Przesuwanie się ku górze: ziemia, mieszkalnictwo i erozja demokracji w Czechach

Green European Journal
Przesuwanie się ku górze: ziemia, mieszkalnictwo i erozja demokracji w Czechach

Pozornie pragmatyczne odpowiedzi na pilne problemy społeczne narażają na poważne konsekwencje społeczne i środowiskowe.

W retoryce skrajna prawica przedstawia się jako obrońca zwykłych obywateli, ale jej polityki często służą potężnym. W Czechach reformy budowlane i rolne proponowane przez rząd Andreja Babiša ilustrują tę dynamikę. Społeczeństwo obywatelskie i organizacje oddolne walczą. Ale czy mogą zamienić swój sprzeciw w zorganizowaną władzę polityczną?

Demokratyczny regres najczęściej kojarzony jest z atakami na sądy, wolność mediów, wybory lub społeczeństwo obywatelskie. W Czechach niektóre z najbardziej istotnych zmian obecnie pojawiają się w mniej widoczny sposób – ukryte jako rozwiązania. Od powrotu do władzy w 2025 roku, ruch ANO premiera Andreja Babiša, wspierany przez skrajną prawicę SPD i partie Motoristów, promuje serię reform rzekomo mających rozwiązać palące problemy, takie jak nieprzystępność cenowa mieszkań, spekulacja gruntami i niepewność żywnościowa. Jednak to, co te reformy dostarczają, to mniejszy nadzór publiczny, mniej opieki społecznej, mniejsza odporność, ale więcej władzy w rękach korporacji i oligarchii.

Pierwsza proponowana reforma ma na celu wprowadzenie uprzywilejowanego prawa pierwokupu dla rolników dzierżawiących grunty rolne, rzekomo w celu ochrony suwerenności żywnościowej i ograniczenia spekulacji. Druga, nazwana przez krytyków społeczeństwa obywatelskiego „Lex Developer”, jest przedstawiana jako rozwiązanie kryzysu mieszkaniowego poprzez szybsze procedury planistyczne i pozwolenia.

Potencjalnymi beneficjentami tych reform nie są jednak zmagający się z trudnościami rolnicy rodzinni ani gospodarstwa domowe wykluczone z rynku mieszkaniowego. W kraju, gdzie państwo od dawna jest przejęte przez interesy korporacyjne (a sam premier jest jednym z najbardziej wpływowych właścicieli przedsiębiorstw rolniczych poprzez konglomerat Agrofert), te pozornie pragmatyczne odpowiedzi na pilne problemy publiczne niosą ze sobą poważne konsekwencje społeczne i środowiskowe.

Czeskie doktryny szoku

Społeczeństwa ludzkie stoją w obliczu wielu, wzajemnie wzmacniających się kryzysów, które naukowcy coraz częściej rozumieją jako powiązane wyrażenia głębszych sprzeczności strukturalnych w relacjach kapitalistyczno-ekologicznych. Pod dominacją rynku, mieszkalnictwo, ziemia rolna i żywność są traktowane jako aktywa finansowe zamiast podstawowych praw i strategicznych zasobów. Koszty środowiskowe i społeczne tego modelu narastają z czasem, czasami wybuchając w widocznych momentach zakłóceń.

Niektórzy krytycy twierdzą, że termin „kryzys” stracił swoje znaczenie. Kryzys oznacza tymczasowy stan wymagający pilnych działań politycznych, jednak wiele współczesnych problemów jest przewlekłych i strukturalnych. Wymagają one długoterminowej, systemowej transformacji, a nie działań awaryjnych. Zamiast tego elity polityczne i gospodarcze często wybierają wykorzystywanie języka kryzysu, używając poczucia pilności, aby ukryć przyczyny źródłowe, promować własne interesy i umacniać status quo.

Jak słynnie argumentowała Naomi Klein w Teorii szoku (2007), momenty zwiększonej pilności tworzą okazje do przyspieszonego podejmowania decyzji, kontrowersyjnych polityk i wyjątkowych interwencji. Drastyczne środki często są chronione przed demokratyczną kontrolą, przedstawiane jako techniczne i pragmatyczne rozwiązania. Często poprzez odwołania do efektywności uzasadnia się pomijanie debaty publicznej. Krytycy są natomiast odrzucani jako jednocześnie nierealistyczni i przeszkadzający, do tego stopnia, że obwinia się ich za pogłębianie kryzysu.

W Czechach te dynamiki można zilustrować poprzez kwestie mieszkaniowe i ich powiązania z dziedzictwem postsocjalistycznym. Partia Obywatelska Demokratyczna (ODS) i jej założyciel, były premier i prezydent Václav Klaus, promowali ideę, że demokracja jest nierozłączna od wolnego rynku i zagrożona przez nie wybrany społeczeństwo obywatelskie działające poza formalną polityką. Debata publiczna w Czechach w dużej mierze zaakceptowała, że wszystko, od rosnących cen po braki mieszkań, należy przypisywać biurokracji państwowej i aktywistom: pierwym za powolne procedury pozwoleniowe, drugiemu za opóźnianie rozwoju i uniemożliwianie rynku zaspokojenia popytu.

Inny schemat obowiązuje w przypadku bezpieczeństwa żywnościowego. W Czechach produkcja rolna jest skoncentrowana w rękach krajowych oligarchów, których interesy są ściśle powiązane z państwem. Wysokie ceny żywności i zakłócenia w dostawach często są obwiniane o czynniki zewnętrzne, takie jak międzynarodowe sieci detaliczne, europejskie polityki środowiskowe i niestabilność geopolityczna. To, co pozostaje podobne, to postrzeganie państwa i aktorów obywatelskich jako zagrożenia.

Oba przypadki ujawniają strategię rządzenia opartą na realnych lub postrzeganych kryzysach, które mają odwrócić uwagę od pytań o władzę, własność i alternatywne przyszłości, kierując ją na kozły ofiarne i rzekomo proste rozwiązania. W ten sposób rozwiązania poważnych problemów współczesnych są opracowywane przez tych, którzy przyczynili się do ich powstania, podczas gdy osłabiona demokratyczna kontrola pomaga umocnić rosnący wpływ hegemonicznych aktorów.

Suwerenność żywnościowa jako koncentracja

W Czechach, ze względu na dziedzictwo socjalistyczne i neoliberalną transformację, istnieje osobliwa struktura rolnicza. Po upadku socjalizmu państwowego, grunty rolne zostały zwrócone milionom indywidualnych właścicieli, których przodkowie stracili ziemię w wyniku kolektywizacji. Po 1989 roku, duże jednostki produkcyjne i spółdzielnie rolnicze powstałe w tym procesie przekształciły się w duże przedsiębiorstwa rolnicze i agroholdingi. Doprowadziło to do silnej fragmentacji własności ziemi, mimo że rolnictwo samo w sobie jest jednym z najbardziej skoncentrowanych i zindustrializowanych w Europie. Według raportu z 2024 Ministerstwa Rolnictwa Czech, 71,8 procenta ziemi rolniczej jest dzierżawione, a nie uprawiane przez jej właścicieli, a większość tej ziemi uprawiają duże przedsiębiorstwa rolnicze.

W tym kontekście rząd Andreja Babiša zaproponował wprowadzenie prawa pierwokupu dla rolników dzierżawiących grunty rolne. Jeśli zostanie przyjęte, właściciele chcący sprzedać swoją ziemię, najpierw musieliby ją zaoferować obecnym dzierżawcom. Reforma jest przedstawiana przez rząd jako odpowiedź na dwa powszechnie uznawane problemy: rosnącą finansyzację ziemi rolnej i potrzebę wzmocnienia czeskiej suwerenności żywnościowej i bezpieczeństwa żywnościowego w coraz bardziej niestabilnym świecie.

Na pierwszy rzut oka taka propozycja wydaje się rozsądna. Niewiele osób sprzeciwiłoby się ochronie ziemi rolnej przed spekulacyjnymi inwestycjami. Jednak popularny obraz rolnika rodzinnego pracującego na skromnej działce, który chętnie wykorzystują przedsiębiorstwa rolno-spożywcze i sieci detaliczne w marketingu, ma niewiele wspólnego z realiami czeskiego rolnictwa, zdominowanego przez duże przedsiębiorstwa uprawiające setki lub tysiące hektarów. Natomiast gospodarstwa rodzinne i mniejsze prywatne działają na około 10-20 procentach ziemi rolnej. Dlatego prawo pierwokupu dałoby dominującym aktorom rolniczym możliwość stopniowego nabywania ziemi, którą już uprawiają, i dalszego zwiększania kontroli nad zasobami rolnymi.

71,8 procenta ziemi rolniczej w Czechach jest dzierżawione, a nie uprawiane przez jej właścicieli, a większość tej ziemi uprawiają duże przedsiębiorstwa rolnicze

Przepaść między retoryką kryzysu a skutkami proponowanych rozwiązań jest szczególnie widoczna w próbie rządu przedstawienia reformy jako obrony suwerenności żywnościowej, koncepcji rozwiniętej przez ruchy rolnicze i aktywistów na rzecz sprawiedliwości żywnościowej w obronie dostępu ich społeczności do ziemi i możliwości kształtowania własnych systemów żywnościowych wobec kontroli dużych przedsiębiorstw rolniczych. Badania konsekwentnie pokazują, że wysoko skoncentrowane systemy rolnicze zwykle sprzyjają wąskiemu zakresowi eksportowych towarów i dużej skali produkcji przemysłowej. W Czechach oznacza to często rozległe pola zbóż i produkcji przemysłowej (stanowiące ponad 62 procent całości produkcji roślinnej), podczas gdy produkcja owoców, warzyw i innych pracochłonnych produktów spada z powodu efektywności kosztowej (np. produkcja owoców spadła z 557 447 ton w 2000 do 123 530 ton w 2024).

Koncentracja własności ziemi zatem nieuchronnie osłabi, a nie wzmocni suwerenność żywnościową, a także bardziej zrównoważone i sprawiedliwe systemy żywnościowe. Nasze badania nad polityką żywnościową państwa przeprowadzone na Uniwersytecie BOKU w Wiedniu wykazały również, że czeska polityka rolna jest głównie kształtowana przez duże przedsiębiorstwa rolnicze i ich zyskowne interesy, podczas gdy alternatywne ruchy żywnościowe lub małe gospodarstwa z bardziej zrównoważoną produkcją mają tylko marginalny wpływ.

Zamiast rozwiązywać strukturalne problemy czeskiego rolnictwa, takie jak stagnacja rozwoju wiejskiego, bariery dla osób chcących założyć własne gospodarstwo czy brak wsparcia dla bardziej różnorodnych form produkcji żywności, proponowane prawo pierwokupu dla dzierżawiących ziemię rolną ryzykuje wzmocnienie już dominującego modelu opartego na koncentracji ziemi, subsydiach i wpływach politycznych krajowej oligarchii rolniczej i potężnych przedsiębiorstw rolno-spożywczych.

Spekulacja jako postęp

Jeśli reforma rolna używa języka suwerenności żywnościowej, aby uzasadnić dalszą koncentrację własności ziemi, to nowelizacja ustawy o budownictwie, niedawno zatwierdzona przez parlament, wykonuje bardzo podobny trik w przestrzeni miejskiej. W tym przypadku język kryzysu skupia się na nieprzystępności cenowej mieszkań. Obecnie niemal powszechnie uznaje się, że Czechy, a szczególnie Praga, cierpią na najgorszy kryzys mieszkaniowy w UE. Własność mieszkania, tak popularna i ugruntowana w kraju, gdzie wielu mogło prywatyzować swoje mieszkania po transformacji post-socjalistycznej – tworząc to, co niektórzy naukowcy nazywają „superwłasnością mieszkaniową” – jest obecnie coraz bardziej poza zasięgiem.

Jak zauważyła dziennikarka Táňa Zabloudilová notowała, młodzi ludzie zmagający się z niepewnością mieszkaniową są obecnie coraz częściej informowani przez główne media, że wynajem jest najlepszą opcją, a najem to powszechna forma zamieszkania w krajach Europy Zachodniej. Mniej mówi się natomiast, że te kraje mają również silną tradycję mieszkań społecznych i praw najemców. Tymczasem czynsze nadal rosną w czeskich miastach, a średnie ceny sięgają w tym roku około 19 euro za metr kwadratowy w Pradze. Co więcej, dostępne mieszkania komunalne są nadal rzadkością, a nieliczne przystępne opcje często zajmują osoby z dobrymi koneksjami i wpływami politycznymi, niezależnie od dochodów. Na przykład, niedawne śledztwo ujawniło, że minister ds. rozwoju regionalnego Zuzana Mrázová z ruchu ANO mieszkała w przystępnych mieszkaniach komunalnych, będąc jednocześnie burmistrzem Bílina.

Zamiast budować silny sektor mieszkań społecznych lub ograniczać finansyzację rynku mieszkaniowego poprzez wyższe podatki od nieruchomości, rząd niedawno przyjął nowelizację kodeksu budowlanego, obwiniając za drogie mieszkania powolne tempo budowy z powodu długich procedur planistycznych, irytujących regulacji, bezsensownych ocen środowiskowych i aktywistów stojących na drodze – mantra, którą wielu Czechów nauczyło się powtarzać.

Chociaż przyspieszenie budowy nie zapewni dostępnych mieszkań i samo w sobie stanowi problem, szczególnie z punktu widzenia ochrony środowiska i dziedzictwa, prawnicy, specjaliści od planowania, organizacje ekologiczne i przedstawiciele samorządów podkreślali również potencjał tej nowelizacji do ograniczenia nadzoru publicznego i udziału społeczności, a także do wzmocnienia pozycji deweloperów i inwestorów. „Lex Developer” miałby korzyści dla dużych projektów korporacyjnych, ponieważ procedury pozwolenia nie będą przyspieszane dla małych projektów.

Jak wskazali krytycy reformy, kryzys mieszkaniowy jest wynikiem dekad komercjalizacji, spekulacyjnych inwestycji, wycofania się z publicznych mieszkań i niechęci kolejnych rządów do poważnego traktowania mieszkalnictwa jako prawa społecznego, a nie towaru rynkowego.1 Podczas gdy politycy obiecują, że budowa większej liczby mieszkań w końcu uczyni je dostępnymi, rosnąca część nowo wybudowanych domów jest nabywana przez inwestorów, instytucjonalnych właścicieli i osoby, które już posiadają nieruchomości. Co więcej, deweloperzy mogą spowolnić lub zatrzymać budowę, gdy koszty pracy i materiałów rosną, co podważa argument, że szybsze procedury pozwolenia mogą rozwiązać kryzys mieszkaniowy.

W Czechach kryzys mieszkaniowy powoduje także podział pokoleniowy. Wielu starszych Czechów kupiło domy podczas transformacji post-socjalistycznej lub przed tym, jak ceny wystrzeliły w górę. Wzrost wartości nieruchomości od tego czasu dał im aktywa, o których młodsze pokolenia mogą tylko marzyć, a dla niektórych inwestowanie w nieruchomości stało się substytutem systemu emerytalnego, któremu już nie ufają. Młodzi ludzie bez majątku rodzinnego, stabilnych dochodów czy dostępu do kredytu często nie mają takiej opcji i pozostają uwięzieni na coraz droższym rynku najmu.

Jednak te nierówności rzadko decydują o wyborach. Właściciele domów nadal stanowią większość elektoratu, a w kraju o jednym z najniższych podatków od nieruchomości w Europie, wielu bezpośrednio korzysta z rosnącej wartości własności. To wyjaśnia, dlaczego główny nurt debaty unika przedstawiania kryzysu mieszkaniowego jako kwestii politycznej bogactwa, nierówności i redystrybucji, a narracja o technicznym problemie powolnych procedur pozwolenia ma znacznie większy urok.

W pewnym sensie paradoksalnie, władze nadużywają czeskich antypatii wobec komunizmu i aktywistów. W moich wcześniejszych badaniach nad aktywizmem miejskim odkryłem, że ludzie w Czechach rzadko mobilizują się przeciwko samemu rozwojowi. Częściej robią to, ponieważ decyzje są podejmowane bez nich, w sposób top-down. Innymi słowy, udział, przejrzystość i nadzór publiczny pojawiają się jako reakcja na deficyty demokratyczne, a nie jako ich przyczyna. Promotorzy „Lex Developer” często przedstawiają społeczeństwo obywatelskie jako źródło problemów, a zaangażowanie społeczne przeciwko pragmatycznym rozwiązaniom rynkowym jako ostatecznie antydemokratyczne – pozostałość czasów komunistycznych.

Reforma kodeksu budowlanego więc symbolizuje osobliwą czeską wersję deficytu demokratycznego, w której demokracja jest przywoływana, by bronić rynków, podczas gdy obywatele próbujący wywierać demokratyczny wpływ i chronić wartości takie jak dziedzictwo i zdrowe środowisko, są odrzucani jako wrogowie postępu.

Utrata demokracji nie zawsze następuje poprzez spektakularne ataki na instytucje demokratyczne. Postępuje także w bardziej niepozorny sposób: poprzez zmiany w planowaniu, prawo własności i inne reformy, które społeczeństwo może postrzegać jako zbyt techniczne, by zwrócić na nie uwagę

Organizowanie oporu

Reformy rolne i mieszkaniowe wspierają dalszą koncentrację władzy i kapitału w rękach nielicznych, pogłębiając strukturalne problemy związane z nieprzystępnością mieszkań i kruchym bezpieczeństwem żywnościowym. Starają się także uciszyć i zdyskredytować opozycję, reprezentowaną przez aktywistów, społeczeństwo obywatelskie i małe gospodarstwa rolne. Według Gabrieli Svárovskiej, posłanki Zielonych w czeskim parlamencie, rządowy projekt to „osobliwa forma korporacyjnego komunizmu: koszty, subsydia i ryzyko są rozłożone na społeczeństwo jako całość, podczas gdy zyski, aktywa i decyzje są skoncentrowane w rękach kilku grup korporacyjnych.”

Pod rządami skrajnej prawicy Babiša, infrastruktura demokratyczna w Czechach stoi wobec poważnego zagrożenia. Jednak odzew na obie reformy także ukazuje odporność i determinację tych struktur w coraz bardziej wrogich warunkach. „Lex Developer” od dawna jest kwestionowany przez stowarzyszenie organizacji ekologicznych Zelený kruh, organizacje ochrony dziedzictwa, lokalne grupy aktywistów i niektóre gminy. Reforma ziemska została zakwestionowana przez Stowarzyszenie Rolników Prywatnych Republiki Czeskiej, które stanowi najważniejszą opozycję wobec dużego lobby agroprzemysłowego, opowiadając się za bardziej zdecentralizowanym i zrównoważonym modelem rolnictwa opartym na gospodarstwach rodzinnych. Inne krytyczne inicjatywy to mniejsze ruchy agroekologiczne promujące dbałość o glebę, takie jak projekt Živá půda („Żywa gleba”), promujący bardziej sprawiedliwy dostęp do ziemi, oraz Nadace pro půdu („Fundacja dla ziemi”), skupiająca się na nabywaniu gruntów rolnych dla małych, organicznych i początkujących rolników.

W obu przypadkach główną taktyką jest podnoszenie świadomości, a organizacje obywatelskie coraz bardziej zdają sobie sprawę, że współpraca i sojusze w społeczeństwie obywatelskim i ruchach społecznych są niezbędne w obliczu potężnego przeciwnika – państwa przejętego przez interesy korporacyjne i oligarchiczne. Obawy prywatnych rolników szczególnie często są podnoszone podczas masowych protestów organizowanych przez Milion chvilek pro demokracii, ruch oddolny zdolny do mobilizacji setek tysięcy obywateli poprzez kampanie publiczne, demonstracje i działania społecznościowe.

Wciąż jednak wielu na czeskiej lewicy postrzega te antyrządowe protesty i organizacje obywatelskie sprzeciwiające się reformom jako politycznie bezsilne, rozumiejąc demokrację głównie jako kwestię kultury politycznej, etyki, korupcji, populizmu i integralności instytucji. Pomimo skupienia na różnych krytycznych problemach, narracje prezentowane przez czeskie organizacje obywatelskie są zwykle tylko luźno powiązane z kwestiami nierówności społecznych i władzy gospodarczej. W tym spolaryzowanym kontekście wiele profesjonalnych organizacji obywatelskich i mobilizacji pro-demokratycznych jest regularnie przedstawianych zarówno przez lewicę, jak i prawicę jako elitarystyczne, zagranicznym finansowaniem wspierane, odłączone od codziennych problemów zwykłych obywateli, i jako zwolennicy liberalnych ideologii narzucanych przez UE.

Jednocześnie posłowie ODS, głównej siły opozycyjnej, reprezentującej ortodoksję neoliberalną, zagłosowali za „Lex Developer” w imię wzrostu gospodarczego i efektywności rynkowej. Tym samym ujawnili sprzeczność w sercu czeskiego liberalizmu: przywiązanie do praw własności i wolności jednostki może łatwo zniknąć w obliczu skoncentrowanej władzy korporacyjnej.

Sytuacja jest poważna z perspektywy demokratycznej, ale także otwiera szansę na prawdziwą zmianę w czeskiej polityce, która coraz bardziej cierpi z powodu braku silnej lewicy. To także okazja do zbudowania prawdziwego oddolnego ruchu przeciwhegemonicznego, który przekłada rozproszone doświadczenia niepewności, wykluczenia i kryzysu ekologicznego na wspólny projekt polityczny zdolny kwestionować dominujące układy gospodarcze i polityczne. Część tej emancypacyjnej pracy jest prowadzona przez Re-set: Platformę Transformacji Społeczno-Ekologicznej, szczególnie poprzez jej działania bezpośrednio konfrontujące czeską oligarchię paliwową i przejęcie państwa przez interesy korporacyjne, oraz promujące zdecentralizowaną władzę gospodarczą i organizujące solidarnościowe walki od dołu.

Obecne wydarzenia w Czechach stanowią szerszą lekcję dla Europy i polityki zielonej. Demokratyczny regres nie zawsze następuje poprzez spektakularne ataki na instytucje demokratyczne. Postępuje także w bardziej niepozorny sposób: poprzez zmiany w planowaniu, prawo własności i inne reformy, które społeczeństwo może postrzegać jako zbyt techniczne, by zwrócić na nie uwagę. Podejście czeskiego rządu do suwerenności i bezpieczeństwa żywnościowego ukazuje niebezpieczną strategię, która nie tylko ignoruje przyczyny kryzysów, ale aktywnie je reprodukuje, wykorzystując poczucie pilności do rozszerzania władzy korporacyjnej kosztem demokratycznego uczestnictwa.

Podczas gdy musimy mobilizować rozwiązania dla wielu kryzysów, z którymi się dziś mierzymy, musimy także zwracać uwagę na to, jak te kryzysy są przedstawiane, kto ma prawo je definiować i kto jest pomijany w debacie. W obliczu institutionalizacji deficytu demokratycznego poprzez skoncentrowaną władzę korporacyjną, musimy także pytać, jak można naprawić podziały w spolaryzowanym społeczeństwie, szczególnie poprzez znajdowanie wspólnego języka solidarności, rozwijanie zbiorowych zdolności do demokratycznego uczestnictwa i odbudowę społecznej siły potrzebnej do konfrontacji z powiązanymi kryzysami w sprawiedliwy i inkluzywny sposób.