Kiedyś projekt Europy, Zachodni Bałkany, jest teraz jej lustrem
New Eastern Europe
Przez ostatnich 15 lat leksykon Europy dotyczący Zachodnich Bałkanów przeszedł kilka przemian. Śledzenie tej ewolucji ujawnia nie tylko to, jak zmieniły się oczekiwania Zachodu wobec tego regionu, ale także jak zmieniło się rozumienie Europy samej siebie.
Europejskie koncepcje Bałkanów Zachodnich od dawna odzwierciedlały nadzieje i niepokoje chwili. Przez cały XX wiek region ten był europejskim prochem wybuchowym – ziemią starożytnych nienawiści etnicznych, nieustannie na skraju gwałtownego konfliktu. Po wojnach lat 90. Bałkany Zachodnie stały się projektem demokratycznym, w którym pokój i pojednanie, budowa instytucji oraz integracja z NATO i Unią Europejską miały wyprowadzić te kraje z konfliktu i wprowadzić je do Europy.
Obecnie jednak wydaje się, że ten projekt zawiódł. Demokracja jest na podtrzymaniu życia, a rywalizacja geopolityczna testuje coraz bardziej kruchy konsensus wokół członkostwa w UE w wielu z tych krajów. W tym kontekście Bałkany Zachodnie są obecnie przedstawiane jako kluczowe pole bitwy dla przyszłości Europy. Śledzenie tych zmieniających się koncepcji regionu stanowi więc użyteczny punkt widzenia do zrozumienia, gdzie byliśmy przez ostatnie 15 lat i dokąd możemy zmierzać.
S: Projekt polityczny
W 2003 roku na szczycie UE-Bałkany Zachodnie w Salonikach, Bałkany Zachodnie awansowały z kryzysu, którym miała się zająć Zachód, do projektu politycznego, który miał zostać ukończony przez Europę. W retrospektywie, konsensus w Brukseli, Waszyngtonie i wśród ekspertów był godny podziwu. Powszechnie zgadzano się, że rozszerzenie Europy jest najlepszym sposobem na naprawę słabych instytucji tych krajów, dokończenie ich demokratycznych przemian i przekształcenie ich w pokojowe społeczeństwa. Waszyngton był przekonany, że Bruksela dokończy ten projekt, stopniowo depriorytetyzując region i skupiając uwagę gdzie indziej. Tymczasem, główną debatą w kręgach akademickich i politycznych nie było to, czy europeizacja i demokratyzacja się powiodą, lecz jak można to najlepiej osiągnąć.
Te wysokie oczekiwania wydawały się uzasadnione pozytywnymi wydarzeniami w regionie. Serbski dyktator Slobodan Milošević upadł w październiku 2000 roku w wyniku znaczącej mobilizacji obywatelskiej, a w 2001 roku podpisano Ramę Ohrid w Macedonii Północnej, kładąc podwaliny pod wieloetniczne, obywatelskie państwo. Następnie, w 2004 roku, Słowenia stała się pierwszą byłą republiką jugosłowiańską, która dołączyła do UE. Chorwacja wydawała się gotowa podążyć za nią, rozpoczynając negocjacje akcesyjne w 2005 roku po zgodzie na współpracę z międzynarodowymi władzami w dużej sprawie dotyczącej zbrodni wojennych. W 2006 roku ogłoszono pakiet reform konstytucyjnych w Bośni i Hercegowinie, mających wzmocnić centralne państwo zgodnie z europejskimi zaleceniami. Gdy w tym samym roku Czarnogóra uzyskała niepodległość, wydawało się, że nawet ostateczne kwestie rozpadu Jugosławii mogą zostać rozwiązane pokojowo.
Jednak wraz z nadejściem lat 2010. projekt Bałkanów Zachodnich pozostał niekompletny, a region coraz częściej określano jako niedokończone zadanie Europy w czasopismach naukowych, dokumentach politycznych i mediach popularnych. Kryzys eurostrefy, następnie kryzys migracyjny, Brexit i demokratyczne cofanie się w ramach bloku, stopniowo kierowały uwagę Brukseli do wewnątrz i odsuwały rozszerzenie, choć nadal było to oficjalną polityką, na dalszy plan. Z perspektywy Waszyngtonu koniec wojen i szybkie tempo rozszerzania NATO oznaczały udane przekazanie regionu Brukseli, zapewniając, że amerykańska dyplomacja nie jest już głównym motorem demokratyzacji w regionie.
Zmęczenie w Brukseli i Waszyngtonie szło w parze z niepowodzeniami w regionie. Reforma konstytucyjna szybko okazała się ślepą uliczką w Bośni i Hercegowinie, deklaracja niepodległości Kosowa w 2008 roku wywołała reakcję Serbii, a spór o nazwę Macedonii Północnej z Grecją utrudnił jej perspektywy w NATO i UE. Jakiekolwiek resztki optymizmu dotyczące rozwoju demokracji z lat 2000. zasadniczo zniknęły do 2013 roku, gdy do UE dołączyła Chorwacja, a niewiele innych krajów wydawało się gotowych podążyć jej śladem. Protesty antykorupcyjne, nazwane Boskim Wiosną, zakończyły się niepowodzeniem w 2014 roku, ogromny skandal podsłuchowy w Macedonii w 2015 roku wstrząsnął opinią publiczną, a prawdziwe oblicze rządu Aleksandra Vučića wyszło na jaw po nocnym zniszczeniu dzielnicy Savamala w Belgradzie w 2016 roku.
Od demokracji do stabilności
Pod koniec lat 2010. konsensus wokół europeizacji zaczął się aktywnie rozbijać. Ekspercka społeczność regionu zaczęła kwestionować, czy zaangażowanie Europy w regionie prowadzi do konsolidacji demokracji, czy raczej wspiera nieliberalnych liderów na Bałkanach Zachodnich. W słynnym już w 2017 roku blogu termin stabilotokracja został ukuty przez Srđę Pavlovića. Chciał on uchwycić fundamentalny hipokryzję pojawiającą się w Europie: Bruksela chwaliła liderów Bałkanów Zachodnich za zapewnienie stabilności, mimo że byli odpowiedzialni za niepowodzenia w demokracji i prawach człowieka. Liderzy regionu w zasadzie wykonywali reformy niezbędne do utrzymania perspektyw członkostwa, jednocześnie przejmując kontrolę nad instytucjami, które mieli wzmacniać i depolityzować. Eksperci twierdzili, że Bruksela była skłonna przymykać oczy na ich koncentrację bogactwa i władzy, o ile nie wywołały one kryzysów, które musiałaby rozwiązać.
Odpowiedź Brukseli miała postać raportu z 2018 roku od Komisji Europejskiej, który miał na celu odnowić zaufanie do rozszerzenia. Raport zaproponował nową linię czasową akcesji, podkreślił kluczowe obszary zaangażowania, takie jak praworządność, i, co najbardziej uderzające, uznał ryzyko zatrzymania rozszerzenia: niestabilność regionalną. Pomimo celów raportu, dla wielu obserwatorów podkreślał on, jak daleko te kraje odsunęły się od perspektyw wytyczonych w Salonikach. Głównym uzasadnieniem rozszerzenia nie była już demokratyczna transformacja, lecz zarządzanie niestabilnością na progu UE.
Wydarzenia w regionie potwierdziły to rosnące pesymistyczne spojrzenie, szczególnie po tym, jak dwa różne przełomy demokratyczne nie spełniły swoich ambitnych celów. W Macedonii Północnej upadek Nikola Gruevskiego w 2017 roku wydawał się potwierdzać lata mobilizacji obywatelskiej i odnowione zaangażowanie Euroatlantyckie. Trzy lata później opozycja w Czarnogórze w końcu zakończyła trzy dekady dominacji Milo Đukanovića przy urnach. Jednak w obu krajach nadzieje na decydujący reset demokratyczny ustąpiły miejsca znanym wzorcom etno-nacjonalistycznego blokowania, paraliżu politycznego i uporczywego korupcjonizmu. Nawet gdy dwóch najbardziej cytowanych stabilokratów regionu straciło władzę, ani Macedonia Północna, ani Czarnogóra nie zdołały zasadniczo zmienić swoich hybrydowych systemów politycznych.
Na całym regionie te systemy polityczne okazały się odporne na zmiany, nawet na globalne wstrząsy, takie jak pandemia COVID-19 czy pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę. Jeśli coś, to te wydarzenia utrwaliły stopniowy spadek trendów dla demokracji i praw człowieka w regionie. Weźmy Serbię na przykład, która w 2020 roku ogłosiła stan wyjątkowy, co przygotowało grunt pod brutalne represje policji podczas protestów antylockdownowych i umożliwiło dalszą konsolidację władzy wykonawczej. Od tego czasu trwająca wojna Rosji na Ukrainie tylko wzmocniła pozycję Vučića, pozwalając mu pogłębić swoje długotrwałe, geopolityczne balansowanie. Podczas gdy Belgrad potajemnie zaopatruje Ukrainę w amunicję i utrzymuje bliskie relacje z zachodnimi rządami, niedawno zaprosił samego prezydenta Ukrainy do stolicy, jednocześnie odmawiając nałożenia sankcji na Rosję i zachowując relacje polityczne i gospodarcze z Kreml.
Inny rodzaj pola bitwy
Te globalne wstrząsy przyspieszyły jednak kolejną zmianę w tym, jak politycy i eksperci postrzegają Bałkany Zachodnie. Obecnie region ten jest często opisywany jako strategiczne pole bitwy lub laboratorium na rozdrożu. Już nie jest postrzegany jako niedokończony demokratyczny projekt Brukseli, lecz coraz częściej jako kluczowy dla przyszłości samej Europy. W tym ujęciu obecne wyzwania regionu mogą nawet przewidywać potencjalne przyszłe zmagania kontynentu: jednoczesną obronę instytucji demokratycznych, utrzymanie wpływów geopolitycznych i zachowanie wiarygodności samego europejskiego projektu.
Bałkany Zachodnie nie są już oznaczone przez niepełne przemiany, lecz przez trwałe reżimy antydemokratyczne. Istnieje kilka wyraźnych naruszycieli, ale jeszcze mniej jasnych punktów. Coraz głębsza represja wobec aktywistów obywatelskich w Serbii podkreśla autorytarne zwroty rządu od czasu katastrofy dachu w Nowym Sadzie, która wywołała ogólnokrajowe protesty w 2024 roku. Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo są politycznie zablokowane przez chroniczną paralizę instytucjonalną z jednej strony i fragmentaryczną politykę partyjną z drugiej. Perspektywy integracji Macedonii Północnej pozostają zatrzymane przez bilateralne spory, podczas gdy rzekomi liderzy UE borykają się z demokratycznym spadkiem. Czarnogóra nadal jest dotknięta przez instrumentalizację polityki etnicznej i trwałe sieci patronackie, a Albania zmaga się z rozszerzaniem władzy przez coraz bardziej dominującego premiera Edi Ramę. Obok tego przedłużającego się kryzysu demokratycznego trwa kryzys demograficzny. Żadna refleksja na temat trajektorii tego regionu w ostatnich 15 latach nie jest pełna bez wspomnienia, że region ten traci ludzi w jednym z najszybszych wskaźników w Europie.
Pod względem geopolitycznym Europa już nie jest (jeśli kiedykolwiek była) jedyną grą w mieście. Powstający wielobiegunowy porządek tylko umacnia władzę elit krajowych. Chińskie inwestycje, rosyjska energia i dezinformacja oraz rosnące zaangażowanie Turcji i krajów Zatoki Perskiej mogą teraz oferować liderom regionu, takim jak Vučić w Serbii, ratunek. Chociaż członkostwo w UE nadal jest aspiracją większości obywateli regionu, badania opinii publicznej odzwierciedlają to rosnące ambiwalentne nastawienie. Wiarygodność procesu europejskiego jest prawdopodobnie na najniższym poziomie, a tempo negocjacji w Czarnogórze i Albanii wydaje się poważnie rozbieżne. Główne braki zostały zidentyfikowane przez lokalnych ekspertów i są przyznane przez Komisję Europejską.
Skutkiem tych wydarzeń jest to, że eksperci naukowi i polityczni nie badają już głównie demokratyzacji na Bałkanach Zachodnich, lecz tematy takie jak trwałość reżimów, adaptacja autorytarnych systemów i cyfrowa inwigilacja. Skupienie przesunęło się z formalnych instytucji na nieformalne sieci i przejęcie państwa; z korupcji jako symptomów słabego zarządzania na korupcję jako strategię rządzenia; z społeczeństwa obywatelskiego jako narzędzia demokratyzacji na pole walki o wpływy; i z transformacji prowadzonej przez Zachód na coraz bardziej wielobiegunową rywalizację.
Niepokojące jest to, że najnowsze rozumienie Bałkanów Zachodnich przez Europę zdaje się szybko odchodzić od wizji Stanów Zjednoczonych dla tego regionu. Administracja Donalda Trumpa wydaje się otwarcie kierować się interesami strategicznymi i gospodarczymi, a nie demokratyczną transformacją. Niedawne podpisanie dialogu strategicznego z Serbią, nawet gdy standardy demokracji tego kraju spadają szybciej niż w jakimkolwiek innym kraju regionu, uosabia bezczelność obecnego podejścia. Co więcej, amerykańskie wysiłki jednostronnego przywrócenia nowego Wysokiego Przedstawiciela w Bośni i Hercegowinie sugerują, że ta administracja chętnie wywiera swoje wpływy w regionie. Do tego dochodzą zniesienie sankcji wobec bośniackich liderów serbskich i biznesowe powiązania rodziny Trumpów w Albanii, co rodzi poważne obawy, że Waszyngton postrzega Bałkany Zachodnie wyłącznie przez pryzmat własnych interesów narodowych, a nawet osobistych korzyści.
Czarny lustro?
Trajektoria Bałkanów Zachodnich nie jest wyjątkowa, ponieważ obecnie dzieli je uderzająco podobne wyzwania z szerokim kontynentem. Geopolityka polaryzuje społeczności i zmusza państwa do podejmowania trudnych decyzji; zmiany demograficzne testują wieloletnie modele instytucjonalne; polityka energetyczna wzbogaca nielicznych, a wielu naraża na niebezpieczeństwo; a pojawiające się narzędzia cyfrowe oferują zarówno szanse na odnowioną represję, jak i demokratyczną szansę. Gdy te kryzysy krajowe osiągają punkt kulminacyjny, niektórzy sugerują, że mamy do czynienia z nowym porządkiem świata, w którym USA nie są już przyjacielem Europy, lecz wrogiem. Pesymistycznie myśląc, Bałkany Zachodnie mogą być wyznacznikiem mroczniejszej przyszłości Europy, lustrem tych wspólnych niepewności.
Jednak istnieje inny sposób odczytania Bałkanów Zachodnich, który daje nadzieję na lepszą przyszłość Europy. W momencie, gdy ten artykuł trafia do druku, obywatele wychodzą na ulice, domagając się zmian, a niektórzy nawet głosują w wyborach. W Albanii tygodnie masowych protestów przekształciły się z opozycji wobec kontrowersyjnego rozwoju nadmorskiego w szersze żądania rezygnacji rządu. W Serbii mobilizacje studentów pojawiły się jako najbardziej wiarygodna konkurencja wyborcza od lat, a wybory zbliżają się wielkimi krokami. Jak nauczyła nas wiosna na Węgrzech, nic w szerszym regionie postsocjalistycznym nie jest tak stabilne, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Te ruchy mogą nie odnieść sukcesu, ale ich wytrwałość komplikuje każdą opowieść o nieuchronnej katastrofie autorytarnej.
Skupianie się wyłącznie na upadku instytucji i autorytarnej władzy na Bałkanach Zachodnich to pomijanie niezwykłej odporności obywateli tego regionu, a także całego kontynentu. Jeśli Europa kiedyś pokładała zbyt dużą ufność w instytucjonalnych zachętach do wywołania demokracji od góry, ostatnie miesiące w regionie przypominają, że presja na zmiany demokratyczne może pochodzić także z dołu. W Bałkanach Zachodnich i w całej Europie instytucje demokracji mogą być pod presją, ale impuls demokratyczny nie gaśnie.
Alexandra Karppi jest badaczką i analityczką w King’s College London, zajmującą się Bałkanami Zachodnimi oraz Europą Środkową i Wschodnią. Jest także współprowadzącą podcast Talk Eastern Europe oraz kanał na YouTube.