Od mediów społecznościowych do polityki: debata Polski na temat Ukrainy
New Eastern Europe
Relacje społeczeństwa polskiego z Ukrainą obecnie napotykają liczne problemy. Wczesny entuzjazm wobec pomocy Ukraińcom uciekającym przed rosyjską agresją często ustępował nastrojom antyimigracyjnym. W Polsce i na Ukrainie potrzebne są nowe spojrzenia, aby utrzymać konstruktywne relacje dwustronne.
„Temat obecności Ukraińców w Polsce stał się bardzo politycznie naładowany,” mówi Daryna Sydorenko, starsza doradczyni i koordynatorka projektu „Hate Observatory”, który monitoruje antyukraińską mowę nienawiści, dezinformację i incydenty przemocy w Polsce.
Ona mówi, że „To, co widzieliśmy w ciągu ostatnich kilku lat, to że kontekst obecności Ukraińców w Polsce uległ bardzo znaczącej zmianie. Musimy brać pod uwagę komponent polityczny.”
Projekt Sydorenko monitoruje polską przestrzeń informacyjną, szukając wrogich narracji i śledząc, jak przemieszczają się one między anonimowymi kontami na mediach społecznościowych, kanałami Telegram, politykami i głównymi mediami. Zespół dokumentuje również przypadki przemocy i innych incydentów motywowanych wrogością wobec Ukraińców. Wstępne monitorowanie wykazało związek między wzrostem wrogiego języka na polskojęzycznym Telegramie a aktami agresji w rzeczywistości.
„W ciągu ostatnich dwóch lat na Facebooku, TikToku, Telegramie, a nawet już na LinkedIn, zaobserwowaliśmy wzrost negatywnych komentarzy na temat Ukraińców,” mówi Sydorenko. „Mogły to być historie o codziennych konfliktach, które były mocno dramatyzowane, lub komentarze na temat wydarzeń politycznych.”
Zmiana nastawienia Polski wobec Ukraińców była mierzalna. W miesiącach po tym, jak Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję w lutym 2022 roku, poparcie dla przyjęcia ukraińskich uchodźców było wyjątkowo wysokie, sięgając 94 procent. Jednak od tego czasu spadło. Do lipca 2026 roku, 52 procent Polaków sprzeciwiało się przyjęciu uchodźców z Ukrainy, podczas gdy 42 procent nadal je popierało.
Spadek ten nie oznacza, że społeczeństwo polskie odwróciło się od Ukrainy. Opinie różnią się w zależności od kwestii: uchodźcy, pomoc wojskowa, handel, członkostwo Ukrainy w UE i przyszłe granice kraju wywołują różne reakcje. Jednak przestrzeń polityczna wokół Ukrainy stała się bardziej contested, często wyrażana poprzez niezgody na temat pamięci historycznej między dwoma narodami.
Polska ma skomplikowane relacje ze swoim wschodnim sąsiadem, szczególnie w kwestiach historycznych po I i II wojnie światowej. Najbardziej kontrowersyjnym tematem jest przemoc na Wołyniu, wschodniej Galicji i regionie Chełma, gdzie wielu Ukraińców, Polaków i Żydów żyło razem. Ukraińskie siły powstańcze przeprowadziły masowe ataki na polskich cywilów w latach 1943-45, które doprowadziły do śmierci nawet setek tysięcy ludzi. Zabójstwa te były zorganizowanym wysiłkiem czystek etnicznych, mającym zapobiec polskiej suwerenności nad ukraińsko-mniejszościowymi terenami, które miały być częścią przyszłego ukraińskiego państwa. Polacy, w tym elementy związane z Armią Krajową, przeprowadzili odwetowe ataki na ukraińskich cywilów, które doprowadziły do śmierci nawet dwudziestu tysięcy ludzi. Historycy nadal debatują nad dokładną liczbą ofiar, klasyfikacją jako ludobójstwo, chronologią, stopniem koordynacji różnych organizacji i szerszym kontekstem politycznym i wojennym.
Ta tragedia, która kiedyś była stosunkowo odległa od przestrzeni publicznej w Polsce, szczególnie podczas komunizmu, stała się głównym tematem w Polsce w ostatniej dekadzie. Wynika to z ustanowienia przez parlament 11 lipca jako Narodowego Dnia Pamięci w 2016 roku. Na przykład, w 2008 roku, tylko 20 procent Polaków mówiło, że wiedzą dużo o rzezi wołyńskiej, podczas gdy 41 procent twierdziło, że nic o niej nie słyszało. Do 2023 roku 64 procent twierdziło, że jest dobrze poinformowanych, a 92 procent zadeklarowało, że zna wydarzenia.
To zwiększenie świadomości zbiegło się z okresem, w którym relacje między dwoma krajami były zarówno niezwykle bliskie, jak i kontrowersyjne. Po lutym 2022 roku Polska stała się jednym z głównych sojuszników Ukrainy. Blisko milion ukraińskich uchodźców przebywa w Polsce na podstawie tymczasowego zabezpieczenia, a społeczeństwo polskie udzieliło szerokiej pomocy. Jednocześnie spory dotyczące importu zboża, rolnictwa, polityki uchodźczej i wsparcia wojskowego zaczęły przenikać do polityki krajowej zarówno Polski, jak i Ukrainy.
Spór historyczny wszedł również w nową fazę. Polska i Ukraina wznowiły współpracę w zakresie poszukiwań i ekshumacji ofiar przemocy wojennej. W lipcu 2026 roku, polscy specjaliści rozpoczęli ekshumacje na terenach byłych wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka na Wołyniu po zatwierdzeniu przez ukraińskie władze.
Dla Anny Mierzyńskiej, polskiej dziennikarki i analityczki mediów społecznościowych, badającej dezinformację, istnienie sporu historycznego samo w sobie nie jest dowodem manipulacji.
„Rzetelna debata zawsze wymaga wzajemnego słuchania, uwzględniania opinii obu stron i rozważania nowych faktów,” mówi, „Jej celem nie jest atakowanie czy prowokowanie nienawiści, lecz wyjaśnianie kwestii i szukanie porozumienia.”
Problem, jak twierdzi, pojawia się, gdy opisy okrucieństw historycznych są wielokrotnie umieszczane obok negatywnych historii o Ukraińcach we współczesnej Polsce. Według Mierzyńskiej, ta historyczna część stała się częścią szerszego zbioru narracji mających na celu ograniczenie poparcia dla Ukrainy.
„Jednym z postulatów [skrajnie prawicowych] grup była ekshumacja ofiar rzezi wołyńskiej,” mówi, „Kiedy rozpoczęły się ekshumacje, okazało się, że dla nich to nie ma znaczenia.”
Według ekspertki, wskazuje to, że nawet gdy pojawiają się próby rozwiązania historycznych krzywd, przekaz polityczny pozostaje niezmienny.
„Wiele postów jest podburzających i skupia się na opisach strasznych zbrodni i tortur, które rzekomo doświadczyli ofiary rzezi wołyńskiej,” mówi Mierzyńska. „Niektóre zawierają fałszywe informacje. Te posty są często publikowane na mediach społecznościowych i powtarzane od lat.”
Wskazuje na kilka powtarzających się motywów: Ukraińców jako zagrożenie fizyczne, wykorzystywanie rzezi wołyńskiej do wywoływania strachu Polaków przed Ukraińcami oraz twierdzenia, że Ukraińcy mogą dążyć do zajęcia polskich terytoriów po trwającej wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Wcześniejsze narracje skupiały się bardziej na rywalizacji o miejsca pracy, opiekę zdrowotną i miejsca w szkołach i przedszkolach.
„Od czasu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę, [te narracje] zostały splecione z aktualnymi doniesieniami o przestępstwach popełnianych przez obywateli ukraińskich w Polsce, z których wiele to fake news,” dodaje ekspertka.
„Najczęstsze narracje mają na celu zniechęcenie ludzi do pomagania Ukraińcom,” mówi. „Ukrainian refugees are blamed for problems that already exist in Poland.”
Rezultatem, jak twierdzi Mierzyńska, jest specyficzny rodzaj przekazu politycznego: przemoc z lat 40. jest przedstawiana jako dowód na to, jak Ukraińcy żyjący w Polsce zachowują się w latach 2020.
„Łączenie coraz bardziej napiętych opisów okrucieństw historycznych z współczesnymi przypadkami naruszeń prawa tworzy silny strach, niechęć i nienawiść wobec Ukraińców,” mówi.
Od historii do kanałów informacyjnych
Ten sam schemat pojawia się w monitoringu Sydorenko kanałów Telegram w języku polskim. Telegram nie jest tak powszechnie używany w Polsce jak Facebook czy X, ale ona mówi, że jest przydatny, ponieważ agreguje materiały z innych platform i pozwala badaczom zobaczyć, które narracje i politycy są promowani.
„Ludzie, którzy czują się poza systemem, korzystają z niego,” mówi, „Szukają alternatywnych informacji. Nie są zadowoleni z tego, jak wiadomości są przedstawiane przez ustalone, zweryfikowane media, albo czują, że te media nie odzwierciedlają ich poglądów.”
„To jest przestrzeń nieuregulowana,” mówi, „I właśnie poprzez takie marginesowe kanały można narzucać idee na centrum. Jedną z najpowszechniejszych była idea, że Ukraińcy stanowią zagrożenie, że są przestępcami i zagrożeniem dla Polski.”
Przykład dotyczył operacji transgranicznej przeciwko laboratoriom narkotykowym. Rzeczywista operacja obejmowała ukraińskie i polskie służby oraz laboratoria na Ukrainie, w Polsce i Mołdawii. Jednak wersja tej historii była rozpowszechniana jako dowód, że ukraińskie gangi przestępcze sprowadzają narkotyki do Polski.
„Informacja była przedstawiana jakby ukazywała napływ ukraińskich gangów do Polski,” mówi Sydorenko. „W rzeczywistości chodziło o to, że ukraińskie i polskie służby zamknęły kilka laboratoriów narkotykowych w ramach wspólnej operacji.”
Inne narracje opierają się na pojedynczych naruszeniach prawa. Sydorenko mówi, że nawet gdy popełniono przestępstwo, jest ono często przedstawiane w sposób, który może nadawać mu inne znaczenie.
Jej zespół znalazł przypadki, w których polskie media podkreślały ukraińską narodowość podejrzanego, gdy nie miała ona znaczenia dla historii. W jednym przypadku, dotyczącym fałszerzy, dwóch podejrzanych było Polakami, jeden Ukraińcem i jednym Rosjaninem, ale w nagłówku wspomniano tylko Ukraińca.
„To nie jest zgodne z dziennikarskimi standardami, aby ciągle wskazywać narodowość przestępcy,” mówi Sydorenko. „Ukraiński staje się przez to kojarzony z przestępstwem sam z siebie. Możesz nawet nie chcieć promować tego narracyjnego frameworka, ale wybierasz takie historie proporcjonalnie, i zaczyna wyglądać, jakby to było naprawdę.”
Narracje historyczne funkcjonują obok tych historii. Sydorenko mówi, że jej zespół monitorował twierdzenia, że w zachodniej Ukrainie powstała „szkoła banderowska” i że ideologia Stepana Bandery – lidera ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego podczas i po II wojnie światowej – się rozprzestrzenia. Te przekazy pojawiają się obok dyskusji o Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), rzezi wołyńskiej i trwających ekshumacjach.
Ona mówi, że „W jednym z werbalnych ataków na ukraińskie nastolatki w Polsce, sprawca użył tego języka. Nazwał je „dzieciami banderowskimi” i powiedział, żeby wracały na Ukrainę.”
W innym przypadku, na Telegramie krążył filmik ukazujący Ukraińca otrzymującego mandat za wykroczenie drogowe. Komentarze wzywały do deportacji tej osoby.
„Kanały próbowały stworzyć obraz, w którym wykroczenia popełnione przez Ukraińców dowodzą wspólnej cechy,” mówi Sydorenko. „Że są aroganccy, łamią polskie prawo i nadużywają polskiej gościnności.”
Jak szybko nienawiść online przenika do werbalnych i nawet fizycznych ataków, było widoczne we Wrocławiu w lipcu, gdzie ukraińska para została zaatakowana przed sklepem spożywczym za samo mówienie po ukraińsku.
Sydorenko mówi, że wrogość jest widoczna nawet pod historiami, które mają niewiele wspólnego z rządem Ukrainy czy samą wojną.
„Wzmianka o Ukrainie i Ukraińcach zawsze jest związana z bardzo silnymi emocjami. Na przykład złością, agresją i irytacją.”
Jej zespół widział setki negatywnych komentarzy pod historiami o stosunkowo drobnych incydentach z udziałem Ukraińców. Jednym z przykładów był filmik osoby, która przewróciła kosz na śmieci, rzekomo Ukraińca. Po tym pojawiły się komentarze wzywające do deportacji Ukraińców i twierdzące, że Polska dała im za dużo.
„Były wypowiedzi mówiące, że daliśmy Ukraińcom za dużo, i teraz zachowują się tak niewdzięcznie,” mówi Sydorenko.
Rola Rosji jest ważna w szerzeniu nienawiści wobec Ukraińców na polskich mediach społecznościowych. Jednak oprócz wielu botów, wiele nienawistnych narracji przejęli zwykli obywatele bez powiązań z Kremlami.
„Badacze w Polsce obserwują wysoką aktywność prorosyjskich kręgów, rosyjskich kont i influencerów na mediach społecznościowych w tych obszarach,” mówi Mierzyńska. „Bardzo podobne antyukraińskie treści pojawiają się równolegle na rosyjskich kanałach Telegram, czasami w rosyjskich mediach państwowych, wśród prorosyjskich aktywistów w Polsce i w kręgach skrajnej prawicy.”
Dodaje, że „Wiemy też, że Rosja korzysta na popularyzacji antyukraińskich treści. Dlatego nie ma znaczenia, czy treści są rozpowszechniane przez rosyjskich aktorów, czy tylko inspirują konkretne grupy w Polsce, albo – co również należy brać pod uwagę – niektóre grupy są po prostu opłacane za ich rozpowszechnianie. Ważny jest efekt.”
Sydorenko opisuje podobny ruch między platformami a aktorami politycznymi. Mówi, że niektóre narracje zaczynają się na anonimowych kanałach, są podchwytywane przez influencerów lub polityków, a później pojawiają się w głównych mediach. Nawet wiarygodne media mogą wzmacniać narrację bez celowego popierania jej, szczególnie poprzez efektowne nagłówki.
„Rywalizacja medialna jest bardzo duża,” mówi. „Muszą utrzymać się na powierzchni, publikując materiały, które naprawdę przyciągają uwagę.”
Neutralna historia może więc wpasować się w wrogą narrację właśnie przez sposób jej przedstawienia.
„Nikt nie mówi, że niektórych historii nie należy relacjonować, jeśli są ważne,” mówi Sydorenko. „Ale ważne jest, aby zrozumieć, że na przykład nagłówek, który wybiorą, może działać na korzyść [nienawiści].”
Sydorenko twierdzi, że dziennikarze mają szczególną odpowiedzialność, ponieważ mogą albo przerwać, albo wzmocnić ten proces. „Bardzo ważne jest, aby dziennikarze monitorowali nie tylko rosyjską przestrzeń propagandową, ale także dbali o to, by sami nie stali się wzmacniaczami tych myśli, nastrojów i ram.”
Dla Mierzyńskiej, samo sprawdzanie faktów nie rozwiąże problemu, ponieważ kampanie nienawiści i fake newsów działają poprzez powtarzane emocjonalne eksponowanie.
„Operacje poznawcze głównie wpływają na emocje,” mówi, „Im częściej odbiorcy spotykają się z emocjonalnymi relacjami na dany temat, tym bardziej ich sposób myślenia ulega zmianom pod ich wpływem.”
Jej proponowana odpowiedź dotyczy mniej kolejnej rundy argumentów wokół pojedynczych postów, a bardziej relacji między dwoma społeczeństwami.
„Nie możemy budować odporności tylko na poziomie informacyjnym,” mówi. „Trzeba dbać o dobre relacje między Polakami a Ukraińcami. Integracja, poznawanie się nawzajem i budowanie zaufania są konieczne.”
„Kiedy to się stanie, zewnętrzny wpływ będzie miał niewielkie znaczenie. Obie strony powinny nad tym pracować: Polacy i Ukraińcy, a także ukraińska diaspora w Polsce. To jest to, czego najbardziej potrzebujemy dzisiaj.”
Spór historyczny dla Polski i Ukrainy nie zniknie. Rzeź wołyńska pozostaje centralną częścią polskiej pamięci, a poszukiwania wszystkich ofiar i ich identyfikacja powinny trwać – razem z ukraińskimi partnerami.
Ten artykuł został przygotowany w ramach Tematycznych Sieci PULSE, europejskiej inicjatywy wspierającej transnarodową współpracę dziennikarską.
Anna Romandash jest nagradzaną dziennikarką i autorką książki Women of Ukraine: Reportages from the War and Beyond (2023).
Nata Yasevych jest producentką multimedialną, twórczynią mediów i dziennikarką, zajmującą się kwestiami społecznymi i polityką.