Jak wyglądałoby faktyczne przeprowadzenie testu NATO przez Rosję?

New Eastern Europe
Jak wyglądałoby faktyczne przeprowadzenie testu NATO przez Rosję?

Niecodzienna wizyta dyrektora CIA w Moskwie odbyła się w czasie, gdy pojawiły się ostrzeżenia, że Rosja może zagrozić Sojuszowi bez rozpoczęcia kolejnej wojny konwencjonalnej. Na wschodnim flanku NATO powtarzające się incydenty już pokazują, jak rządy reagują, gdy trudno ustalić rosyjne zamiary.

CIA dyrektor John Ratcliffe podróżował do Moskwy 25 sierpnia na spotkania z wysokimi rosyjskimi urzędnikami wywiadu, jest to pierwsza publicznie znana wizyta obecnego dyrektora CIA w Rosji od czasu, gdy William Burns odwiedził tamtejsze miejsce w listopadzie 2021. Osoby zaznajomione z rozmowami później powiedziały Reutersowi, że Ratcliffe poruszył możliwość rosyjskich operacji przeciwko NATO, choć zaznaczyły, że niekoniecznie był to główny cel podróży. Omówiono również wsparcie Rosji dla Iranu. Prezydent USA Donald Trump zbagatelizował te doniesienia, twierdząc, że Vladimir Putin nie zaatakuje terytorium NATO i opisując wizytę Ratcliffa jako rutynową.

Moskwa ujawniła niewiele więcej. Sergei Naryshkin, szef Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji, potwierdził, że spotkał się z Ratcliffem i opisał ich rozmowę jako wymianę na poziomie roboczym na temat wrażliwych spraw. Ratcliffe nie spotkał się z Putinem, choć rosyjski prezydent został poinformowany o tym później. Kolejne doniesienia wskazywały, że na agendzie była również Ukraina. Axios poinformował, że Ratcliffe spotkał się z dyrektorem FSB Aleksandrem Bortnikowem i omawiał wznowienie negocjacji, w tym możliwość spotkania Trumpa, Putina i Wołodymyra Zełenskiego.

Wizyta ta wyostrzyła pytanie, które pojawia się coraz częściej w debatach o bezpieczeństwie europejskim, nie mając jeszcze ustalonego jednoznacznego znaczenia. Urzędnicy i analitycy ostrzegają, że Rosja może próbować „przetestować NATO”, ale trudne przypadki raczej nie będą przypominały rozpoczęcia kolejnej konwencjonalnej wojny. Bardziej prawdopodobne jest, że będą to naruszenia przestrzeni powietrznej, sabotaż, cyberatak lub inny ograniczony akt, którego skutki będą widoczne zanim rządy zdążą ustalić zamiar i uzgodnić, co powinno nastąpić dalej.

Kiedy incydent staje się testem NATO?

Keir Giles, brytyjski specjalista ds. polityki bezpieczeństwa rosyjskiego i bezpieczeństwa europejskiego, jest współpracownikiem w programie Russia and Eurasia w Chatham House. Wcześniej pracował w UK Defence Academy nad rosyjskimi kwestiami militarnymi, obronnymi i bezpieczeństwa, a także pisał obszerne teksty o relacjach Moskwy z Zachodem.

Giles uważa, że Rosja już uczy się na podstawie wrogiej aktywności skierowanej wobec Europy. Jego zdaniem, Moskwa nie ma wielu powodów, by ryzykować jednoznaczoną konfrontację z NATO, chyba że najpierw zyska pewność, że sojusz nie zareaguje jako całość.

„Rosja nie zaatakuje kraju NATO w jawny i jednoznaczny sposób, chyba że będzie pewna, że NATO jako całość nie zareaguje,” powiedział Giles. „Jest tylko jeden sposób, aby to potwierdzić — poprzez testowanie.”

Sabotaż, podpalenia, naruszenia dronami i inne wrogie działania mogą pokazać, jak rządy reagują, jak szybko przypisywana jest odpowiedzialność i czy incydent uważany za poważny w jednej stolicy wywołuje taką samą pilność gdzie indziej.

„Systematyczne ataki sabotażowe i dronowe są niepokojące, ale nie ma konsensusu co do tego, jak na nie reagować,” powiedział Giles. „W tym zakresie Rosja już odniosła sukces.”

Claudiu Degeratu ustawia próg wyżej. Rumuński ekspert ds. bezpieczeństwa i obrony, wcześniej pełnił funkcję dyrektora generalnego ds. polityki obronnej i planowania w rumuńskim ministerstwie obrony oraz kierował sekcją obronną w stałej delegacji Rumunii przy NATO w Brukseli.

„Przetestowała pewne aspekty militarne i operacyjne,” powiedział Degeratu. „Nie przetestowała NATO jako sojuszu na poziomie spójności decyzyjnej.”

Giles i Degeratu różnią się głównie co do momentu, w którym obserwacja staje się testem samego sojuszu. Giles uwzględnia to, czego Moskwa może się nauczyć z powtarzającej się wrogiej aktywności i nierównych reakcji, które to wywołuje. Degeratu ustawia próg na epizod, który zmusza sojuszników do podjęcia trudnej decyzji politycznej razem.

Co ujawniają incydenty dronowe w Rumunii

Rumunia dostarcza szczególnie widoczny zapis tego, co można zaobserwować, zanim incydent osiągnie ten punkt. Do 28 sierpnia jej ministerstwo obrony odnotowało 43 nieautoryzowane wejścia dronów od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, w tym 25 w 2026 roku. Cztery drony zostały zestrzelone w tym roku, podczas gdy na tablicy rozdzielczej ministerstwa widniało 84 użycia statków powietrznych do misji patrolowania powietrznego od początku wojny.

Oświadczenia oficjalne po poszczególnych incydentach mogą ujawnić, kiedy samolot został wykryty, dokąd poleciał i kiedy uruchomiono procedury patrolowania powietrznego. Ostrzeżenia cywilne stanowią kolejny publiczny zapis. Analizując kilka epizodów, Degeratu powiedział, że te szczegóły pozwalają obserwatorowi odtworzyć części reakcji, od czasu wykrycia i śledzenia po szybkość, z jaką władze podejmują działania, by chronić ludność.

Decyzje polityczne są również widoczne. Spotkania awaryjne, oficjalne oświadczenia i moment, w którym incydent jest zgłaszany do NATO, wskazują, jak poważnie rząd traktuje zagrożenie. Degeratu wskazał na konsultacje na podstawie artykułu 4 Traktatu Północnoatlantyckiego jako szczególnie ujawniający próg.

Artykuł 4 pozwala członkowi zażądać konsultacji, gdy w jego ocenie zagrożona jest integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo. Nie wymaga ofiar, szkód fizycznych ani dowodów wrogiego zamiaru, ani nie określa, co sojusz musi zrobić po tym.

Polska zainicjowała tę procedurę we wrześniu 2025 roku po tym, jak rosyjskie drony naruszyły jej przestrzeń powietrzną, a później tego samego miesiąca Estonia po tym, jak rosyjskie myśliwce weszły na jej terytorium. NATO odpowiedziało na incydent w Polsce uruchomieniem operacji Eastern Sentry, wzmocnieniem obrony powietrznej i nadzoru wzdłuż wschodniej flanki, i obecnie publicznie twierdzi, że Rosja od lat testuje jej „zdecydowanie i reakcję” w regionie.

Degeratu jednak niechętnie traktuje każdy naruszenie granicy sojuszniczej przez drona jako celowe rozpoznanie. Niektóre statki powietrzne zostały uszkodzone podczas ataków na Ukrainę lub poruszały się niekontrolowanie po trafieniu, i powiedział, że nie ma wystarczających informacji, aby ustalić wzorzec, w którym każde naruszenie miało być testem. Dron przemieszczający się głęboko na terytorium Rumunii po dłuższej trasie wywołałby inne pytania niż ten, który spadł krótko po przekroczeniu granicy.

Nawet przypadkowe naruszenie pozostawia ślad. Radar śledzi samolot, mogą zostać wysłane myśliwce, cywile mogą zostać ostrzeżeni, a urzędnicy decydują, co ujawnić. Moskwa może obserwować tę sekwencję, niezależnie od tego, czy incydent był celowo stworzony, by ją wywołać.

Trudniejsza ocena zaczyna się, gdy sprawa wykracza poza bezpośrednio zaangażowany stan. Sojusznicy mogą zgodzić się, że naruszenie przestrzeni powietrznej miało miejsce, ale różnić się co do tego, czy było celowe, ile dowodów jest potrzebnych, aby publicznie przypisać odpowiedzialność, i jaka reakcja jest uzasadniona.

Degeratu opisał dyskusję na artykule 4 w takich okolicznościach jako „psychologiczny moment, kiedy Sojusz musi wykazać pewien poziom spójności i solidarności”.

Bardziej wymagający przypadek, zasugerował, mógłby przybrać formę poważnego cyberataku, który byłby na tyle poważny, by wymagać zbiorowej reakcji, ale nadal pozostawałby poniżej progu wojny konwencjonalnej, pozostawiając rządom sojuszniczym decyzję do podjęcia działań, zanim pełne przypisanie odpowiedzialności zostanie ustalone.