O co chodzi z mandatem Otvorená Kultúra!? O aktywizmie kulturalnym w czasach nihilizmu moralnego
Kapitál
Platforma Otvorená Kultúra! (OK!) stara się bronić wartości, które stoją w kontraście do moralnego nihilizmu i cynizmu współczesnego społeczeństwa. Jak wyważyć walki kulturowe, krytykę reżimów i zachowanie instytucji w spolaryzowanym społeczeństwie?
Platforma Otwarta Kultura! (OK!) powstała na początku 2024 roku. Na jej początku stała petycja o dymisję minister kultury Martiny Šimkovičovej, ale OK! od początku profilowała się jako platforma, która ma szersze ambicje. Chciała rozwiązywać długoterminowe problemy słowackiej kultury, jej niedofinansowanie, warunki pracy zatrudnienia i podobne. Jedną z ambicji – bez której nie dałoby się skutecznie walczyć przeciwko Šimkovičovej i spol. – była od początku krytyka nadużywania sztuki i kultury przez różne złowolne reżimy.
W punkcie 2. j. zasad platformy OK!, zatwierdzonych 1 marca 2024, czytamy: „Nawiązywanie współpracy kulturalnej i artystycznej z reżimami autorytarnymi, jak i z reżimami, które naruszają prawo międzynarodowe i konwencje, jest niedopuszczalne.“
Jednym z reżimów, który dziś narusza prawo międzynarodowe, jest niewątpliwie rosyjski reżim dopuszczający się zbrodniczej agresywnej wojny przeciwko Ukrainie. W praktyce tego zasady mogliśmy zobaczyć na przykład 30 kwietnia 2025 roku, kiedy OK! zorganizowała protest przeciwko koncertowi Anny Netrebko w SND. W uzasadnieniu wyraźnie podkreślano wymiar poprawiania wizerunku rosyjskiego reżimu podczas trwającej agresji:
„Zamiast tego, aby nasz rząd stanął po stronie ofiar, milczy – albo jeszcze gorzej, daje wyraz sympatii agresorowi.
Podczas gdy w Kijowie słychać syreny, w Operze SND w Bratysławie przygotowuje się koncert Anny Netrebko, która w przeszłości wspierała Putina i prorosyjski separatyzm. Postrzegamy to jako zły sygnał i cynizm, że w czasie wojny, gdy umierają dzieci i rodziny tracą dach nad głową, na Słowacji, z udziałem urzędników publicznych, wystąpi operowa śpiewaczka, która jest na liście sankcyjnej Ukrainy.
Podobnie problematycznie postrzegamy także wznowienie współpracy i gościnności Netrebko na świecie. (...)
Jej występ na scenie SND może być wykorzystany do tworzenia pozytywnego obrazu Rosji w słowackim społeczeństwie.“
Innym reżimem, który dziś narusza prawo międzynarodowe, jest niewątpliwie ten izraelski, oskarżony o popełnianie ludobójstwa w Gazie, praktykujący apartheid na Zachodnim Brzegu, nielegalnie okupujący Palestynę i części Syrii, prowadzący agresywną wojnę przeciwko Iranowi. Kolejną praktykę tego zasady w praktyce mogliśmy zobaczyć, gdy OK! krytykowała dyskusję o książce Douglasa Murraya w Teatrze Arena.
Komukolwiek, kto śledził Gazę przez ostatnie trzy lata, Murray nie mógł umknąć. Najbardziej utkwiło mi w pamięci jego de facto bagatelizowanie SS i relatywizacja Holokaustu. Aby wyjaśnić, że Hamas jest dosłownie gorszy od nazistów, pisał:
„Przeciętny członek SS i innych hitlerowskich jednostek zabójczych rzadko był dumny ze swojej codziennej pracy. Niewielu z nich miało poczucie, że ich życie ma prowadzić do strzelania Żydów od tyłu do głowy i zrzucania ich ciał do rowów.
Wiele wieczorów spędzali na piciu do upadłego i próbie zapomnienia. Naziści obawiali się spadku ‚morale‘. Gdy wojna się skończyła, naziści próbowali udawać, że Treblinka i inne obozy zagłady nigdy nie istniały.“
To oczywiście zbytecznie łagodny obraz SS, ale z pewnością oddaje wulgarne, bezwzględne tribalistyczne nastawienie Murraya. Ani najgorsze ludobójstwo w dziejach ludzkości, ani przemysłowe wymordowanie sześciu milionów Żydów nie mogą podważyć ontologicznej wyższości białego zachodniego plemienia.
Tribalistyczne podejście Murraya jest nieustannie obecne. Armia izraelska nie może popełnić żadnych zbrodni, izraelski reżim nie może zrobić nic złego. Jak to zwięźle podsumował jeden recenzent jego książki, o której miała się toczyć dyskusja, „znalezienie w niej wzmianki o izraelskim zbrodniach, czy choćby o błędzie, jest jak szukanie whisky w Kuvajcie”. Trzech dyskutantów o książce Murraya zapewne takich wzmiank nie szukałoby. Na przykład Grigorij Mesežnikov jeszcze w maju 2025 roku kategorycznie twierdził, że „Izrael w Gazie nie popełnia zbrodni wojennych”.
OK! w swojej krytyce wspomniała między innymi o braku równowagi, braku oponenta. To jednak nie jest problem zasadniczy. Niekonfrontacyjne, eksploracyjne debaty są moim zdaniem częściej bardziej owocne niż dyskusje, w których dyskutanci próbują się nawzajem pokonać. Zawsze chodzi raczej o to, co jest przedmiotem eksploracji. Pytanie o ludobójstwo w Gazie jest uzasadnionym tematem dyskusji w raportach najważniejszych organizacji praw człowieka na świecie, także w Izraelu, na łamach fachowych czasopism, wśród ekspertów od ludobójstwa, przed międzynarodowymi sądami, itd. Kategoryczne twierdzenie, że izraelska armia nie popełniła żadnych zbrodni wojennych w Gazie, jest dziś wręcz skrajne i ekstremalne.
Takie samo podejście OK! było w obu przypadkach. Obie wypowiadały się na temat wydarzeń w ramach instytucji – SND, czy Teatru Arena – które faktycznie poprawiały wizerunek reżimów naruszających prawo międzynarodowe. Ani Netrebko, ani Murray nie mają instytucjonalnych powiązań z tymi reżimami. Podejście OK! opierało się na tych samych zasadach i wartościach. Wartościach, które są nieustannie w ostrym kontraście z cynizmem i moralnym nihilizmem słowackiego rządu.
Kulturowe bojkoty i ich limity
Ani w jednym przypadku OK! nie nawoływała do bojkotu, tylko wyrażała krytyczny postawę, ale te niuanse w debatach znikają jako pierwsze. Może są też zbędne: krytyka może być odczytywana jako postawa, że takie koncerty i dyskusje nie powinny się odbywać w renomowanych instytucjach.
Takie działania są jednak zawsze ryzykowne. Jedna rzecz to, że wyznaczanie, co jest na tyle marginalne, że aż nie do przyjęcia, jest zawsze cienką linią i lepiej się mylić po stronie, która niczego nie zakłóca. Kosztem różnorodnych eksploracyjnych debat jest też tolerowanie niektórych z tych, co są bardziej ekstremalni. Druga sprawa to, że każda taka publiczna akcja jest skierowana do bliżej nieokreślonej publiczności – na pewno nie ma mobilizować tylko podstawy, ale przekonywać ludzi, zdobywać ich na swoją stronę. Kulturowe bojkoty w tym zakresie niosą głównie ryzyko, że działają zbyt surowo.
W przypadku Netrebko to aż tak nie było odczuwalne, ponieważ zwolennicy OK! w środowisku kulturalnym i szerzej mieli niemal jednolity pogląd. Ale jeśli wyjdziesz choć trochę poza bańkę, szybko się przekonasz, że akcja nie zdobyła wielu nowych serc i umysłów. Zniuansowane argumenty dotyczące politycznych pozycji Netrebko natychmiast sprowadzają się do „operowej śpiewaczce zabrania się śpiewać tylko dlatego, że jest Rosjanką”. To wygląda jak niesprawiedliwa prześladowanie. OK! musi przekonywać także szersze masy. Protesty są dobrym sposobem na podniesienie morale wobec coraz bardziej destrukcyjnych kroków rządu, ale z punktu widzenia możliwego dotarcia do szerszej społeczności są krokiem wstecz.
W przypadku Murraya podziały się rozciągnęły na całą społeczność kulturalną. Reakcje na mediach społecznościowych w dużej mierze przypominały internetowe lincze marcowej Wielkiej mobilizacji kulturalnej, tylko tym razem pochodziły od środka. Zarzuty rozchodziły się od „zakazywania dyskusji” po absurdalne oskarżenia OK! o popieranie ideologii Hamasu, a także nie brakowało standardowych oskarżeń o antysemityzm. Podobnie tu chodziło o złośliwe bakchanalia, tylko paradoksalnie, bezpośrednio od ludzi, za których OK! walczy. Wszystko, co OK! przez te lata zrobiła na rzecz słowackiej kultury, niektórzy zapomnieli, a niektórzy członkowie i członkinie środowiska kulturalnego celowo stosowali taktykę spalonej ziemi wobec OK!
Że taki sposób jest irracjonalny i destrukcyjny dla społeczeństwa słowackiego, jest oczywiste. Ten fenomen jednak nie wystarczy tylko odnotować, trzeba go także analizować. Wadą bojkotu kulturowego jest to, że jest zawsze osobisty – albo, dokładniej mówiąc, personifikowany. „Nierozstrzygnięci”, do których powinni częściowo przemawiać, stają przed dramatycznym dylematem: akceptacja określonej pozycji politycznej, określonej analizy – nie ważne jak obiektywnie poparte i wyargumentowane – jest bezpośrednio powiązana z rzekomym „odrzuceniem” konkretnej osoby. Zmusza ich do rozwiązania dylematu, którego rozwiązania uparcie unikają. Co za ludzi pomaga Ukrainie, a jednocześnie popierae zbrodnie wojenne w Gazie? Jak się do nich odnieść? Jeśli nikt nie zmusza do rozwiązania tego dylematu, można po prostu nie widzieć ich postaw wobec Gazy i widzieć tylko to, co dobre.
Gdy nie da się uniknąć dylematu, częstszą reakcją jest, stanąć po stronie konkretnej osoby. Osobiste zaangażowanie może wydawać się zbyt duże, może wydawać się surowe, a gdzieś w tle może istnieć obawa, że samemu kiedyś można stać się celem bojkotu.
Polaryzacja
Większość ludzi domyśla się, że to, co izraelski reżim czyni w Gazie i na Zachodnim Brzegu, dziś przekroczyło tyle czerwonych linii, że jest to nie do obrony. I tak tego nie bronią. Jednak głęboko zakorzeniona sympatia do Izraela (wciąż zapewne także podyktowana słowacką winą za Holokaust) pozostaje. Zaproponowane rozwiązanie sprzeczności to milczenie, „aby się nie spolaryzować”.
Kto pierwszy przełamie milczenie i pierwszy wyrazi krytykę wobec izraelskiego reżimu, często spotyka się z ostrymi atakami, w których nie brakuje wulgaryzmów i otwartych kłamstw. To, że one nadal pozostają bez konsekwencji, ma funkcję zastraszającą. To doświadczenie, które może być paraliżujące i ma być paraliżujące. Ma przywrócić pakt milczenia.
Jeśli mimo to ktoś zdecyduje się kontynuować, niemal zawsze zagłębia się w lekturę, aby się obronić przed oskarżeniami. Im więcej czytasz o Palestynie i Izraelu, tym bardziej nie do obrony wydaje się apartheid, tym bardziej utwierdzasz się w przekonaniu o systematycznych zbrodniach przeciwko ludzkości popełnianych przez izraelski reżim. Tym pilniejsza jest potrzeba mówić i próbować zapobiec zbrodniom. Ludzie działający w kulturze i sztuce są często naturalnie ciekawi, zasadniczy, wybierają naukę. Dlatego w liberalnej społeczności kulturalnej wielu i wiele z nich, w imię przestrzegania prawa międzynarodowego i praw człowieka, przechodzi do otwartej krytyki Izraela.
Wymaganie milczenia to nie jest niepolaryzująca alternatywa, to równie polaryzujące, równie rozbijające społeczność. Zarazem, personifikujące podejście, które tu wybrała OK!, można zrozumieć. Trudno w „liberalnej bańce” śledzić zaprzeczanie zbrodniom wojennym w Gazie, które w odróżnieniu od zaprzeczania zbrodniom wojennym na Ukrainie, nie ma żadnych konsekwencji. Rasizm wobec Palestyńczyków, który w odróżnieniu od rasizmu wobec Romów, jest bez konsekwencji. I tak dalej. Zaprzeczanie zbrodniom wojennym na Ukrainie czy rasizm wobec Romów są na Słowacji, oczywiście, rozległe, ale poza liberalną bańką, w niej od razu prowadziłyby do wykluczenia. Jednak potem te same mechanizmy widzisz „w domu”, i to stopniowo staje się moralnie nie do zniesienia. Nie da się tego ignorować w nieskończoność, nie da się milczeć w nieskończoność, a linie podziału ostatecznie się ujawnią, napięcia wyjdą na powierzchnię, nawet bez takich personifikowanych krytyk.
Nieunikniona jest więc pewna „obywatelska wojna” liberalna. Tak jak kohezja „anty-ficowskich” koalicji liberałów i konserwatystów okazała się iluzoryczna po tym, jak na przykład zakończyło się moratorium na nierozwiązywanie praw LGBT, tak okaże się iluzoryczna kohezja liberalnego obozu, w którym jedni postrzegają prawa człowieka i prawo międzynarodowe jako uniwersalne, a drudzy podchodzą do świata raczej plemiennie.
Jednak coś z tym można zrobić, nie trzeba iść na skraj. Nawet w tej obywatelskiej wojnie może funkcjonować pewne jus in bello. Na pewno można na przykład uniknąć oskarżeń OK! o „popieranie Hamasu” i podobnych nonsensów. Zawsze można rozmawiać rzeczowo i faktycznie, także bez utraty moralnej pilności. Trzeba starać się rozumieć argumenty, motywacje i postawy – mimo że czasami są one fundamentalnie niekompatybilne. Na marginesie: podobnie, oczywiście, trzeba podchodzić także do tych, których liberalna bańka tak chętnie ostracyzowała jako „luzę” czy „debilów”. Tam też nie trzeba iść na skraj, ta wewnętrzna rozłamowa doświadczenie mogłoby i powinna stępić także kolektywny odczucie własnej wyższości.
Równocześnie nie należy się nawzajem za wszelką cenę podkopywać. Trzeba „chronić instytucje”, jak mówi Timothy Snyder. OK! jest dziś kluczową platformą w słowackiej kulturze, próba jej teraz spalenia na popiół jest bezsensowna. Trzeba ją nadal wspierać. Osobiście od lat OK! udzielałem dziesiątek – jeśli nie więcej – godzin bezpłatnych usług prawnych, i dopóki będę mógł, będę to robił nadal.
Jeśli ktoś się sprzeciwi, że mówię to wszystko łatwo, bo z OK! wartościowo się zgadzam, podam inny przykład. Powiedzieć, że z Denníkiem N się na wszystkim nie zgadzam, to raczej eufemizm. Nie tylko publikuje artykuły, z którymi się nie zgadzam, ale też publikował bardzo niestandardowo ostre ataki na mnie osobiście. Jednak po rozważeniu wszystkiego, jest to medium jak N ważną instytucją, którą jako społeczeństwo potrzebujemy, i nadal je wspieram także prenumeratą (ty też powinieneś, ale tylko jeśli zostanie ci po wsparciu Kapitalu). Również trzeba kontynuować wsparcie OK!.

Autor jest filozofem i prawnikiem