Cyfrowy kolonializm: Dlaczego musimy odsunąć na bok wielkie firmy technologiczne
Green European Journal
W miarę jak gigantyczne firmy technologiczne rozszerzają swój wpływ na każdy aspekt życia publicznego i prywatnego, ich produkty i usługi coraz częściej są postrzegane jako niemożliwe do zastąpienia lub odrzucenia. Jednak choć koszt opuszczenia obecnego ekosystemu technologicznego jest ogromny, cena pozostania pod kontrolą dużych firm technologicznych jest jeszcze wyższa. Jak więc społeczeństwa mogą przeciwstawić się „cyfrowemu kolonializmowi”? Wywiad z Renatą Ávilą Pinto, dyrektor generalną Fundacji Otwartej Wiedzy.
Gdy giganci technologiczni rozszerzyli swój zasięg na każdy zakątek życia publicznego i prywatnego, ich produkty i usługi coraz częściej są postrzegane jako nie do zastąpienia lub odrzucenia. Jednak chociaż koszt opuszczenia obecnego ekosystemu technologicznego jest ogromny, cena pozostania pod kontrolą dużych firm technologicznych jest jeszcze wyższa. Więc jak społeczeństwa mogą się opierać „cyfrowemu kolonializmowi”? Wywiad z Renatą Ávilą Pinto, dyrektor generalną Fundacji Otwartej Wiedzy.
Ten wywiad miał miejsce 24 kwietnia 2026 roku na obrzeżach Europejskiej Akademii Zielonej w Brukseli. Został on zredagowany i skrócony dla jasności i długości. Niektóre odpowiedzi zostały uporządkowane tematycznie.
Amir Hashemi: Czym dla ciebie jest cyfrowy kolonializm?
Renata Ávila Pinto: Zacząłem używać tego terminu prawie dwie dekady temu. Wówczas prowadziłem wiele dyskusji z kolegami z akademii na temat coraz bardziej wyzyskujących praktyk dużych firm technologicznych. Niektórzy postrzegali cyfrowy kolonializm jako kontynuację innych kolonizacji, ale dla mnie ta relacja nigdy nie była kwestią Globalnego Południa kontra Globalny Północ. Raczej jest to problem jednego procenta przeciwko dziewięćdziesięciu dziewięciu procentom.
Europejczycy i Amerykanie Północni czują się bardzo niekomfortowo, gdy opisuje się ich jako kolonizowanych przez małą grupę ludzi z Kalifornii, którzy do niedawna mieli niewielką władzę polityczną lub kulturową nad nimi. „Mamy rządy prawa, zasady praw człowieka i silne instytucje, więc jesteśmy bezpieczni,” mówiliby. Ale czy nam się to podoba, czy nie, nasza kultura, nasz sposób życia i sposób, w jaki wchodzimy w interakcje na ulicy, są stopniowo wymazywane.
Wielu z nas dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że znaczna część infrastruktury publicznej, którą kiedyś mieliśmy – a nawet tak proste rzeczy jak papierowa mapa czy fizyczne menu – szybko znika. Teraz wszyscy są przyklejeni do swoich małych ekranów, nieustannie nadzorowani i karmią systemy, które przejęły kontrolę nad tak wieloma aspektami naszego życia.
Dlaczego rządy nie zdołały powstrzymać tego procesu?
Obecny krajobraz technologiczny przypomina rozpadający się dom, którego właściciele ciągle podnoszą czynsz bez zapewnienia jakiegokolwiek utrzymania. Dla większości ludzi nie ma możliwości rozwoju w takim środowisku. Duże firmy technologiczne każą płacić wielokrotnie za wszystko, co oferują: musisz płacić przez podatki, bo coraz więcej twojej administracji rządowej odbywa się w tym ekosystemie; musisz płacić za coraz to nowe usługi subskrypcyjne; a także płacisz swoimi danymi i wiedzą. A w miarę jak wyścig AI się nasila, musisz płacić też za planetę. To jest układ diabła, w który te firmy nas wciągają.
Rządy i instytucje używają regulacji jako głównego narzędzia do kontrolowania gigantów technologicznych. Ale to jak założyć kask i kamizelkę odblaskową i mieć nadzieję, że będzie się bezpiecznym, gdy ściany zawalą się na ciebie
Opuszczenie tego rozpadającego się budynku wymaga odwagi i wyboru – który jest polityczny, komercyjny i pragmatyczny. Ale rządy i instytucje mówią, że wyjście jest zbyt kosztowne. Zamiast tego wybierają regulacje jako główny sposób kontrolowania gigantów technologicznych. Ale to jak założyć kask i kamizelkę odblaskową i mieć nadzieję, że będzie się bezpiecznym, gdy ściany zawalą się na ciebie. Do tej pory to nie działało, i w przyszłości też nie zadziała. Jedyną skuteczną taktyką oporu jest wyjście z tego rozpadającego się budynku i zmierzenie się z konsekwencjami później.
Jak powinna wyglądać organizacja tego oporu? Czy rządy powinny przejąć inicjatywę, czy to głównie kwestia indywidualnych użytkowników?
Jedna z rzeczy, które mnie irytują w niektórych nurtach ruchu ekologicznego, to ich nacisk na indywidualne wybory i przekonanie, że społeczeństwo jest dużą częścią problemu. Dla mnie to jest obwinianie ofiary, a to nie rozwiązuje większych problemów. Mimo to, uważam, że musimy dążyć do dużych zwycięstw, a w tym wszystkim każdy musi odegrać swoją rolę.
Pomimo szkód, jakie wyrządzają społeczeństwu – zarówno zdrowiu psychicznemu i publicznemu, jak i środowisku – firmy technologiczne wnoszą bardzo niewiele wartości, ponieważ ich zyski trafiają do rajów podatkowych. Trwające działania w UE i poszczególnych krajach, mające na celu zakazanie korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci, to dobry początek, ale to za mało i tylko drapie po powierzchni problemu. Zarówno społeczeństwo obywatelskie, jak i rządy mogą wywierać presję na międzynarodowe korporacje technologiczne innymi środkami, w tym poprzez strategiczne postępowania sądowe i odmowę angażowania się w pojawiające się, niepotrzebnie skomplikowane technologie. Ważne jest też ujawnianie, jak głęboko jesteśmy uzależnieni od kilku firm w zakresie wszystkiego, od podstawowych usług po satelity. Niewidzialna ręka dużej technologii musi stać się widzialna.
Zakładając, że jesteśmy gotowi i zdolni opuścić tę strukturalną zależność od dużych firm technologicznych i ich produktów, jaką alternatywę powinniśmy wybrać?
W Fundacji Otwartej Wiedzy promujemy technologie służące interesowi publicznemu – rozwiązania technologiczne, które są wystarczająco dobre do celu, któremu służą, jednocześnie będąc przyjazne dla klimatu, dostępne i zrównoważone. Jednym z naszych postulatów jest lokalny stos. Duża część tego, do czego używamy technologii, może pozostać lokalna, mała, zarządzalna i odpowiedzialna. Czy naprawdę musimy przechodzić przez dwie amerykańskie korporacje, aby zająć się administracją naszego rządu lub porozmawiać z bliskimi?
Podobnie, obecnie widzimy nastolatków korzystających z zaawansowanej AI do tworzenia memów lub edycji zdjęć. Memes są świetne, ale nie potrzebujemy zaawansowanej, drogiej technologii, aby je tworzyć. Można to zrobić na podstawie znacznie mniejszego zestawu danych. Jeśli zamierzamy zużywać ogromne ilości energii i wody, powinniśmy mieć dobre uzasadnienie, na przykład rozwiązanie najpilniejszych problemów świata.
Wraz z rosnącą siłą finansową, polityczną i kulturową, duża technologia coraz bardziej zamyka przestrzeń dla innowacji. Dziś, jeśli chcesz wypuścić aplikację, najpierw musisz zgodzić się na warunki Apple i Alphabet. Innymi słowy, nawet do najprostszych zadań musisz jechać do Doliny Krzemowej i wracać. Ale tak nie było zawsze. W początkowych dniach internetu było znacznie więcej wolności do eksperymentowania z technologią i innowacji. To właśnie ta otwartość musimy dziś odzyskać, aby przełamać monopol dużej technologii.
Przeformułowałaś termin „cyfrowa transformacja”, który zazwyczaj odnosi się do przyjęcia technologii cyfrowych, aby opisać potrzebę wyjęcia tych technologii z rąk dużych firm technologicznych. Czy postrzegasz to jako rodzaj technologicznego degrowthu?
To niekoniecznie jest degrowth. To jest recalibracja. A dla Europy to także odłączenie. Nie ma powodu, aby moje życie randkowe, moje dane medyczne i sposób, w jaki wchodzę w interakcje z państwem, wszystkie znajdowały się w tym samym centrum danych.
Transformacja, o którą apeluję, to przejście z sfery podporządkowania do przestrzeni kontroli, autonomii i co najważniejsze, odpowiedzialności. Ta wizja nie jest antytechnologiczna: uznaje fakt, że technologia mediuje nasze życie, ale odmawia akceptacji, że obecny krajobraz technologiczny jest naszym najlepszym i jedynym wyborem.
Takie przejście obejmuje też tarcie. Bez tarcia tracisz swoje prawa na rzecz wygody lub szybkości. W ten sposób przypomina i może się uczyć od zielonej transformacji. Na przykład jazda rowerem gdzieś może zająć więcej czasu niż jazda samochodem, ale w oczach tych, którzy chcą mniej zanieczyszczać, ćwiczyć fizycznie i unikać utknęcia w korkach, jest to wartość, którą warto wybrać.
Co robią z naszym systemem wiedzy boom na AI i ciągłe „upodlenianie” platform technologicznych?
To bardzo naiwny pogląd, że te firmy będą utrzymywać swoje usługi dostępne za darmo dla wszystkich, na zawsze. To stanowi głębokie zagrożenie, ponieważ coraz więcej ludzi utknęło w tych ekosystemach przez lata intensywnej interakcji. A kiedy do tego dojdzie, nie ma znaczenia, czy masz dyplom uniwersytecki, czy nie. Wszyscy są podatni.
Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka mówi, że każdy ma prawo do wolności opinii i wyrażania. Ale dziś wolność informacji jest równie ważna i równie zagrożona.
System był już wadliwy, z przeglądarkami oceniającymi treści i ukrywającymi strony – odpowiednik bardzo cenzurowanej biblioteki. Teraz AI pogorszyło sytuację, usuwając element ludzki z poszukiwania wiedzy, kuracji i prezentacji. Nie mamy już dostępu do „książek”. Jest tylko głos czytający nam niektóre informacje i pomijający inne, z powodów, których nie znamy, i uważam, że to przerażające. Innym prawdopodobnym skutkiem jest to, że firmy AI wbudują w swoje produkty nieprzyjazny system marketingu. Jeśli tak się stanie, będzie bardzo trudno odróżnić fakty od opinii, sugestii czy manipulacji.
Oczywiście, są tacy, którzy próbują wykorzystywać zaawansowaną sztuczną inteligencję do dobra, na przykład aktywiści klimatyczni i kampanie na rzecz praw cyfrowych, ale nie ma gwarancji, że dostęp do tych technologii pozostanie otwarty.
Firmy technologiczne przedstawiają niekontrolowane rozprzestrzenianie się zaawansowanej AI jako nieuniknione, jednocześnie walcząc z każdym krokiem z wysiłkami na rzecz uczynienia branży bardziej przejrzystą. Na przykład, „manifest” Palantira pogardza publicznymi dyskusjami na temat rozwoju broni AI i innych technologii cyfrowych jako „teatralne debaty”.
Oligarchowie technologiczni często wypowiadają takie słowa, i są one niczym innym jak czystą retoryką. To, czego naprawdę chcą, to nie projekt tego, jak widzą świat. To tylko zysk ekonomiczny, władza i kontrola. Wiemy, że jedna z najbardziej zanieczyszczających branż na świecie to przemysł wojskowy, i wiemy, że jedną z najbardziej zanieczyszczających technologii jest AI. To, co Palantir i podobne firmy sprzedają, to strach, kontrola i globalne zniszczenie.
Dlatego kluczowa jest otwartość i dlatego obrona oraz rozwijanie publicznych źródeł informacji powinno być jednym z naszych głównych priorytetów. Jak słusznie zauważyli Zieloni, duże korporacje stały się największymi zbieraczami danych, w tym danych służących interesowi publicznemu. To musi się zmienić.
Nie jesteśmy bezsilni, aby to powstrzymać. Jedną z rzeczy, których nauczyłem się podczas mojej pracy w obronie Juliana Assange’a, jest to, że często mamy znacznie więcej przestrzeni do działania przeciwko niesprawiedliwości, niż nam się wydaje. Musimy nadal przesuwać granice i zadawać niewygodne pytania. Teraz mamy małe okno możliwości w tej walce, ponieważ nigdy wcześniej nie mieliśmy tylu technologii, które mogą pomóc nam mapować władzę i rozumieć, jak działa w czasie rzeczywistym.
Jeśli ruchy społeczne i partie polityczne rozpoznają i wykorzystają tę nieobsadzoną przestrzeń, uważam, że mniejszość technologiczna nie będzie mogła obejść się bez większości. Ale najpierw, jak wspomniałem wcześniej, konieczne jest wyjście z pola gry dużych firm technologicznych. Jeśli będziemy z nimi walczyć tylko na ich własnych platformach, korzystając z tych samych narzędzi, które wygodnie używają jako megafonów, przegramy. Ale jeśli porzucimy ich zepsuty budynek, będą krzyczeć swoje puste przepowiednie do ścian.