Ratownikom wystarczyło pięć sekund. Politycy potrzebowali kilkunastu lat
Krytyka Polityczna
W pyle wdychanym przez ratowników 11 września 2001 był sproszkowany beton, gips i włókno szklane. Płonące paliwo lotnicze i elektronika uwalniały azbest, ołów, rtęć, chrom, nikiel, cynk i kadm. Agencja Ochrony Środowiska wydała oświadczenie, że powietrze na zewnątrz nie stanowi zagrożenia. The post Ratownikom wystarczyło pięć sekund. Politycy potrzebowali kilkunastu lat first appeared on Krytyka Polityczna.
Rankiem 11 września 2001 roku młody detektyw James Zadroga wracał do domu po nocnej zmianie. Był zaledwie kilka minut od rodzinnego domu w New Jersey, kiedy w radiu usłyszał, że w World Trade Center uderzył samolot. Natychmiast zawrócił i pojechał na Dolny Manhattan, żeby pomóc w ewakuacji budynku. Tego samego popołudnia cudem uniknął śmierci, gdy zawalił się World Trade Center 7 – mniejszy budynek uszkodzony przez pożar oraz szczątki spadające z dwóch głównych wież.
Przez kolejne miesiące Zadroga przepracował kilkaset godzin w Strefie Zero, początkowo poszukując ocalałych, a później usuwając gruz. Robił to w papierowej masce przeciwpyłowej, jaką można kupić w sklepach z artykułami budowlanymi.
Nie był jedyny. W pierwszych dniach po katastrofie brakowało odpowiednich środków ochrony, tradycyjny sprzęt strażacki okazał się niewystarczający w obliczu skali katastrofy, a zablokowane drogi dojazdowe i chaos komunikacyjny opóźniały dostarczanie specjalistycznego sprzętu. Agencja Ochrony Środowiska wydała wówczas oświadczenie, w którym zapewniała, że powietrze na zewnątrz nie stanowi zagrożenia. W rezultacie wielu ratowników pracowało bez odpowiednich środków ochrony dróg oddechowych.
W pyle wdychanym przez ratowników był sproszkowany beton, gips, włókno szklane. Płonące paliwo lotnicze, kable, elektronika i świetlówki uwalniały azbest, ołów, rtęć, chrom, nikiel, cynk i kadm.
Strefa Zero nie była jedynym miejscem pracy ratowników. Prawie dwa miliony ton gruzu przewieziono ciężarówkami i barkami do Fresh Kills, byłego składowiska odpadów na Staten Island, jednej z pięciu dzielnic Nowego Jorku, położonej na wyspie około ośmiu kilometrów od Manhattanu, po drugiej stronie zatoki. Miesiącami tysiące strażaków, policjantów, pracowników komunalnych i wolontariuszy przeczesywało gruz w poszukiwaniu ludzkich szczątków, rzeczy osobistych ofiar oraz szczątków samolotów, które mogły stanowić dowody w śledztwie.
Kilka tygodni po zamachu zdrowie Zadrogi zaczęło się pogarszać. Detektyw miał trudności z oddychaniem i cierpiał na uporczywy kaszel. Dokuczały mu również bezsenność i bóle głowy.
W marcu 2002 roku powiadomił pracodawcę, że jego dolegliwości są związane z pełnieniem służby. Według rodziny Jamesa zgłoszenie zostało zignorowane, a policjant musiał nadal stawiać się w pracy, mimo że nie był w stanie nawet wejść po schodach.
Nowojorska policja nie odniosła się do zarzutów wysuwanych przez rodzinę Jamesa. Nie ma też jednoznacznych dowodów na to, że stan zdrowia Zadrogi był przez przełożonych bagatelizowany. Wiadomo natomiast, że kilka miesięcy po zgłoszeniu dolegliwości Zadroga został przeniesiony do wydziału zabójstw na Dolnym Manhattanie. Niedługo później poszedł na zwolnienie lekarskie.
Jego stan wciąż się pogarszał: nie był już zdolny do pracy, zaczął poruszać się na wózku, potrzebował butli z tlenem i regularnych zastrzyków. W październiku badania wykazały, że jego płuca osiągały zaledwie połowę normalnej wydolności.
Zadroga złożył wniosek o rentę inwalidzką. Policyjna komisja lekarska uznała go za niezdolnego do pracy, ale odmówiła potwierdzenia, że niezdolność ta była konsekwencją wykonywania obowiązków służbowych. „Nie jestem w stanie opłacić rachunków, a pracodawca nie chce uznać, że jestem chory. Pamiętają o zmarłych, lecz nie o chorych, którzy wciąż żyją” – stwierdził gorzko Zadroga w spisanym przez siebie oświadczeniu.
Przez kolejne miesiące Zadroga był wielokrotnie badany. Ostatecznie w 2004 roku uznano, że jego dramatyczny stan zdrowia był skutkiem pracy w Strefie Zero i przyznano mu rentę inwalidzką. 5 stycznia 2006 roku Zadroga zmarł w wyniku niewydolności oddechowej spowodowanej ciężkim ziarniniakowym zapaleniem płuc.
W kwietniu 2006 roku lekarz sądowy z New Jersey dr Gerard Breton stwierdził, że śmierć policjanta była bezpośrednio związana z pracą w Strefie Zero. Był to pierwszy oficjalny dowód medyczny łączący śmierć ratownika z ekspozycją na pył. Nie był to jednak koniec.
Rodzice Zadrogi przekazali wyniki sekcji zwłok do Biura Głównego Lekarza Sądowego Miasta Nowy Jork. Jednak pełniący tę funkcję dr Charles Hirsch zakwestionował wyniki sekcji i uznał, że uszkodzenia płuc mogły być skutkiem dożylnego wstrzykiwania sproszkowanych leków, które Zadroga przyjmował z powodu ciężkiej choroby. Tej wersji sprzeciwił się z kolei patolog sądowy Michael Baden, który wskazał na obecność włókien szklanych w płucach, czego teoria o wstrzykiwaniu leków nie tłumaczy. Na ciele Zadrogi nie było również śladów wkłuć.
W międzyczasie tysiące chorych ratowników walczyło o pomoc w pokryciu kosztów leczenia.
Jedenaście dni po zamachu Kongres ustanowił fundusz odszkodowań dla ofiar 11 września. Wypłacano z niego odszkodowania dla rodzin ofiar oraz rannych w atakach, między innymi po to, żeby uchronić linie lotnicze przed skutkami pozwów. W zamian za przyjęcie odszkodowania z funduszu poszkodowani musieli zazwyczaj zrzec się prawa do wszczęcia postępowania sądowego.
Odszkodowania przysługiwały jednak jedynie osobom, które doznały obrażeń bezpośrednio w atakach. Fundusz wygasł w 2003 roku, zanim przewlekłe schorzenia tysięcy ratowników zaczęły w pełni się ujawniać.
Ratownicy próbowali zwrócić na siebie uwagę polityków i mediów, a także dołączali do pozwów zbiorowych przeciwko miastu. Kwestionowanie przyczyn śmierci Zadrogi odczytywano jako próbę zabezpieczenia się przed pozwami. Gazeta „Daily News” opublikowała artykuł oskarżający Hirscha o szarganie reputacji Zadrogi. Sprawa nabierała rozgłosu.
W 2005 roku demokratka Carolyn Maloney przedstawia projekt ustawy zapewniającej fundusze na badania i leczenie osób, które zachorowały po służbie w Strefie Zero. Projekt nie uzyskuje jednak wystarczającego poparcia politycznego.
Rok później Maloney składa projekt tzw. ustawy Zadrogi. W tym samym czasie senatorka Hillary Clinton próbuje dołączyć do ustawy o bezpieczeństwie portowym pięcioletni program opieki zdrowotnej o wartości 1,9 mld dolarów. Obie inicjatywy ponownie zostają zablokowane na etapie prac w komisjach. Ich republikańscy przeciwnicy argumentują, że ich przyjęcie oznaczałyby stworzenie ogromnego, nieprzewidzianego w budżecie federalnym programu opieki zdrowotnej, twierdząc jednocześnie, że wciąż nie ma wystarczających dowodów na związek między pracą w Strefie Zero a przewlekłymi chorobami.
4 lutego 2009 roku pod obrady trafia kolejna wersja ustawy. Demokraci próbują doprowadzić do jej uchwalenia w trybie przyspieszonym, wymagającym większości dwóch trzecich głosów. Republikanie opowiadają się przeciwko ustawie, krytykując mechanizm jej finansowania: likwidację luki w podatku od korporacji, z której korzystają zagraniczne firmy działające w Stanach Zjednoczonych. Ostatecznie ustawa zostaje przyjęta przez Izbę Reprezentantów w zwykłym trybie i trafia do Senatu.
Republikanie po raz kolejny blokują projekt, stosując obstrukcję parlamentarną. Nie chodzi jedynie o jego koszty. Pod koniec 2010 roku wygasały obniżki podatków wprowadzone za prezydentury Busha w latach 2001 i 2003. Republikanie zapowiadają, że będą blokować kolejne ustawy, dopóki Senat nie zajmie się przedłużeniem tych obniżek. W efekcie ustawa Zadrogi staje się częścią niekończącego się sporu o podatki i wydatki federalne.
16 grudnia 2010 gospodarz popularnego programu The Daily Show Jon Stewart zaprasza do programu czterech ratowników ze Strefy Zero. Wyjaśniają, że ubezpieczenie, które zapewnia im pracodawca, nie pokrywa kosztów ich leczenia i nie rozumieją, dlaczego politycy nie są w stanie latami uchwalić prawa gwarantującego im opiekę medyczną. Stewart nie mówi zbyt wiele, lecz puszcza wymowne nagranie, na którym republikański senator wyjaśnia, że procedowanie ustawy w okresie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem oznaczałoby „brak szacunku dla instytucji i świąt”. W studio rozlega się pomruk niedowierzania.
„Nie znajdziesz ani jednego nowojorskiego strażaka, który uważałby pracę w Sylwestra lub w Nowy Rok za przejaw braku szacunku” – kwituje chory na raka strażak Kenny Specht.
Główne stacje telewizyjne natychmiast nagłaśniają sprawę. Krytyka wznosi się ponad podziały ideologiczne. Chris Wallace, prowadzący program Fox News Sunday nazywa niepowodzenie w uchwaleniu ustawy „narodową hańbą”.
Trzy dni po emisji programu Stewarta nowojorscy senatorowie Chuck Schumer i Kirsten Gillibrand przyspieszają procedurę uchwalenia poprawionej, okrojonej wersji projektu. Aby zadowolić republikanów, zmieniają mechanizm jej finansowania – część kosztów ma zostać pokryta poprzez wprowadzenie dwuprocentowego podatku akcyzowego od niektórych towarów zagranicznych zamiast likwidacji ulg podatkowych dla korporacji. Ograniczają również okres jej trwania do pięciu lat. 22 grudnia 2010 Senat jednogłośnie przyjmuje ustawę Zadrogi, a 2 stycznia ustawa zostaje podpisana przez Baracka Obamę.
Pięć lat później ustawa wygasa i walka rozpoczyna się na nowo. Ratownicy i ich rodziny jadą do Waszyngtonu, żeby przekonać Kongres do przedłużenia ustawy. Dołącza do nich Jon Stewart. „Chcę sprawdzić, czy wstyd działa. Wstyd to uczucie, które może ogarnąć senatora, który po 11 września napisał na Twitterze: »Nigdy nie zapomnimy naszych bohaterów«, a potem o nich zapomniał, nie popierając tej ustawy” –mówi Stewart, zatrzymując polityków na korytarzach Kapitolu.
Presja znów przynosi skutek. 18 grudnia 2015 Obama podpisuje ustawę przedłużającą program opieki zdrowotnej do 2090 roku oraz przedłużającą fundusz odszkodowań o kolejne pięć lat.
W czerwcu 2019 roku fundusz zaczyna ograniczać wypłaty dla umierających ratowników. Stewart po raz kolejny odwiedza Kapitol, tym razem zeznając przed podkomisją do spraw funduszu odszkodowawczego. Siedząc obok nieuleczalnie chorego detektywa nowojorskiej policji Luisa Alvareza, zwraca się do siedzących naprzeciwko ustawodawców:
„Czas reakcji nowojorskich służb na zgłoszenie pod numerem 911 wyniósł pięć sekund. Nie ma tu ani jednej osoby, która nie napisałaby na Twitterze: »Nigdy nie zapomnimy bohaterów z 11 września«. Cóż, oto oni! Wasza obojętność kosztowała tych mężczyzn i kobiety ich najcenniejszy zasób: czas. To wszystko powinno wyglądać odwrotnie: to członkowie Kongresu powinni być przesłuchiwani i wyjaśnić, dlaczego to jest tak cholernie trudne i trwa tak cholernie długo. Nie potrafię pojąć, dlaczego ta ustawa nie została przyjęta jednomyślnie. Oni zareagowali w pięć sekund. Wykonali swoją pracę z odwagą, godnością, wytrwałością i pokorą. Osiemnaście lat później – wykonajcie swoją!”.
Detektyw Luis Alvarez zmarł zaledwie 18 dni później. Wystąpienie Stewarta po raz kolejny stało się jednym z najgłośniejszych momentów kampanii na rzecz funduszu. 23 lipca Senat przyjął ustawę o jego stałym finansowaniu stosunkiem głosów 97 do 2.
Fundusz wraz z programem World Trade Center Health Program zapewniającym monitoring i leczenie chorób powstałych w wyniku ataku na World Trade Center mają działać do roku 2090.
Wśród ratowników częstość występowania astmy w ciągu całego życia wzrosła z około 3 proc. przed 11 września do 19 proc. w 2007 roku. W ogólnej populacji dorosłych mieszkańców Stanów Zjednoczonych wskaźnik ten utrzymywał się na poziomie około 10 proc. Dwukrotnie wzrósł wskaźnik przewlekłego zapalenia błony śluzowej nosa i zatok.
W porównaniu z ogółem populacji ratownicy mieli o 9 proc. wyższe ryzyko zachorowania na nowotwory. W przypadku raka prostaty ryzyko było wyższe o 25 proc., białaczki o 41 proc., a raka tarczycy aż o 119 proc. Strażacy, którzy przybyli na miejsce katastrofy w jej trakcie lub tuż po zawaleniu się budynków, mieli o 44 proc. wyższe ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych niż strażacy, którzy przybyli 12 września lub później.
The post Ratownikom wystarczyło pięć sekund. Politycy potrzebowali kilkunastu lat first appeared on Krytyka Polityczna.