Jak wojna Rosji zmieniła argumenty na rzecz ponownego zjednoczenia Rumunii i Mołdawii
New Eastern Europe
Moldova nadal nie ma stabilnej większości na rzecz unii z Rumunią. Jednak trwająca agresja Rosji na Ukrainę sprawiła, że koszt pozostawania wrażliwym małym państwem stał się znacznie trudniejszy do zignorowania.
Kiedy prezydent Mołdawii, Maia Sandu, powiedziała, że osobiście zagłosowałaby za zjednoczeniem z Rumunią w referendum, przedstawiła swoją argumentację poprzez wrażliwość, a nie historyczne urazy. Małe państwo, argumentowała, stoi przed rosnącymi trudnościami w utrzymaniu demokracji i suwerenności pod ciągłym naciskiem Rosji. Sandu może popierać zjednoczenie, ale na razie nie ma poparcia społecznego, które pozwoliłoby jej realizować to jako politykę rządową. Członkostwo w Unii Europejskiej pozostaje bardziej popularne i daje jej administracji drogę, którą można rozwijać poprzez negocjacje i bronić przed wyborcami.
Jednak pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę zmieniła warunki, w których Mołdawianie oceniają swój stan. Rosyjskie wojska pozostają na terytorium Mołdawii uznanym międzynarodowo. Administracja separatystyczna w Naddniestrzu zapewnia Moskwie wpływy nad bezpieczeństwem kraju i jego wyborami konstytucyjnymi. Operacje finansowe i informacyjne powiązane z Rosją wielokrotnie celowały w wybory i instytucje polityczne. Prawo Mołdawii do pozostania niezależnym nie jest kwestionowane. Bardziej problematyczną kwestią jest to, czy w obecnych warunkach bezpieczeństwa, niepodległość daje krajowi wystarczającą siłę do obrony własnych decyzji.
Wsparcie bez większości
Regularne sondaże przeprowadzane przez IMAS, agencję badawczą w Rumunii i Mołdawii, sugerują, że poparcie dla zjednoczenia pozostaje w dużej mierze stabilne od ostatnich dwóch lat. W lipcu 2024 roku 36 procent respondentów zadeklarowało, że zagłosowałoby za. Do czerwca 2026 roku odsetek ten wyniósł 34 procent. Seria ta pokazuje, że poparcie jest konsekwentnie wokół jednej trzeciej elektoratu, a nie wykazuje tendencji wzrostowej do większości. Inne badania wykazały szerszy zakres. Sondaż iData przeprowadzony w sierpniu 2025 roku wykazał 31 procent poparcia i 61,5 procent sprzeciwu. ATES Research odnotowało 44 procent poparcia i 39,2 procent sprzeciwu wśród respondentów mieszkających na Mołdawii w marcu 2026 roku, podczas gdy poparcie wśród obywateli Mołdawii badanych za granicą sięgało 60,8 procent.
Wyniki te nie powinny być traktowane jako jednolity trend. Badania korzystały z różnych metod i próbek, a badanie ATES oddzielnie mierzyło diasporę. IMAS oferuje jaśniejszy obraz zmian w czasie, podczas gdy inne sondaże pokazują, że dokładny poziom poparcia pozostaje kwestią sporną i może się znacznie różnić w zależności od tego, kto jest badany.
Publiczne poparcie Sandu ułatwiło dyskusję o zjednoczeniu na poziomie prezydenckim, ale żadna dostępna seria nie pokazuje decydującego przesunięcia w kierunku większościowego poparcia. Integracja europejska pozostaje szerzej akceptowana i stopniowo się umacnia. Wielu Mołdawian chce, aby ich kraj zbliżył się do Europy, nie rezygnując z własnej odrębności jako państwo. Sondaże nadal pokazują, że zjednoczenie wykracza poza małą grupę aktywistów. Referendum byłoby rozstrzygane nie tylko na podstawie języka czy pamięci historycznej. Wyborcy pytaliby o emerytury, podatki, własność, opiekę zdrowotną, zatrudnienie publiczne, prawa mniejszości i bezpieczeństwo. Przyszłe poparcie będzie zależało od tego, czy zwolennicy zjednoczenia będą w stanie wiarygodnie odpowiedzieć na te pytania.
Prezydent Rumunii Nicușor Dan powiedział, że Rumunia byłaby gotowa zareagować, jeśli większość obywateli Mołdawii zdecyduje się na zjednoczenie. Powiązał to stanowisko z deklaracją jednogłośnie przyjętą przez rumuński parlament w 2018 roku i pozostawił inicjatywę wyborcom Mołdawii. Wypowiedzi Sandu i Danu ułatwiły dyskusję o zjednoczeniu na poziomie prezydenckim, ale nie stanowią one mandatu społecznego.
Bezpieczeństwo ponad slogany
Rumunia jest członkiem NATO. Mołdawia utrzymuje neutralność konstytucyjną, podczas gdy rosyjskie wojska pozostają w Naddniestrzu, podważając warunki, w których ta neutralność mogłaby funkcjonować. Zjednoczenie podnosiłoby więc natychmiastowe pytanie o zastosowanie zobowiązań sojuszniczych Rumunii na powiększonym terytorium. Oficer NATO zaznajomiony z procedurami Sojuszu, mówiący nieoficjalnie, powiedział, że od Rumunii oczekiwano byłoby utrzymania członkostwa w ramach modelu, w którym pozostaje państwem kontynuującym. Oficer ten stwierdził, że ciągłość prawna umieściłaby powiększone terytorium w istniejącej strukturze państwowej Rumunii. W praktyce wdrożenie układów NATO nadal wymagałoby konsultacji i dostosowań instytucjonalnych.
Instytucje obronne Mołdawii, struktury dowodzenia, bezpieczna komunikacja, procedury wywiadowcze i infrastruktura wojskowa musiałyby spełniać standardy NATO. Naddniestrze wymagałoby odrębnego porozumienia politycznego i bezpieczeństwa, ponieważ rosyjskie wojska i separatystyczne władze nadal tam obecne. Niemcy stanowią odpowiedni precedens, choć nie gotową formułę. Gdy Republika Demokratyczna Niemiec dołączyła do Republiki Federalnej w październiku 1990 roku, jej terytorium weszło do NATO poprzez kontynuację członkostwa Zachodnich Niemiec. To porozumienie opierało się na szczegółowych negocjacjach międzynarodowych w warunkach znacznie różniących się od dzisiejszej sytuacji na Mołdawii. Członkostwo w NATO zapewniłoby ramy, a nie natychmiastowe rozwiązanie bezpieczeństwa. Implikacje prawne i wojskowe musiałyby zostać wynegocjowane z sojusznikami jeszcze przed referendum.
Zjednoczenie miałoby też konsekwencje poza Rumunią i Mołdawią. Granice Rumunii i jej obowiązki obronne rozciągałyby się na terytorium graniczące z Ukrainą i regionem separatystycznym Naddniestrza. Terytorium Mołdawii weszłoby w ramy instytucjonalne i obronne państwa NATO nad Morzem Czarnym. Stałoby się też bardziej zintegrowane z rumuńską infrastrukturą transportową i energetyczną, w tym portem w Konstancy i trasami Dolnego Dunaju, które stają się coraz ważniejsze dla Ukrainy.
Przejście mogłoby stworzyć okres zwiększonego ryzyka. Moskwa mogłaby próbować utrudnić proces, aktywując swoją obecność wojskową i związane z nią struktury bezpieczeństwa w Naddniestrzu. Kontyngent rosyjski tam nie jest wystarczająco duży, by przeprowadzić poważny atak na Ukrainę. Odnowione działania wojenne lub zorganizowana destabilizacja mogłyby jednak zmusić Kijów do wzmocnienia Odesy, tworząc kolejną linię nacisku militarnego na region już narażony na długotrwałe rosyjskie ataki.
Presja nie musiałaby się rozwijać w kierunku konwencjonalnego frontu, by służyć interesom Moskwy. Ochrona granicy, monitorowanie Naddniestrza i przygotowania do prowokacji mogłyby odciągnąć ukraiński personel, zdolności wywiadowcze i zasoby obrony powietrznej od innych części wojny.
Ukraina miałaby więc bezpośredni interes bezpieczeństwa w zarządzaniu każdym przejściem konstytucyjnym. Nie miałaby prawa veta nad decyzją podjętą przez wyborców w Rumunii i Mołdawii, ale każdy poważny proces wymagałby konsultacji z Kijowem w sprawie Naddniestrza, kontroli granic, infrastruktury transportowej i ciągłości umów dwustronnych.
Nieobcy sobie
Zjednoczenie byłoby poważnym naruszeniem konstytucyjnym, choć obie społeczności są już ściśle powiązane poprzez pracę, edukację, obywatelstwo i więzy rodzinne. Rumuski jest językiem urzędowym obu państw. Trybunał Konstytucyjny Mołdawii ustalił, że Deklaracja Niepodległości, w której nazwano język rumuński językiem państwowym, ma pierwszeństwo przed poprzednim brzmieniem konstytucji. Maia Sandu umieściła to orzeczenie w kontekście historii radzieckiego panowania, przypominając, jak język ten został oficjalnie przemianowany i jak nazywanie go rumuńskim stało się aktem oporu. Wspólny język ułatwiłby znacznie integrację szkół, administracji publicznej i instytucji politycznych. Tożsamość mołdawska nie musiałaby zniknąć w ramach wspólnego państwa. Nadal odzwierciedlałaby szczególne doświadczenia Bessarabii, radzieckiego panowania i ponad trzydziestu lat niepodległości.
Niektórzy obywatele postrzegają tożsamość mołdawską jako w pełni narodową. Demokratyczny projekt musiałby szanować tę tożsamość, a nie próbować ją na mocy prawa redefiniować. Wspólne państwo mogłoby uznać wspólny język i historię, nie wymagając od każdego obywatela opisywania własnej tożsamości w tych samych kategoriach. Ta sama zasada dotyczyłaby społeczności gagauzkich, ukraińskich, rosyjskich, bułgarskich, romskich i innych. Gwarancje dotyczące języka, edukacji, instytucji kulturalnych, samorządu i reprezentacji politycznej musiałyby stanowić część konstytucyjnego porozumienia. Związek, który mówiłby tylko do obywateli już identyfikujących się jako Rumuni, nie zdobyłby szerokiego ani trwałego poparcia.
Jednocześnie obywatelstwo rumuńskie już zostało przyznane dużej części społeczeństwa mołdawskiego, co daje dostęp do praw europejskich. W styczniu 2026 roku Le Monde donosił, że ponad milion Mołdawian posiada obywatelstwo rumuńskie. Obie społeczności są raczej nieobce sobie. Mołdawianie studiują na rumuńskich uniwersytetach, pracują w całej Unii Europejskiej i głosują w wyborach rumuńskich. Więzy rodzinne regularnie przekraczają rzekę Prut. Paszporty rumuńskie posiadają politycy z różnych obozów ideologicznych, w tym osoby unikające języka zjednoczeniowego.
Metropolia Bessarabii stanowi mniejszy przykład instytucjonalny. Po reaktywacji w ramach Rumunkiej Cerkwi Prawosławnej, otrzymała uznanie prawne po tym, jak Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że odmowa rejestracji kościoła przez Mołdawię naruszyła wolność religijną. Obecnie działa ona obok Metropolii Kiszyniowskiej i Całej Mołdawii pod zwierzchnictwem Patriarchatu Moskiewskiego.
Do 2021 roku, według Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rumunii, Bukareszt wspierał renowację ponad 1000 przedszkoli i szkół oraz przyczynił się do budowy gazociągu łączącego oba państwa. Te projekty dwustronne dają pewne wyobrażenie o inwestycjach i pracach administracyjnych, które wymagałaby głębsza integracja.
Poranek po zjednoczeniu
Tradycyjny unionizm zachował pamięć historyczną i rumuńską tożsamość językową, którą radziecka władza próbowała stłumić, ale rzadko wyjaśnia, co się dzieje następnego dnia po zjednoczeniu. Dragoș Galbur, mołdawski polityk unionistyczny, twierdzi, że ruch ten spędził zbyt dużo czasu powtarzając, że Mołdawianie są Rumunami, i zbyt mało czasu opisując, jak miałoby wyglądać zjednoczenie. Jego argument dotyczy także obywateli, którzy czują niewiele więzi z tradycyjną narracją unionistyczną. Głosujący mówiący po rosyjsku mogą mniej przejmować się rokiem 1940 niż Schengen, ochroną NATO, miejscem pracy i jakością instytucji publicznych.
Galbur jest zwolennikiem, a nie neutralnym obserwatorem. Jednak partie unionistyczne niewiele zrobiły, by wyjaśnić, jak zjednoczenie wpłynęłoby na podatki, emerytury czy zatrudnienie publiczne. Rodziny rozważające zmiany konstytucyjne będą chciały wiedzieć, czy nauczyciele i lekarze wejdą do rumuńskich systemów płac, jak będą uznawane tytuły własności i które przepisy będą obowiązywać od pierwszego dnia. Rumunia ma większą gospodarkę, członkostwo w UE i NATO, dostęp do Schengen i większe zasoby fiskalne. Ma też głębokie nierówności regionalne, słabe instytucje i presję na szpitale, szkoły i finanse publiczne. Integracja Mołdawii początkowo zwiększyłaby presję na rumuńskie finanse publiczne, choć trwałe inwestycje mogłyby zmniejszyć niektóre z istniejących luk.
Wiarygodny plan wymagałby harmonogramu dostosowania emerytur i wynagrodzeń w sektorze publicznym, integracji systemów opieki społecznej i podatkowych, uznania tytułów własności i reformy administracji publicznej. Musiałby wyjaśnić, co się stanie z mołdawskimi urzędnikami i jak szybko drogi, szpitale, szkoły i infrastruktura energetyczna mogłyby się zintegrować. Gagauzja wymagałaby wynegocjowanego stanowiska konstytucyjnego. Bez odpowiedzi na te pytania żaden rząd nie mógłby wiarygodnie poprosić wyborców o poparcie zjednoczenia.
Niepodległość również nie jest bezkosztowa. Mołdawia musi finansować instytucje suwerennego państwa z ograniczonym budżetem podatkowym i kurczącą się populacją, pozostając poza NATO i narażona na rosyjskie ingerencje. Rumunia już wydaje środki publiczne i kapitał polityczny na wspieranie stabilności Mołdawii i integracji europejskiej. Po zjednoczeniu Bukareszt nie będzie już wspierał sąsiedniego rządu. Będzie bezpośrednio odpowiedzialny za usługi publiczne, infrastrukturę i administrację Mołdawii. Słabe zarządzanie lub opóźnione inwestycje staną się problemami polityki krajowej Rumunii.
Naddniestrze a dylemat demokratyczny
Naddniestrze pozostaje prawdziwą przeszkodą dla zjednoczenia. Rząd separatystyczny wspierany przez Rosję ogranicza dostępne wybory konstytucyjne dla reszty Mołdawii. Rosyjskie wojska pozostają w regionie, podczas gdy Moskwa utrzymuje wpływy polityczne i gospodarcze poprzez separatystyczne władze. Galbur opisuje Naddniestrze jako zarówno oligarchiczną gospodarkę, jak i narzędzie do utrzymywania Mołdawii z dala od Rumunii, UE i zachodnich struktur bezpieczeństwa. Ale czy obywatele żyjący pod uznanymi instytucjami Mołdawii powinni być pozbawieni prawa do wyboru swojej przyszłości konstytucyjnej, ponieważ separatystyczne władze kontrolują inną część kraju i hostują rosyjskie wojska?
Model omawiany w kręgach unionistycznych zakładałby rozpoczęcie od terytorium pod efektywną administracją Kiszyniowa. Przydatne jest określenie „prawe brzegi najpierw” jako skrótu politycznego, choć geograficznie niepełnego. Miasto Bender, czyli Tighina, leży na zachód od Nistru, ale pozostaje pod kontrolą separatystów. Proces etapowy wymagałby tymczasowego porozumienia konstytucyjnego. Rumunia i Mołdawia musiałyby ustalić kolejność referendów, rolę obu parlamentów, transfer zobowiązań międzynarodowych i prawa obywateli mieszkających poza kontrolą Kiszyniowa.
Rozwiązanie prawne musiałoby też ustalić, czy Rumunia, jako państwo kontynuujące, może przejąć roszczenia Mołdawii do pełnego terytorium uznanego międzynarodowo, jednocześnie sprawując władzę tylko tam, gdzie obecnie działają mołdawskie instytucje. To wciąż niezweryfikowana konstrukcja prawna, a nie dostępna procedura. Kontynuacja bez lewego brzegu mogłaby osłabić roszczenia terytorialne Mołdawii lub pozostawić mieszkańców w niepewności prawnej. Proces etapowy mógłby albo stworzyć lepsze warunki do reintegracji, albo utrwalić obecną podział.
Udana transformacja na terytorium zarządzanym przez Kiszyniów mogłaby stopniowo zmienić motywacje na Nistru. Mieszkańcy mogliby porównywać wynagrodzenia, emerytury, opiekę zdrowotną, ochronę własności i wolność przemieszczania się z warunkami oferowanymi przez system separatystyczny. Przyciąganie ekonomiczne nie pokonałoby zakorzenionych lojalności ani kontroli władz nad instytucjami i zatrudnieniem. Jednak nadal mogłoby dać ludziom z niewielkim zainteresowaniem tożsamością rumuńską praktyczny powód, by wejść w ten sam przestrzeń prawną i gospodarczą.
Reintegracja musiałaby odróżniać osoby na wysokich stanowiskach odpowiedzialne za poważne nadużycia od zwykłych pracowników, którzy utrzymywali szpitale, szkoły i usługi miejskie. Weryfikacja i przekwalifikowanie mogłyby stanowić drogę do nowych instytucji. Karanie zbiorowe utrudniłoby reintegrację. Propozycja jest prawnie niezweryfikowana i mogłaby utrwalić podział Mołdawii. Ale dlaczego separatystyczny reżim chroniony przez rosyjskie wojska miałby zachować veto nad konstytucyjnymi wyborami reszty kraju?
Dwie europejskie przyszłości
Zwolennicy mołdawskiej państwowości przedstawiają najsilniejszy argument przeciwko zjednoczeniu. Mołdawia mogłaby kontynuować budowę własnych instytucji, zakończyć negocjacje akcesyjne do UE i wejść do wspólnej europejskiej przestrzeni prawnej i gospodarczej, pozostając odrębnym państwem. To jest legalna droga. Członkostwo w UE cieszy się szerszym poparciem i postępowało poprzez formalne negocjacje. Mołdawia rozpoczęła negocjacje akcesyjne w czerwcu 2024 roku, a w czerwcu 2026 roku miała pierwszy klaster negocjacyjny, a w lipcu klaster relacji zewnętrznych.
Druga droga prowadziłaby Mołdawię do wewnątrz istniejącego państwa członkowskiego UE i NATO. Oferowałaby dostęp do ram bezpieczeństwa Rumunii i większej bazy fiskalnej, ale wymagałaby kosztownej transformacji konstytucyjnej, integracji administracyjnej i rozstrzygnięć dotyczących Naddniestrza i Gagauzji. Konsekwencje sięgałyby bezpieczeństwa regionalnego. Obie opcje umocniłyby Mołdawię w Europie, a obie wymagałyby szerokich reform instytucjonalnych.
Członkostwo w UE powinno jednak pozostać priorytetem narodowym, nie będąc powodem do wykluczenia poważnej analizy zjednoczenia. Członkostwo w UE przyniosłoby inwestycje, zbieżność praw i głębszą integrację z jednolitym rynkiem europejskim. Bezpieczeństwo Mołdawii nadal zależałoby od jej neutralności, ograniczonych zdolności obronnych i porozumienia w Naddniestrzu. Zjednoczenie rozwiązałoby te luki poprzez struktury państwa i sojuszu rumuńskiego. Cena byłaby z pewnością trudniejszą transformacją polityczną i administracyjną.
Chociaż poparcie dla zjednoczenia pozostaje poniżej większości niezbędnej do jego osiągnięcia, wojna Rosji uczyniła status quo trudniejszym do opisania jako neutralny lub bezkosztowy. Niepodległość Mołdawii istnieje obok obcych wojsk, nierozwiązanych separatystów i powtarzających się nacisków na jej instytucje demokratyczne. Związek z Rumunią wiązałby się z innymi ryzykami, w tym z dużymi wydatkami publicznymi, trudnymi decyzjami prawnymi, konsekwencjami dla bezpieczeństwa regionalnego i ochroną społeczności ukształtowanych przez odrębne państwowości. Debata powinna rozważyć, ile kosztuje Mołdawię dalsza niepodległość, a ile kosztowałoby Rumunię zjednoczenie. Ostateczny wybór należy do wyborców obu państw. Moskwa nie powinna mieć roli w ustalaniu warunków.
Ana Pisarenco jest dziennikarką z Mołdawii. Prowadzi niezależny projekt medialny eurOpinii.