Realshit jak hub, gdzie kręci się wszechświat. Reportaż z festiwalu pokolenia Z

Kapitál
Realshit jak hub, gdzie kręci się wszechświat. Reportaż z festiwalu pokolenia Z

Magiczna Banská Štiavnica, sztuka internetowa, piec na pot na Hájovni, nocne skinny-dipping w tajemnicach, to wszystko jest częścią festiwalu Realshit. Czwarta edycja wielogatunkowego wydarzenia, które pierwotnie rozpoczęło się jako urodzinowa impreza, po raz pierwszy doświadczyło zagranicznych bookingów i wyprzedanej pojemności na tydzień przed rozpoczęciem.

Magiczna Banská Štiavnica, sztuka internetowa, kocioł pełen potu na Hájovni, nocne skinny-dipping w tajnych miejscach, to wszystko jest częścią festiwalu Realshit. Czwarta edycja wielogatunkowego wydarzenia, które pierwotnie zaczęło się jako urodzinowa impreza, po raz pierwszy doświadczyło zagranicznych bookingów i wyprzedanej pojemności na tydzień przed rozpoczęciem.

Uczestnicy mogli zobaczyć wszystko od praskiego SoundCloud rapu, przez węgierski post-punk, aż po lokalny audiowizualny DJ set. Line-up muzyczny stanowi istotną część programu, nie można jednak pominąć projekcji filmów z Kosowa, Bratysławy czy Brna, wystawy w domu Mikovíniho lub targów różnych małych biznesów. Towarzyszący program przenosi miejsce wydarzenia do różnych zakątków miasta, czy to są lokalne galerie, Antikvariátik, kościół, centra kultury Eleuzína lub Art Cafe.

Podobnie jak w ubiegłym roku, festiwal rozpoczął się wernisażem wystawy – tym razem zatytułowanej Po nás: Odcisk cyfrowej epoki. Koncepcja archeologicznego stanowiska materialnych artefaktów cyfrowego świata została urzeczywistniona w wczesnośredniowiecznym ruinie domu Mikovíniho. W skład wystawy wchodził na przykład tron z montażowej pianki od Michaely Prableskovej, cyfrowo uszkodzone obrazy (poor image) Martina Maia lub performance Tomáša Brichtu, podczas którego rzucał kamień nad głową. Dzieła komentowały erę AI, patriarchalne struktury, potrzebę ciągłej optymalizacji. Muzyczne atrakcje pierwszego dnia to ostravski muzyk JamaicaFusball oraz praski projekt eksperymentalny GbClifford. Chociaż projekty są dramatycznie różne, właśnie łączenie jest jednym z głównych cech festiwalu. 

Czeski punk Vlasta. Zdjęcie: Simon Jeništa
Performance „Domovina“ Sáro Gottstein w lesie przy Hájovni. Zdjęcie: Simon Jeništa

W piątek w Art Cafe rozłożyły się targi i stoiska z biżuterią i odzieżą, a także z naklejkami i naszywkami grupy Povstanie pokračuje. W ramach porannego programu odbyła się projekcja filmowa w Kinie Akademik oraz koncert folku z dronami w kościele św. Katarzyny. Program na Hájovni rozpoczęła żeńska grupa Vlasta, którą obserwowaliśmy podczas gotowania gulaszu z parkingu, świetny był košický zespół skramzowy itlookssinister. W sobotę festiwal zbliżał się do końca, większość programu odbywała się ponownie na Hájovni. Pierwszym muzycznym występem był nowy projekt Pebble Seven, po którym niektórzy z nas, w tym i my, wskoczyli do tajchów, więc na koniec zdążyliśmy tylko trio słowacko-czeskie Flüst. Jednak – na podstawie opinii mojego przyjaciela – dla wielu był to szczyt całego wydarzenia. Wieczór zamknął jeden z headlinerów, kapela Evanora: Unlimited, której supportowali amerykańscy raperzy Nation

Evanora unlimited. Zdjęcie: Simon Jeništa
Nation z Nowego Jorku. Zdjęcie: Simon Jeništa

Realshit powstał jako profil pokolenia Z. Nieoficjalna pierwsza edycja została zorganizowana jako urodzinowa impreza i wynikała z potrzeby wprowadzenia młodej kultury do Banskiej Štiavnicy. Miasto nie ma uczelni wyższych, młodzi często podróżują do innych miast – jest pełne centrów kultury i wydarzeń, ale reprezentacja młodego sztuki była potrzebna jak sól. Urodzinowa impreza i następnie pierwsza edycja letniego festiwalu przyciągnęły do Štiavnicy młode zespoły, sztukę wizualną, filmy i literaturę. Żofia Lišaníková z zespołu organizacyjnego mówi, że wielu ludzi postrzega Štiavnica jako turystyczną scenerię i miejsce, do którego przychodzą się kąpać. Realshit obok festiwalu teatralnego Vlnoplocha czy Czterech żywiołów pokazał młodym z różnych zakątków Słowacji kulturalną stronę miasta.

Solidarność i szacunek

Jądro organizacji (Alica Lazar, Żofia Lišaníková, Daniel Kubiš i Martin Kuchta) – jako część pokolenia Z – ułożyło także w tym roku trzydniowy program dla odwiedzających. Jej charakterystyka bezpośrednio przełożyła się nie tylko na zawartość line-upu, ale także na sposób organizacji. Pokolenie Z, jak je postrzegam ja, czyli moja bańka, charakteryzuje się naciskiem na tworzenie safe-space – dorastamy w bardzo specyficznych warunkach, w czasach wielo-kryzysów, żyjemy w świecie, który jakby nie był dla nas. Realshit stanowi alternatywę dla tego świata, stworzoną dokładnie tak, jak chcielibyśmy mieć. Jak mówi Alica Lazar: „Cały festiwal to w bajkowym mieście wypełnionym całodziennym programem i tworzy pewną pociechę oraz odwrócenie się od rzeczywistości.“

Kurator filmowego programu Dorota Suranová nazywa solidarność ważnym kamieniem węgielnym festiwalu: „Cecha, którą według mnie można zdefiniować festiwal, to solidarność, wzajemna pomoc. Bez niej by nie działał. Realshit od pierwszych edycji otrzymywał jedynie minimalne, jeśli nie żadnej, wsparcie od instytucji takich jak Fundusz na wsparcie sztuki, a jego funkcjonowanie zależy od wolontariatu czy dobroci różnych ludzi z przestrzeni kulturalnych w Štiavnicy, takich jak Hájovňa i Art Cafe. Solidarność działa na różnych poziomach, od ludzi, którzy gotują i pilnują wejścia, po artystów i artystki. Struktura społeczna festiwalu wydaje się dość stabilna, wielu ludzi chodzi od pierwszej edycji, relacje są piękne i przyjacielskie. Wielu właśnie to podkreśla jako główny powód, dla którego wracają na festiwal. Jego kameralność – dzięki ograniczonej pojemności – pozwala na umacnianie relacji i budowanie solidarności. Z mojego doświadczenia, festiwal nie działa aż tak hierarchicznie, każdy rozmawia z każdym, interakcje są bardzo szczere.“ 

Trwałe relacje i zdrowa komunikacja to aspekty, które ja sama odczuwałam intensywnie. Są one podstawą każdego funkcjonującego kolektywu, a szczególnie pokolenie Z częściej konfrontuje się z tematem zdrowia psychicznego i różnorodnych potrzeb z tym związanych, które akceptuje i szanuje. Nie umiem dokładnie tego opisać, ale można wyczuć, czy szacunek pochodzi z osobistego doświadczenia, czy jest narzucony, bo tak się robi. Realshit tworzy naprawdę luźną atmosferę, komunikacja z organizatorami jest bezpośrednia i szczera, wszystko można dostosować do potrzeb obu stron. Jestem pewna, że każda forma niedopuszczalnego zachowania zostałaby od razu potępiona. Nie doświadczyłam na przykład problemów z bookingiem kontrowersyjnej muzyki, nawet w tym roku policja nie sprawiała problemów. 

Flüst. Zdjęcie: Simon Jeništa
Polskie Bewounded. Zdjęcie: Simon Jeništa

Cały festiwal ma ograniczoną pojemność małego miasta, co daje uczestnikom poczucie intymności i bliskości zarówno z artystami, jak i z organizatorami. Filmowcy znają się z muzykami, wolontariusze z organizatorami – co jest niemożliwe na większych festiwalach. Kuratorka wystawy Olívia Ondreičková opisuje to tak: „Jesteśmy (ludźmi związanymi z festiwalem, przyp. autora) połączeni siecią przyjaźni, i to na całej Słowacji. To relacje łączą nasze bańki i dyscypliny – muzyków, filmowców, teoretyków, socjologów, antropologów. Wszyscy są w jednej grupie i to jest niesamowite. To specyfika Słowacji, że dzięki jej wielkości można połączyć pokolenia w kraju i się poznać. Te przenikania odzwierciedlają się także w Realshicie. Pasja pokolenia i determinacja – to mnie bawi, chcę znaleźć na to formę i zrobię to.“

W organizacji Realshitu widzę anarchistyczne cechy, które czynią go (nie tylko) na Słowacji wyjątkowym. To niezależna akcja w prawdziwym znaczeniu tego słowa, działa głównie na podstawie zakupionych biletów, bez grantów. Bez wzajemnej pomocy by się nie udało – kto ma samochód, zabierze artystów z dworca, kto ma sprzęt, przyniesie i pożyczy. Współpraca z niezależnymi przestrzeniami w mieście nie opiera się tylko na wsparciu finansowym, ale także na chęci zapewnienia miejsca młodej sztuce. Żadnych błyszczących sponsorów. Ulotka nie musi głosić szacunku i bezpieczeństwa, festiwal po prostu tak żyje. Słowami Alice Lazar: „Realshit zawsze był o ludziach, którzy na niego chodzą, nawet jeśli to brzmi jak banał. Nie działałby bez ludzi, którzy pomagali, choć nie musieli. Na przykład Miso Tresu, który w zeszłym roku przyszedł jako uczestnik, a potem oświetlił całą wystawę i wieczorem pomagał oświetlić scenę. On jest tylko jednym z wielu, którzy stopniowo dołączają i wspólnie tworzą Realshit.“ Festiwal jest czysto DIY w sensie oddzielenia od instytucji, młodzi jeszcze nie mają połączeń z środowiskiem kulturalnym, więc muszą radzić sobie sami i rozwinął się głównie dzięki tradycji ustnej, przychodzą na niego głównie znajomi znajomych. 

DIY jako tożsamość

Żofia Lišaníková mówi, że istnieją miejsca, które wspierają młodą sztukę – ale nadzorują je ustabilizowani dramaturdzy centrów kultury, starsi kuratorzy i kuratorki. Niewiele festiwali oddaje organizację młodym, by stworzyć przestrzeń dla reprezentacji nowej sztuki. A kto inny miałby znać nowe projekty, niż ludzie stojący u ich początku – przy premierach, plakatach, nieudanych próbach, które zostają w szufladzie. „Do tej pory każdego roku działaliśmy DIY, nie byliśmy zależni od grantów, funduszy. Utrzymywaliśmy się z biletów. Udało nam się funkcjonować mimo że wiele festiwali się odwołało. Organizacja DIY jest dla naszej generacji kluczowa i kształtuje naszą tożsamość.“ 

Żofia Lišaníková i Olívia Ondreičková, kuratorki wystawy w domu Mikovíniho. Zdjęcie: Simon Jeništa
człowiek na scenie z banerem "z publicznych źródeł nie wsparł funduszu na wsparcie sztuki" - ręcznie nie dokończone.
 Zdjęcie: Simon Jeništa

Kurator Olívia Ondreičková wyjaśnia: „Festiwal powstał na własną rękę i działa głównie na podstawie networkingu w Štiavnicy i zaufania, jakim obdarzają nas ludzie w mieście. Oni sami, z własnej woli, wkładają energię, by wydarzenie było możliwe do zrealizowania. Sposób, w jaki produkuje się Realshit, uważam za silną formę oporu wobec instytucjonalnej represji.“

Organizacja festiwalu jest bardzo naturalnie powiązana z kontekstem miasta. Część organizatorów wyrosła tam, ma kontakty z lokalnymi i łatwiej jest ich zjednoczyć na wspólnej łodzi. Podobny czeski festiwal Creepy Teepee od lat ma z tym problem, w Kutnej Horze nie udało się im się dobrze zakorzenić, w tym roku musieli nawet przenieść na praski wyspę Štvanice. 

Do psychologicznego bezpieczeństwa należy także tolerancja różnorodności, co odzwierciedla różnorodność programu. Każdy z nas reaguje na kontekst społeczny inaczej, znajduje ukojenie w innym sztuce, ucieka od dręczącej rzeczywistości w innym kierunku. Różne formy wyrazu siebie jako reakcja na wspólne trudy znajdują dzięki festiwalowi schronienie w jednym miejscu. Uczestnicy mają możliwość nie tylko odkrywania innych gatunków, ale są także bezpośrednio konfrontowani i w pewnym sensie zmuszeni do zrozumienia odmienności. Przebijanie się przez odmiennie od siebie wyspy odbywa się zarówno w ramach towarzyszącego, jak i muzycznego programu. „Dla mnie Realshit reprezentuje pokolenie Z poprzez mieszankę sztuki, która wywodzi się z internetu i dyskursu tworzonego na nowych mediach,“ wyjaśnia organizator Daniel Kubiš. „Od muzyki po wystawy, filmy i różne dzieła, które można znaleźć na festiwalu – staramy się objąć każdą formę twórczości, która jest dla pokolenia Z istotna. Realshit oferuje pokaz autorskiej prezentacji naszej generacji, która jest połączeniem codziennego życia i przestrzeni online, wielu estetyk i ciekawych scen. Na Realshicie bąbelki spotykają się i uczą od siebie nawzajem nowych rzeczy. To bardzo piękne, jak ludzie tutaj sobie na siebie zależy i bez patosu czy ośmieszania potrafią rozmawiać. Usunięcie tej stygmatyzacji traktuję jako jedną z cech pokolenia Z,“ kończy Kubiš.

Dramaturg programu filmowego Leo Knut opisuje podobne spostrzeżenia: „Mam wrażenie, że cechą pokolenia Z, którą podkreśla Realshit, jest eklektyczność naszego gustu. Mimo że festiwal nigdy nie ograniczał się do gatunków czy kierunków artystycznych, miałem wrażenie jedności w całości programu – mimo wszystko mają sens razem. Na Realshit nie odczuwam, że siła dzieła lub aktu muzycznego jest determinowana przez gatunek, ale przez to, że to jest „prawdziwy shit”, nie wiadomo, co to w ogóle jest, ale czuć to. Dzięki internetowi i short-form content dzisiaj prawie niemożliwe jest się klasyfikować – Realshit to akceptuje i celebruje ten eklektyzm dzisiejszej fragmentaryzowanej i przyspieszonej epoki.“

Z opinii odwiedzających wynika, że to właśnie eklektyczność najbardziej emanuje z Gen Z. Jak mówi Jonáš Gruska z wydawnictwa Lom: „Realshit konsekwentnie ignoruje granice gatunkowe i skupia się na specyficznej energii. Wzorce subkulturowe mieszają się w jednym garnku, wolne i dekonstruowane.“ Jakub Juhás z wydawnictwa mappa twierdzi, że na festiwalu „przekraczają się wszelkie granice muzyczne, gatunkowe, bąbelkowe. Jednak tam, gdzie indziej, jest to świadomy cel, który rzadko się udaje zrealizować, na Realshicie nikt o tym nie myśli, po prostu tak się dzieje. Wszędzie można znaleźć coś interesującego i oryginalnego, i nie ma znaczenia, że te sceny prawie nic o sobie nie wiedzą i na pierwszy rzut oka są od siebie oddalone o lata. Muzyka jest testowana i rośnie prosto na scenie. To nie są wyrafinowane show, Realshit to taki hub, gdzie kręci się wszechświat i dzieją się rzeczy, które tu zawsze brzmią trochę inaczej niż na innych scenach.“ 

 Audiowizualny set //URNA// x //03//. Zdjęcie: Simon Jeništa

Michaela Cagáňová, kuratorka i artystka, dodaje: „Dla mnie autentyczność i szczerość w tworzeniu festiwalu są najważniejsze. Nikt nie stara się być doskonały, dlatego tam też ja znajduję taki safe space. Ponadto na festiwalu obecna jest szeroka różnorodność stylów, muzycznych i modowych. Koncert rapowy, pop, neo folk. Każdy idzie na wszystko, nikt nie ma wyraźnego stylu, a wszyscy spotykają się razem w kotle na jakimś koncercie. Punkowcy z ezo i emo z gobli-corakami.“

Realshit w Słowacji to wyjątkowa muzyczna line-up z bogatym programem towarzyszącym, ale przeżywa też trudny okres, przez który przechodzi społeczność kulturalna. Jego magiczna energia ukazuje wiele cech pokolenia Z, którym starsze generacje mogłyby się nauczyć. Solidarność, tolerancja i różnorodność w tym przypadku nie są pustymi słowami, lecz podstawowymi kamieniami budującymi cały event. Tożsamość DIY i funkcjonowanie na bazie wzajemnej pomocy i chęci tworzenia alternatywnego świata sprawia, że Realshit jest tak autentyczny, jak tylko może być. 

Tekst jest częścią projektu PERSPECTIVES - nowej marki dla niezależnej, konstruktywnej i wieloperspektywicznej dziennikarstwa. Projekt jest finansowany przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i stanowiska są poglądami i oświadczeniami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i stanowiska Unii Europejskiej lub Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Edukacji i Kultury (EACEA). Unia Europejska ani EACEA nie ponoszą za nie odpowiedzialności.