Nie ma węgorzy hodowlanych — są łowione w naturze.

Økologisk Nu
Nie ma węgorzy hodowlanych — są łowione w naturze.

Zanim się obejrzymy, w kalendarzach w całym kraju wkrótce pojawią się pierwsze w tym roku świąteczne spotkania przy stole. Klasyką na takim stole jest wędzony węgorz – i właśnie o nim musimy trochę porozmawiać. Wędzony węgorz pochodzi bowiem z gatunku zwierząt krytycznie zagrożonego wyginięciem. Stopień zagrożenia gatunku określa się na skali rozciągającej się od „wszystko jest w porządku” do „całkowicie wymarły”. „Krytycznie zagrożony” to poziom znajdujący się tuż przed wyginięciem. Do tej kategorii należą również nosorożec czarny, orangutan sumatrzański i lampart amurski. Panda znana z kopenhaskiego zoo jest jedynie „narażona na wyginięcie” – to dwa poziomy poniżej „krytycznie zagrożonej”. Węgorz europejski istnieje jako gatunek od 40 milionów lat, dlatego szczególnie uderzające jest to, że w ciągu zaledwie ostatnich 40 lat zniknęło ponad dziewięć na dziesięć wszystkich europejskich węgorzy. Być może już o tym wiesz i nie chcesz jeść gatunku znajdującego się pod tak silną presją. Widzisz, że ktoś sprzedaje „węgorza hodowlanego”, więc kupujesz właśnie jego. Skoro nie został złowiony na wolności, to chyba wszystko jest w porządku? Tu się mylisz. Nie istnieją węgorze hodowlane. W każdym razie nie w takim znaczeniu, w jakim ja rozumiem to pojęcie. Nadal nikomu nie udało się doprowadzić do skutecznego rozmnażania węgorzy w niewoli. Węgorze określane jako „hodowlane” to złowione na wolności młode osobniki, tak zwane węgorze szkliste, mające 5–10 cm długości. Umieszcza się je następnie w basenach, gdzie dorastają, aż będą gotowe do uboju, wędzenia i zapakowania w opakowanie z etykietą „produkt hodowlany”. Kilka lat temu skontaktowałem się z Radą ds. Skarg Konsumenckich, aby zapytać, czy rzeczywiście wolno sprzedawać węgorze złowione na wolności pod nazwą „węgorz hodowlany”. Czy nie jest to wprowadzająca w błąd reklama? Ponieważ sprawa dotyczyła żywności, rada przekazała ją Duńskiej Administracji Weterynarii i Żywności, która podjęła się jej zbadania. Okazało się, że zgodnie z unijnym rozporządzeniem („rozporządzeniem w sprawie wspólnej organizacji rynków produktów rybołówstwa i akwakultury nr 104/2000”, art. 38 ust. 3) dopuszczalne jest reklamowanie węgorzy złowionych na wolności jako „hodowlanych”. Zgodnie z tym przepisem, jeśli zwierzę osiągnęło w niewoli co najmniej połowę swojej masy albo spędziło w niej co najmniej połowę życia, powstały produkt można określić jako „hodowlany”. Dlatego, zdaniem Duńskiej Administracji Weterynarii i Żywności, nie jest to wprowadzające w błąd. To trochę absurdalne, skoro ta sama Unia Europejska zakazała używania słowa „mleko” w odniesieniu do produktów innych niż te zawierające wydzielinę gruczołów mlecznych ssaków, rzekomo w trosce o to, czy ludzie aby na pewno wiedzą, co zawiera mleko owsiane (albo mniszek lekarski?). Twierdzę, że konsumentom znacznie trudniej zorientować się, skąd pochodzą produkty rybołówstwa, gdy wolno nazywać ryby złowione na wolności rybami hodowlanymi, niż zrozumieć, z czego zrobione jest mięso roślinne. Tak czy inaczej, węgorz zmaga się z wieloma czynnikami presji. Szczególnym problemem są dla niego tamy i inne blokady cieków wodnych. Zaprzestanie połowów komercyjnych samo w sobie nie rozwiązałoby zatem wszystkich problemów węgorza, ale może z okazji święta miłości warto jednak zastosować zasadę ostrożności i całkowicie zrezygnować z węgorza na świątecznym stole – niezależnie od tego, jak długo lub jak krótko wolno mu było żyć na wolności, zanim trafił do wędzarni. Smacznego!

Zanim się obejrzymy, w kalendarzach w całym kraju wkrótce pojawią się pierwsze w tym roku świąteczne przyjęcia. Klasyką na stole jest węgorz wędzony – i o nim naprawdę musimy trochę porozmawiać.

Wędzony węgorz pochodzi bowiem od krytycznie zagrożonego gatunku zwierząt. To, jak bardzo zagrożony jest dany gatunek, określa się na skali rozciągającej się od „wszystko jest dobrze” do „całkowicie wymarły”.

„Krytycznie zagrożony” to poziom znajdujący się tuż przed wymarciem. Inne gatunki należące do tej kategorii to nosorożec czarny, orangutan sumatrzański i lampart amurski. Panda, którą znasz z kopenhaskiego zoo, jest tylko „narażona” – dwa poziomy niżej niż „krytycznie zagrożona”.

Węgorz europejski jako gatunek istnieje od 40 milionów lat, dlatego również dość uderzający jest fakt, że ponad dziewięć na dziesięć wszystkich węgorzy europejskich zniknęło w ciągu zaledwie ostatnich 40 lat.

Być może dobrze o tym wiesz i nie chcesz jeść gatunku, który jest tak bardzo zagrożony. Widzisz, że ktoś sprzedaje „węgorza hodowlanego” – więc kupujesz właśnie jego. Skoro nie został złowiony w środowisku naturalnym, to chyba wszystko jest w porządku?

Tu się mylisz. Nie istnieją węgorze hodowlane. W każdym razie nie w takim znaczeniu, w jakim rozumiem to pojęcie. Nadal nikomu nie udało się doprowadzić do udanego rozmnażania węgorzy w niewoli. Węgorze określane jako „hodowlane” to odłowione w środowisku naturalnym młode węgorze, tak zwane węgorze szkliste, mające 5–10 cm długości. Następnie trafiają one do basenów, gdzie dorastają, aż są gotowe do uboju, wędzenia i zapakowania w opakowanie z etykietą „hodowlane”.

Kilka lat temu skontaktowałem się z Radą ds. Skarg Konsumenckich, aby zapytać, czy rzeczywiście można sprzedawać węgorze odłowione w środowisku naturalnym pod określeniem „węgorze hodowlane”. Czy nie jest to wprowadzająca w błąd reklama?

Ponieważ sprawa dotyczyła artykułu spożywczego, rada przekazała ją Urzędowi ds. Żywności, który podjął się jej zbadania. Okazuje się, że wprowadzanie do obrotu węgorzy odłowionych w środowisku naturalnym jako „hodowlanych” jest dozwolone na mocy rozporządzenia UE („rozporządzenie w sprawie wspólnej organizacji rynków produktów rybołówstwa i akwakultury nr 104/2000”, art. 38 ust. 3), które stanowi, że jeśli zwierzę osiągnęło co najmniej połowę swojej masy lub przeżyło co najmniej połowę życia w niewoli, powstały produkt może być określany jako „hodowlany”, dlatego według Urzędu ds. Żywności nie jest to wprowadzające w błąd.

Trochę dziwne, skoro ta sama UE zakazała używania słowa „-mleko” w odniesieniu do produktów innych niż te zawierające wydzielinę gruczołów mlecznych ssaków, rzekomo z obawy, czy ludzie na pewno wiedzą, co zawiera mleko owsiane (albo mniszek lekarski?).

Moje twierdzenie byłoby takie, że konsumentom znacznie trudniej jest zorientować się, skąd pochodzą ich produkty rybołówstwa, gdy wolno nazywać ryby odłowione w środowisku naturalnym rybami hodowlanymi, niż zrozumieć, z czego zrobione jest mięso roślinne.

No cóż. Węgorz podlega wielu czynnikom presji. Szczególnym problemem są dla niego blokady cieków wodnych w postaci tam. Zaprzestanie połowów komercyjnych samo w sobie nie rozwiąże zatem problemów węgorza, ale może z okazji święta miłości można by jednak zastosować zasadę ostrożności i całkowicie zrezygnować z węgorza na świątecznym stole, niezależnie od tego, jak długo lub jak krótko pozwolono mu żyć na wolności, zanim trafił do wędzarni.

Smacznego!