Marti, czy tam jesteś?
Kapitál
Zmarła ważna postać słowackiej literatury, która kształtowała pokolenia autorów i krytyków. Co oznacza jej odejście dla krajowej kultury i jaki ślad pozostawiła? Odpowiedzi na te pytania pozostają otwarte, ale jej wpływ jest niezaprzeczalny.
Kiedy ostatnio do Ciebie dzwoniłem, abyśmy ustalili wybór uczestników i uczestniczek na Medziriadky, coś nas przerwało w połowie rozmowy. Dłuższą chwilę mówiłem do pustki, aż uświadomiłem sobie, że po drugiej stronie już Cię nie ma.
Dziś mówię do pustki właśnie dlatego, że po drugiej stronie już jesteś.
Czytam tę zdanie i mam nadzieję, że Marta zaproponuje mi je usunąć jako bezsensowne, gdy wyślę jej swój tekst do redakcji. A gdy dostanę go od niej z powrotem, usunę go cały. Niczego, co kiedykolwiek napisałem, nie oddałbym chętniej.
Jeśli po wzorze doświadczenia inicjacyjnego istnieje też inicjacyjna osobowość, w literaturze była nią dla wielu pokoleń właśnie Marta. Jako wykładowczyni uniwersytecka, lektorka, jurorka i redaktorka poświęcała nieustanną uwagę setkom młodych ludzi i tysięczom ich tekstów, które przez lata czytała, komentowała i wprowadzała do „wielkiej” literatury. Mówię z osobistego doświadczenia – moja pierwsza recenzja dla Fraktal przeszła przez jej klawiaturę. Marta była jednym z powodów, dla których po egzaminach licencjackich zdecydowałem się kontynuować studia w Przemyślu.
To właśnie na jej seminariach i wykładach razem z innymi studentami i studentkami zrozumiałem, że istnieją dwa sposoby czytania: przed Martinym przedmiotem Literatura słowacka po 1989 roku i po nim. Na końcu naszego pierwszego wspólnego semestru podziękowałem jej w duchu: z wszystkim, co do tej pory przeczytałem, mogłem zacząć od nowa. Gdy wróciłem do beletrystyki, którą wypożyczałem podczas liceum, wydawało mi się, że do tych powieści ktoś wkleił nowe strony.
Odejście Marty to nie tylko bolesna strata dla jej bliskich, ale także dla całej krajowej kultury literackiej. O tym, że to nie jest frazes, świadczą już pierwsze reakcje na wiadomość, którą trudno mi przyjąć. Marta była niezastąpioną osobowością krytyki literackiej, a ponadto w współczesnej literaturze słowackiej stała się w najlepszym tego słowa znaczeniu instytucją. Wszechstronność jest w dziedzinie sztuki nieco koniecznością, ale Marta jakby przesuwała granice możliwości. Oprócz pisania własnej beletrystyki robiła niemal wszystko, czemu można poświęcić się w literaturze – i to z zaangażowaniem, na które nie dorównywaliśmy nawet my o pokolenie czy więcej młodsi.
Wymienienie wszystkich jej aktywności podwoiłoby zakres tego tekstu. Nie znam nikogo innego, kto by kształtował literaturę słowacką na przestrzeni pokoleń: od Nicol Hochholczerovej przez Maroša Krajňaka aż po Karola Horáka. Jej wkład w słowacką literaturę jest nieoceniony. Nie przesadzę więc, nawet gdy napiszę, że bez jej pracy słowacka proza ostatniej dekady byłaby inna, niż czytaliśmy ją po licznych redakcjach rękopisów, zwrotach na konkursach literackich i warsztatach pisania twórczego dla początkujących autorów.
Cztery z czterdziestu książek w tegorocznym rankingu Anasoft litera zawierają w tytule imię Marty. Ale co ważniejsze – w każdym z tych tekstów można rozpoznać jej wymagania wobec języka artystycznego. Gdyby tak dalej szło z „jej” tekstami, prędzej czy później jej działalność trafiłaby na celnik antymonopolowy. (Czasami próbowałem to na jej egzaminach z dowcipem.)
Jako doktorant siedziałem o dwie lub trzy kancelarie dalej od jej gabinetu. Na to, jak często się spotykaliśmy na uniwersytecie i poza nim, oboje mieliśmy wrażenie, że okazji na „porządny” rozmowę nigdy nie jest dość. Gdy dzwoniliśmy do siebie, rzadko to trwało mniej niż trzydzieści czy czterdzieści minut, ale i tak to jakoś nie wystarczało. Rozmawiać z Martą o życiu osobistym było nieraz jeszcze bardziej wciągające niż roztrząsanie literatury.
Tydzień temu dostałem od niej maila. Pisała w nim o niedawnych wakacjach, o rękopisach, nad którymi pracuje, i planach, które przed nią stoją. Pod koniec sierpnia mieliśmy razem jechać na letnią szkołę literatury. I tak na koniec dodała: „Cieszę się na spotkanie, wierzę, że wreszcie porozmawiamy normalniej.”
Też na to liczę, choć pewnie będzie to później, niż oboje zakładaliśmy. Do tego czasu pozostają nam teksty – nie tylko te, które po sobie zostawiła, ale także te, które dzięki Tobie dopiero powstaną.
Marti, będziesz nam nieodzownie brakować.
Do ostatniej kropki.