Relacja z Kuby: Czy kapitalizm uratuje rewolucję?

Kapitál
Relacja z Kuby: Czy kapitalizm uratuje rewolucję?

Ministerstwo Spraw Zagranicznych USA nałożyło 13 lipca sankcje na kolejne dziesięć kubańskich firm i podmiotów rządowych, w tym Ministerstwo Turystyki. Waszyngton kontynuuje swoją strategię ekonomicznego duszenia wyspy. Władze w Hawanie są zmuszone do obrony i próbują zapobiec upadkowi. Na co stawiają? Na szeroką liberalizację gospodarki i wsparcie rodzącej się burżuazji przedsiębiorczej.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych USA nałożyło 13 lipca sankcje na kolejne dziesięć kubańskich firm i podmiotów rządowych, w tym Ministerstwo Turystyki. Waszyngton kontynuuje tym samym swoją strategię ekonomicznego duszenia wyspy. Władze w Hawanie są zmuszone do obrony i starają się zapobiec katastrofie. Na co stawiają? Na szeroką liberalizację gospodarki i wsparcie rodzącej się burżuazji przedsiębiorczej.

W zmęczonej dzielnicy Vedado w Hawanie wyróżnia się świeżo odrestaurowany turkusowy dom. Na jego tarasie rzucają cień dwa drzewa owocowe. Sztuczna trawa urozmaica huśtawkę. Przyciemnione okna zapewniają pewien poziom prywatności. Na wózku inwalidzkim siedzi bardzo starsza kobieta, patrzy w kierunku drzwi wejściowych i rozmawia sama ze sobą. Jest jedną z mieszkanek TaTamaníe – pierwszego prywatnego pensjonatu dla seniorów na Kubie, który otwarto na wiosnę tego roku. Do tej pory rewolucja zakazywała istnienia takich placówek. Publiczne domy opieki od kilku lat znajdują się w krytycznej sytuacji z powodu braku zasobów.

Ten mipyme (akronim oznaczający mikro, małe lub średnie przedsiębiorstwa, które państwo zezwoliło na działalność w 2021 roku i których od tego czasu powstały już tysiące) założyła była pediatra Yadira Álvarez wraz z mężem, specjalistą IT. Po skutkach pandemii COVID-19 Hawana postanowiła liberalizować gospodarkę. Chce tym zapobiec upadkowi wywołanemu przez kombinację kilku czynników: amerykańskiego embarga obowiązującego od 1962 roku, polityki „maksymalnego nacisku” stosowanej przez Donalda Trumpa podczas jego pierwszej kadencji (w tym 243 środki nacisku wymierzone w wyspę), kryzysu zdrowotnego oraz reformy walutowej, która spowodowała gwałtowny wzrost inflacji.1 Ten pierwszy przełom nastąpił w czasie, gdy największy ruch antyrządowy od 1959 roku wstrząsnął reżimem, który surowo karze opozycję.

Od powrotu republikańskiego prezydenta do Białego Domu (2025) Waszyngton ma na Hawanę większy wpływ niż kiedykolwiek wcześniej. Trump nawet wielokrotnie powtarzał, że „weźmie” wyspę.2 29 stycznia 2026 roku – trzy tygodnie po tym, jak zażądał od wenezuelskich władz, które pozostały u władzy po porwaniu prezydenta Nicolása Madury, wstrzymania dostaw ropy na Kubę (co mu się udało) – ogłosił, że ten kraj stanowi „niezwykłe i wyjątkowe zagrożenie (...) dla bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych”.3 Żaden kraj nie może sprzedawać ani dostarczać węglowodorów na Kubę bez ryzyka nałożenia amerykańskich ceł. Duszenie gospodarcze, handlowe i finansowe się nasila, ponieważ Waszyngton rozszerza sankcje: od 1 maja obejmują one również kubańskich przedstawicieli oskarżonych o „poważne naruszenia praw człowieka”, jak również wszelkie rządy, osoby lub podmioty utrzymujące kontakty handlowe z Hawana lub jej przedsiębiorstwami.4 Kilka dni później (20 maja) amerykańskie Ministerstwo Sprawiedliwości postawiło zarzuty Raúlowi Castro za „spisek mający na celu zabicie obywateli Stanów Zjednoczonych”. Chodziło o aferę Hermanos al Rescate (Bracia na ratunek), która miała miejsce jeszcze w 1996 roku (kubanskie myśliwce wtedy zestrzeliły dwa cywilne samoloty organizacji humanitarnej, w których zginęły trzy amerykańskie osoby – przyp. tłum.).5

Strategia Trumpa polega na osłabianiu monopolu państwowego i wywieraniu presji na kubański rząd, aby zaprzestał wspierania rozwoju sektora prywatnego motywowanego zyskiem. Proces liberalizacji oznacza przełom dla jednej z najbardziej kontrolowanych przez państwo gospodarek na świecie. Reforma rolna (1959), szeroko zakrojone nacjonalizacje w latach 60. i „rewolucyjna ofensywa” z 1968 roku, podczas której władze hawajskie rozpoczęły nacjonalizację wszystkich małych przedsiębiorstw, czyli ostatnich prywatnych firm na wyspie, doprowadziły do ekstremalnej centralizacji i powstania biurokracji, która tym bardziej paraliżowała, im bardziej była rozbudowana. Skutki embarga, zaostrzania sankcji od końca drugiej dekady XXI wieku i centralizacji ciężko odczuwają mieszkańcy. Podczas gdy toczą się spory między kubańskim rządem a dominującą potęgą światową, Kubańczycy walczą o przetrwanie w największym kryzysie gospodarczym i społecznym od czasów rewolucji. Codziennie trwają awarie wody i elektryczności, coraz poważniejszym problemem jest transport, system opieki zdrowotnej się rozpada, ceny gwałtownie rosną. Zagraniczne firmy pod presją USA opuszczają kraj. Jeśli chodzi o turystykę (kluczowy sektor gospodarki), jest ona całkowicie sparaliżowana. Liczba turystów spadła z 4,2 miliona w 2019 roku do mniej niż 360 000 w pierwszej połowie 2026 roku.6 Liberalizacja gospodarki wydaje się więc ostatnią szansą na zapewnienie zaopatrzenia kraju. Dla Kuby to jednocześnie początek nowej ery.

Z rozwojem przedsiębiorczości rosną nierówności

Spółka holdingowa Grupo de Administración Empresarial SA (Gaesa), będąca produktem scentralizowanego systemu, należy do tych podmiotów, na które nałożył sankcje Waszyngton. Raúl Castro i Rewolucyjne Siły Zbrojne (FAR) założyli ją na początku lat 90., w „wyjątkowym okresie pokoju”, który nastąpił po rozpadzie Związku Radzieckiego i zakończeniu zimnej wojny. Luis Alberto Rodríguez López-Calleja, były zięć Raúla Castry, kierował nią aż do swojej śmierci w 2022 roku. Do jej struktury należą dziesiątki innych firm z branży turystycznej (Gaviota), finansowej (Rafin, Banco Financiero Internacional) czy handlu detalicznego (Cimex), a także z dziedziny importu i eksportu, transferów pieniężnych, budownictwa, rybołówstwa i innych.

Większość społeczeństwa postrzega ten konglomerat jako finansowe ramię armii i reżimu. Obecnie główną krytyką objęte są zwłaszcza ze względu na budowę i pełne finansowanie licznych luksusowych hoteli. Od 2016 roku powstało ich około pięćdziesiąt, a prawie wszystkie są obecnie puste z powodu kryzysu gospodarczego i sankcji amerykańskich. Jednym z takich luksusowych hoteli jest Iberostar Selection, zwany też Torre K (Wieża K). Ogromny budynek górujący pośród zrujnowanych budowli, który został uroczystie otwarty w 2025 roku, wywołuje oburzenie. Wielu mieszkańców Hawany dziwi się, jak mimo embarga udało się dostarczyć materiały na budowę tego pięciogwiazdkowego hotelu. Nie rozumieją też, jakie miały powody władze, by wydawać na to tak duże pieniądze. „To bulwersujące,” mówi z oburzeniem lokalny mieszkaniec. „Symbol pogardy ze strony naszych liderów, który stoi tuż obok, w centrum miasta. A my musimy na to patrzeć, bo widać go z wielu części Hawany!” Władze w marcu zdecydowały, że hotel zostanie zamknięty. Chociaż nie był wykorzystywany przez turystów, codziennie był podświetlony, podczas gdy miasto cierpiało na przerwy w dostawie energii elektrycznej.

Rząd w artykule „Granma” (2 czerwca) odparł krytykę i bronił holdingowej firmy: „Na firmie Gaesa nie ma nic tajnego; nie powstała z inicjatywy elity i w żadnym wypadku nie jest narzędziem do wzbogacania wybranej grupy ludzi.” W tym samym oświadczeniu podkreślono, że zyski zostały ponownie zainwestowane „w elektrownię cieplną Lidio Ramón Pérez” w prowincji Holguín czy „w renowację przychodni, ośrodków zdrowia i szkół”.

Prezydent USA i jego minister spraw zagranicznych Marco Rubio mogą liczyć na to, że „żywnościowe niepokoje” zmuszą reżim do ucieczki lub nawet do upadku. Hawana pod presją obecnej sytuacji i rosnących zagrożeń interwencji ze strony Waszyngtonu przyjęła 176 środków na „transformację gospodarczą i społeczną”.7 Plan ten stanowi prawdziwy zwrot kopernikański. W dziedzinach takich jak handel, usługi, rolnictwo, produkcja i energetyka odradza się kapitalizm. Środki przedstawione przez premiera Manuela Marrero Cruz zakładają udział kapitału zagranicznego w sektorze handlowym, zakładanie prywatnych banków i instytucji kredytowych, a także wprowadzenie kont dewizowych dla osób fizycznych. Rząd planuje także wyznaczyć cel częściowej „dolarizacji” gospodarki i przygotować grunt pod przekształcenie przedsiębiorstw państwowych w spółki handlowe.

Państwo rozważa zakres swojego działania i rezygnuje z monopolu na sektor energetyczny na rzecz prywatnych inwestorów. W obszarze handlu zagranicznego, jak i procesu ustalania cen produktów rolnych, również dochodzi do liberalizacji. System kartkowy Libreta, który od dawna umożliwiał Kubańczykom dostęp do żywności po bardzo niskich cenach, ma być stopniowo znoszony w obecnej formie. Celem jest skierowanie solidarności narodowej na „wrażliwe osoby”, jak to ogłosił prezydent Miguel Díaz-Canel 18 czerwca przed Zgromadzeniem Narodowym.

Kuba stoi w obliczu stałego nacisku ze strony Waszyngtonu, który uważa jej reformy za „powierzchowne”, mimo że przedsiębiorstwa typu mipymes rozwijają się. Od teraz będą mogły zatrudniać ponad sto osób i bez przeszkód rozszerzać działalność, a ich właściciele będą mogli jednocześnie posiadać więcej takich przedsiębiorstw. Dobra wiadomość dla założycieli placówki TaTamanía, która zapewnia swoim klientom stałe zakwaterowanie i codzienną opiekę. Rodziny muszą płacić za opiekę nad bliskimi od 1000 do 1200 dolarów miesięcznie, podczas gdy średnia miesięczna pensja na Kubie wynosi około 15 dolarów. Yadira Álvarez przyznaje: „Naszy rynek nie jest skierowany do Kubańczyków mieszkających na Kubie, lecz raczej do tych, którzy wyemigrowali i zostawili tu swoich bliskich.” Álvarez przedstawia też swoje plany na przyszłość: „Otworzyliśmy oddział w Dominikanie i naszym celem jest zdobycie pozycji na całym rynku latynoamerykańskim, rozwijanie rynku i zostanie liderami w dziedzinie usług opiekuńczych na kontynencie.”

Jeszcze kilka lat temu nikt na Kubie nie wypowiadałby się tak otwarcie. Środki z 2021 roku, mające na celu liberalizację gospodarki, umożliwiły powstanie nowej klasy przedsiębiorców. Trend przedsiębiorczości rozprzestrzenia się głównie w dużych miastach – wraz z gwałtownym wzrostem nierówności, które można dostrzec na co dzień. Motor tego rozwoju stanowią właśnie mipymes. Około dziesięciu tysięcy aktywnych małych firm zatrudnia około 900 000 ludzi z całej siły roboczej liczącej 4 miliony.8 Tysiące garaży i dziedzińców w całym kraju zamieniło się w sklepy. „Kiedyś wynajmowałem pokoje turystom. Roki były puste, więc założyłem na parterze pod swoim mieszkaniem ten mały sklep spożywczy,” wyjaśnia nam mieszkaniec dzielnicy Vedado. Restauracje, warsztaty naprawy telefonów, meblarstwo czy prace budowlane, a także sklepy z środkami czystości lub sprzętem komputerowym – małe firmy mnożą się. Pojawiły się też różne aplikacje do dostarczania jedzenia. La Nave, kubańska wersja usługi Uber, działa na tej samej zasadzie.

Pojawiają się też pierwsze inicjatywy firm finansowych (zwłaszcza w obszarze płatności online) z ambicją „zapewnić Kubie wolność finansową,” jak wyjaśnia założyciel jednej z takich firm. Kolejny przedsiębiorca planuje stworzyć „kubańskiego Amazona”, czyli platformę, która zcentralizowałaby sprzedaż mipymes.

Gospodarka się liberalizuje, polityka nie

Do rozwoju przedsiębiorczości istotnie przyczyniło się także prawo do importu, wprowadzone w 2021 roku. Do tego czasu jedynie państwo miało prawo do importu. Mario9, kierownik jednej z mipymes specjalizującej się w imporcie sprzętu rolniczego, odwiedza klienta w prowincji Artemisa na zachód od Hawany. Na trzyhektarowym polu kilku rolników zbiera się wokół małego, niedawno zakupionego czerwonego traktora z przyczepą.

„Jak się miewasz? Dobrze?” pyta Mario. „Tak, to naprawdę praktyczne. W ciągu trzydziestu minut załatwię to, co wcześniej robiłem z wołami przez cały poranek,” odpowiada jeden z rolników. Traktor wykorzystuje do odchwaszczania, kopania, orki, oprysku roślin i przesyłu plonów. „Używamy go we wszystkich fazach naszej działalności. To niesamowite. Problem tylko w tym, że nie zawsze mamy naftę,” dodaje ironicznie i trochę rozczarowany.

Mario założył swoją firmę w 2024 roku. „Wszystko importujemy z Chin. Sektor rolniczy ma w naszym kraju duży potencjał. Kuba musi się przestawić na przemysł rolniczy. To jest cel naszej firmy.” Na swoim telefonie z dumą przegląda zdjęcia i filmy ogromnych chińskich hangarów. Są pełne maszyn rolniczych, które wkrótce przyjadą na Kubę. Ta perspektywa mogłaby mieć pozytywny wpływ na krajowe przemysły spożywcze, które po dekadach upadku są w złym stanie: w roku 2024 wyprodukowano tylko dziewięć tysięcy ton mięsa wieprzowego, co jest znikome dla kraju z jedenaście milionami mieszkańców, a produkcja ryżu osiągnęła tylko 30% z 2018 roku.10

Od teraz mogą swoje produkty sprzedawać bezpośrednio rolnicy, spółdzielnie i mipymes. Wcześniej wszystko musiało być sprzedawane państwu, które zapewniało dystrybucję przez firmę Acopio. Tylko niewielka część nadwyżek mogła być sprzedawana bezpośrednio lokalnym konsumentom.

Na tej farmie w długich czarnych szklarniach uprawia się fasolę, dynię, kukurydzę, maniok, banany i mangowce. Po nakarmieniu około dwudziestu świń i sprawdzeniu poziomu wody w zbiornikach, rolnicy mogą odpocząć w cień. „Od teraz będziemy sprzedawać na targach i do hoteli. Gdybyśmy to robili wcześniej, głód w tej kraj byłby nie tak powszechny,” ostrożnie zauważa Rolando, jeden z rolników.

Gdy jego koledzy odchodzą, zaczyna mówić: „Poprzedni system hamował produkcję. Firma Acopio przyjeżdżała po zbiory. Wiele produktów psuło się w halach. Państwo brakowało paliwa z powodu embarga, ale problemem był też brak chęci i woli ze strony urzędników. W turystyce inwestowano dużo pieniędzy, a w rolnictwie niewiele. Prywatne firmy płacą lepiej i biurokracja się zmniejszyła.”

Możliwości produkcyjne nadal są ograniczone, ale nowe przepisy dają rolnikom więcej przestrzeni na produkcję i inwestycje. Dla prywatnych przedsiębiorców kluczowe jest teraz przekształcenie tej szansy w długoterminowe zyski i udowodnienie, że są w stanie zapewnić krajowi dostatek żywności.

Wśród małych przedsiębiorców (mipymeros) można znaleźć różne typy. Pablo zaparkuje swoim SUV-em marki Toyota, który niedawno sprowadził z Panamy. Siadamy na tarasie hotelu Roc Presidente w stolicy. W 2021 roku ten młody mężczyzna otworzył warsztat samochodowy, zatrudniający około dwudziestu osób. Filtry, oleje, opony i podobne towary były przed powstaniem mipymes towarem deficytowym. Pablo ma z tego biznesu całkiem niezłe dochody.

Kiedy siedzimy razem przy kawie, obok przechodzi żebraczka z dzieckiem na rękach. Wyciąga rękę i prosi o pieniądze. Przedsiębiorca wyciąga z plecaka banknot o wartości 1000 pesos (w ówczesnym czasie około 1,70 euro) i wręcza jej go. Siada z poczuciem bezsilności: „Widzisz, szukam kogoś, kto zaopiekowałby się moją chorą matką. Za to bez problemu zapłaciłbym 1200 pesos dziennie. Nie mogę jednak nikogo znaleźć. Taka kobieta jak ta żebraczka mogłaby tę pracę wykonywać!” Kontynuuje: „Są rzeczy, które mnie zaskakują u ludzi o niskich dochodach. Zbyt wielu młodych i silnych ludzi nie chce pracować, choć mogliby. Na przykład w budownictwie. Jeśli nie studiowałeś, musisz podjąć taką pracę,” myśli Pablo. „W społeczeństwie zamiast narzekać, każdy powinien pracować. Nie ma znaczenia jak.” Pablo w pełni przyjął nową kulturę przedsiębiorczości: „Gdy wszyscy moi pracownicy wrócą do domu, ja nadal odpowiadam na wiadomości. My, przedsiębiorcy, śpimy pięć albo sześć godzin dziennie. W zeszłym roku miałem tylko dwa dni urlopu.”

Jaką ma wizję przyszłości Pablo? „Byłem w Chinach. Tam Uber przyjeżdża minutę po zamówieniu! Sklepy są otwarte całą noc. Tu widzisz ludzi, jak się obijają już o drugiej czy trzeciej po południu. W Chinach widziałem to, o czym marzę na Kubie!”

Przedsiębiorczość prywatna na Kubie była przez długi czas zakazana, by nie bogacić jednostek i nie tworzyć nierówności. Liberalizacja tego sektora w ostatnich latach faktycznie pogłębiła widoczne różnice społeczne. Nierówności są widoczne gołym okiem: dzieci żebrzą (co jest zjawiskiem pojawiającym się dopiero niedawno), na ulicach Hawany gromadzą się góry śmieci, szerzy się narkomania i prostytucja.

Nad Hawaną zachodzi słońce. Przez ulicę Linea w dzielnicy Vedado przejeżdża biały Tesla, na rogu stoi zaparkowane Porsche Panamera. Niedaleko jest kilka restauracji, które oferują mięso sprowadzone z USA, ryby, wino czy lody. W porównaniu z państwowymi restauracjami, w których brakuje praktycznie wszystkiego, to ogromny kontrast. Za pełne menu zapłacisz od 10 do 20 euro. W niektórych nowo powstałych sklepach sprzedaje się dżem za 9,50 euro, butelki oliwy za 13 euro, butelki wina za 30 euro, paczki makaronu za 3 euro lub parmezanu za 40 euro za kilogram.

Wielu przedsiębiorców, którzy otworzyli najbardziej luksusowe sklepy, czerpie (lub nadal czerpie) pieniądze z zagranicy. Chociaż nadal prowadzą konta firmowe w Hiszpanii, Meksyku lub gdzie indziej, wielu, którzy mieszkali za granicą, wróciło na Kubę, by skorzystać z nowych możliwości. A także, by cieszyć się życiem. Na obrzeżach Hawany jest ścieżka prowadząca do kilkuhektarowego majątku nad spokojnym jeziorem. Kelnerki witają na polanie pod palmami gości luksusowego baru połączonego z restauracją. Cena jedzenia sięga 40 euro, noc w bungalowie z własnym basenem kosztuje około 400 euro. Goście mogą korzystać z aktywności takich jak kajaki, jazda konna, masaże... Przedsiębiorstwo El Patrón, założone przez Roberta Carlosa Chamizo Gonzáleza, ma w okolicy mieszane opinie. „To miejsce jest... niemoralne,” narzekają niektórzy rolnicy, których spotkaliśmy po drodze. Odwiedza je także jeden z wnuków Fidela Castro. Sandro Castro prezentuje się na mediach społecznościowych jako jeden z mipymeros. W 2019 roku otworzył bar EFE w dzielnicy Vedado. W resorcie Patrón można spotkać także Dionisa Arranzę, znanego przedsiębiorcę z hawanskiego sektora luksusowego, syna byłego wysokiego urzędnika Ministerstwa Handlu Zagranicznego. Sam Chamizo González na Instagramie publikuje prywatne zdjęcia z samolotów prywatnych, luksusowych restauracji, Dubaju i wakacji we Włoszech. O jego rzekomych bliskich relacjach z rządem wie każdy. Ma też restaurację o nazwie Mia Culpa w hotelu Iberostar Packard (należącym do Gaesa).

Na mediach społecznościowych prezentują się także inni „mipymeros” z środowiska władzy. Przykładem jest Ángel David Fernández del Valle, wnuk generała Sergia del Valle Jiméneza, bliskiego współpracownika Fidela Castro. Jego firma Sil26 dystrybuuje na Kubie produkty z Supermercado 23, jednej z większych platform sprzedaży online (zarejestrowanej na Florydzie). Produkty te kupują w Stanach Zjednoczonych, a następnie transportują na wyspę. Oczywiście, kupują je tylko ci, którzy mogą sobie na to pozwolić. W zarządzie firmy Gaïa, kolejnego gracza w dziedzinie dystrybucji, jest także Lisa Titolo Castro, wnuczka Raúla Castry.

Rozszerzanie rynku na Kubie nie idzie w parze z liberalizacją polityki. Krytyka decyzji Komunistycznej Partii jest nadal niepożądana, powtarzające się aresztowania utrzymują atmosferę strachu. Represje nie omijają także rodzącej się lewicowej opozycji. Historyk Alexander Hall Lujardo (który sam siebie uważa za marksistę) wyjaśnia, dlaczego ma zastrzeżenia do ostatnich reform: „Powstanie mipymów ma swoje plusy i minusy. Bez nich na Kubie nie byłoby czego jeść. Powstająca burżuazja przedsiębiorcza jednak ostatecznie będzie faworyzować własne interesy.” On sam jest raczej zwolennikiem alternatywnych rozwiązań opartych na spółdzielniach, które uważa za zgodne z perspektywą socjalistyczną. Ten akademik otrzymał zakaz opuszczania kraju. Służby bezpieczeństwa zażądały od niego nagrania wideo z przyznaniem się, w którym wyznałby swoje domniemane winy i publicznie zobowiązał się do nie współpracy z mediami. To była warunek, by mógł podróżować. Odmówił. „Czy to nie jest łatwiejsze usiąść i rozmawiać z historycznym wrogiem rewolucji, niż z własnymi obywatelami?”

Raymar Aguado jest przedstawicielem nowego pokolenia lewicowych dysydentów na Kubie.11 Ci intelektualiści ukończyli lokalny uniwersytet, uważają się za marksistów i antyimperialistów, ale są krytyczni wobec rządzącego reżimu i chcą, by rozdział epoki Castro został już zamknięty. Aguado jest płodnym autorem i publikuje swoje teksty pod nadzorem w kilku mediach online. „Większość właścicieli chce się wzbogacić. Otwarcie gospodarki dla podmiotów prywatnych nie jest poparte żadną polityką, która wzmacniałaby pozycję związków zawodowych lub zorganizowanych ruchów ludowych w kraju,” analizuje. „Nie mamy wolności zrzeszania się, demonstrowania ani wolności słowa.”

Kończy się kubański model zrodzony z rewolucji?

Powszechna niepewność wywołuje u Kubańczyków poczucie niepokoju. W dzielnicy Centro Habana na tarasie kawiarni rozmawiają dwaj przyjaciele. Zastanawiają się, czy pozostać na wyspie. „Co będzie z tą krajem?” pyta pierwszy. „Nie mam pojęcia, dokąd zmierzamy, mój bracie. Myślę jednak, że ,ci na górze’ znajdą sposób, by to odwrócić na swoją korzyść.” Wielu mieszkańców od dawna oczekiwało, kiedy będzie można prowadzić działalność prywatną. Jednak podobnie jak w innych krajach, które przeszły transformację od gospodarki centralnie planowanej do kapitalizmu, na Kubie zaczyna się formować lokalna oligarchia złożona z reprezentantów obecnej władzy.

Codziennie w rozmowach między ludźmi powtarzają się te same pytania: Co będzie jutro? Wybuchną protesty społeczne? Interweniują Stany Zjednoczone? Czy działania liberalizacyjne zostaną naprawdę wdrożone, czy też zatrzyma je biurokracja? Czy to nie jest już za późno? Nie powinniśmy tego było zrobić trzydzieści lat temu? Czy system socjalny oparty na bezpłatnej opiece zdrowotnej i edukacji przetrwa, czy też ostatecznie upadnie kubański model zrodzony z rewolucji?