstrakcyjną ideę narodu. Podobnie myśli Kris: „Nie mam związku z państwem, ale z ziemią. Za to byłbym gotów walczyć.” Wyobrażenie obrony u Krisa łączy się głównie z poczuciem domu i konkretnego miejsca, a nie z granicami państwa. Ten postawa znajduje paralelę w antykolonialnym haśle rewolucyjnego lidera Amílcara Cabrala „Ludzie są naszymi górami” (The people are our mountains), które przypomina, że siła zdeterminowanej i politycznie zjednoczonej społeczności może być w czasie kryzysu najpotężniejszą tarczą. 

Rodzina Marka aktywnie wspiera działalność ESN, jego starsza siostra na przykład przygotowuje catering na wydarzenia charytatywne. Jego mama kiedyś pracowała w Izraelu i Palestynie jako przewodniczka. Chociaż nie są religijnie zaangażowani, Marek wspomina, że na pierwsze Boże Narodzenie po 7 października 2023 pominęli tradycyjne obchody – podobnie jak chrześcijanie w Betlejem, którzy na znak solidarności z mieszkańcami Gazy i smutku z powodu ludobójstwa odwołali wszystkie obchody. 

Stosunek do wojny w naszych domach często dzieli się na doświadczenia pokoleniowe i głęboko zakorzenione uprzedzenia. Nawet najbliżsi mogą stać się miejscem ideologicznego starcia. Jan ilustruje to na rozmowie z ojcem, który jest krytyczny wobec polityki izraelskiej, ale jednocześnie opiera się na przedstawieniu, które jest charakterystyczne dla jego pokolenia: postrzega wsparcie Izraela jako „spłatę długu”, jaki Europa ma wobec narodu żydowskiego za Holokaust. Gdy o tym rozmawiali, Jan zapytał ojca, dlaczego to właśnie Palestyńczycy powinni ponosić odpowiedzialność za ten dług. Chociaż ich poglądy się różniły, potrafili się nawzajem zrozumieć, nawet bez zgody.

Rodzina Kris nie wspiera ani Ukrainy, ani Palestyny. Otwarcie nazywa swojego ojca ksenofobem i rasistą. Mama tłumaczy zaangażowanie Kris w kręgi aktywistyczne tym, że „ma chyba zbyt dużo wolnego czasu”. Kris nauczył się więc odróżniać polityczne przekonania od własnej rodziny: „Gdybym ich ocenił na podstawie przekonań politycznych, pewnie bym ich nienawidził. Wolę ich szanować jako ludzi.” 

Zbyt martwy, by żyć, zbyt żywy, by umrzeć

O wojnie można mówić w spektrum. To przypomina przeżywanie straty czy śmierci bliskiej osoby. Najpierw doświadczamy szoku i zaprzeczenia, potem przeżywamy głęboki smutek, wyczerpanie lub pragnienie powrotu do tego, co było wcześniej. Później przychodzi akceptacja i może refleksja. Niektórzy podchodzą do tematu ostrożnie, inni są w niej zanurzeni od miesięcy. Każdy szuka własnego sposobu, jak pogodzić się z rzeczywistością, która zakłóciła ich wyobrażenie o bezpiecznym świecie.

Zdjęcie: autorka

Nowy świat, o którym mówi Gramsci – choć wydaje się być odległy – nie powstanie jako automatyczny wynik dziejów, lecz jako efekt naszych obecnych działań. Dowodzą tego także liczne inicjatywy i kolektywy, które szukają sposobów reagowania na przemoc i niepewność dzisiejszego świata. Resistance Support Club łączy aktywizm kulturowy z konkretną pomocą dla Ukrainy, w tym wsparciem dronów. Neohnutí dostarczają pojazdy do pomocy humanitarnej i ewakuacji na Ukrainę. Repair Together angażuje wolontariuszy w odbudowę ukraińskich wsi zniszczonych wojną. Koridor UA zapewnia logistykę humanitarną bezpośrednio na Ukrainę. Inicjatywa Wczoraj było za późno organizuje akcje charytatywne, edukacyjne i protestacyjne na rzecz ludzi w Palestynie i tworzy przestrzeń dla solidarności politycznej także poza bezpośrednio zagrożonymi terenami. To tylko wybrany spośród wielu przykładów inicjatyw, które w Czechach i na Słowacji szukają własnych sposobów solidarności i zaangażowania.

W niepewności każdy szuka własnej drogi, by pozostać wrażliwym, integralnym i zdolnym do działania. Byung-Chul Han pisze o konieczności nie stać się martwym podmiotem, czyli kimś, kto jest zbyt żywy, by umrzeć, i zbyt martwy, by żyć (too alive to die, and too dead to live). Wszyscy respondenci i respondentki tego tekstu, zarówno jego pierwszej, jak i drugiej części, szukają w jego rdzeniu tego samego: sposobu, jak nie zrezygnować z świata w histerii przetrwania. 

poprzedniej części zajmowaliśmy się kwestią tożsamości narodowej, patriotyzmu i różnych spojrzeń młodych ludzi na armię, obronę kraju i militaryzację społeczeństwa.

Tekst jest częścią projektu PERSPECTIVES – nowej marki dla niezależnego, konstruktywnego i wieloperspektywicznego dziennikarstwa. Projekt jest finansowany przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i stanowiska są poglądami i oświadczeniami autora(-ów) i nie muszą koniecznie odzwierciedlać poglądy i stanowiska Unii Europejskiej lub Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Edukacji i Kultury (EACEA). Unia Europejska ani EACEA nie ponoszą za nie odpowiedzialności.